DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

Ostatni Banderowiec PRL

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

W związku z przypadającymi w tych dniach rocznicami zbrodni w Bachowie, Brzusce i Borownicy proponujemy – à ce sujet – artykuł-recenzję Pawła Bohdanowicza. Kursywą oznaczono cytaty z książki „Dziewięć lat w bunkrze” Omelana Płeczenia.

Żołnierze z sotni „Szturmowiec-6” (1946 lub 1947 rok)

OSTATNI BANDEROWIEC 

Amnestia (1956)

– Panowie z ?
– Nie, z .

Po twarzy prokuratora przemknął cień. Pod nogami milicjanta głośno zaskrzypiała podłoga i odniosłem wrażenie, że odbezpieczył pistolet. Prokurator najpierw cofnął się trochę, a potem wyszedł zza stołu i zaczął krążyć po pokoju, bacznie się nam przyglądając. Wreszcie zapytał.

– Gdzie się ukrywaliście?
– W Dylągowskich Lasach, niedaleko Jawornika Ruskiego.
– Od kiedy?
– Od 1947 roku…

[…]

– Od dzisiaj jesteście wolnymi obywatelami PRL. Dzięki amnestii, ogłoszonej przez polski rząd, wasze winy zostaną wam zapomniane. Od dzisiaj macie te same prawa, co każdy obywatel tego kraju. Nikt nie ma prawa szykanować was w związku z waszą przeszłością. Gdyby jednak taka sytuacja zdarzyła się, możecie podać waszego prześladowcę do sądu.

Omelan (Omeljan / Omelian) Płeczeń „Czaban”, bo to jego wspomnienia cytuję, wyemigrował z PRL za ocean w roku 1963. W latach siedemdziesiątych żyły w Polsce jeszcze dziesiątki, a raczej setki weteranów UPA (i SKW). Niektórzy zapewne żyją do dziś. W tym sensie Płeczeń nie był ostatni. Był jednak jednym z ostatnich żołnierzy UPA, którzy ujawnili się po ogłoszeniu amnestii 1956 roku. Wraz z nim ujawnił się Stepan Soroczak „Kruk”, z którym razem ukrywali się w leśnym bunkrze. Ujawnił się też lekarz z sotni „Hromenki”, czyli Stanisław Pel „Taras”, ukrywający się w Przemyślu, oraz żołnierz z sotni „Sahajdacznego”, ukrywający się w Lasach Stariawskich.

Na Ukrainie ostatni upowiec wyszedł z bunkra w roku 1991…

Leśne mieszkanie

– Nie bójcie się. Pojedziemy teraz do waszego bunkra, zobaczyć, jak tam żyliście. Ale pamiętajcie, jeden strzał w lesie i koniec z wami.

[…]

– Do cholery, gdzie ta kryjówka?! – krzyknął śledczy.
– Tutaj, pod nami.

Milicjant z psem rozpoczęli poszukiwania. Mogą tak szukać do końca świata, pomyślałem z satysfakcją. Zauważyłem jednak, że w śledczych narasta złość. Dość tej komedii. Kruk wszedł między małe, gęste jodły i otworzył pokrywę.  wybałuszyli oczy. Kruk wszedł do środka, za chwilę wrócił i powiedział, że zapalił światło i można zejść na dół.

– Proszę wchodzić! – zawołał mnie śledczy. Ale ja odmówiłem.
– Nie mam tam nic do oglądania.

Śledczy z Krukiem i milicjantem weszli do środka. Po upływie pięciu minut Polacy wyszli z zachwyconymi minami.

– Cholera by ich wzięła! Luksus! Dwa pokoje, korytarz, woda, piec! Tylko komina nie widzę.
– Tutaj – powiedziałem – stoimy na nim.
– Gdzie, gdzie?

Uniosłem kawałek mchu, wsadziłem rękę w otwór i wyjąłem zatyczkę.

Takie leśne bunkry-kryjówki budowali nie tylko . Ich pozostałości spotyka się nawet w moich stronach. W takim leśnym bunkrze, kilkanaście kilometrów stąd, zginął Alfred Loeper, rozerwany wiązką niemieckich granatów.   byli jednak mistrzami w budowie zakamuflowanych schronów. Ruiny obozu „Rena” w masywie Chryszczatej do dziś budzą zdumienie. W upowskich bunkrach były nawet wodociągi, zasilane z potoków, a napędzane siłą grawitacji. Na piecach gotowano posiłki, a nawet pieczono chleb.

Przysiółek Swynki
mądry sołtys w krwawym piekle (1945)

Gdy się rozwidniło, na naszą stronę przeprawiła się Katarzyna Hnatyk z córką. W czasie napadu schowały się pod zwalony most i tam doczekały świtu. Były w szoku, w kółko powtarzały to samo: „wszystkich wymordowali, wszystkich zabili”. W Swynkach znaleźliśmy siedemnastu zabitych, niektórych zastrzelono, innych przekłuto bagnetami. Oprócz Katarzyny i jej córki uratowało się jeszcze trzech chłopców, Dańczak, Hnatyk i Sywiak, którzy ukryli się w bunkrze. Pochowaliśmy zabitych we wspólnej, braterskiej mogile. Na pogrzeb odprawiony przez księdza Huka, zeszli się wszyscy mieszkańcy Iskani, łącznie z ośmioma polskimi rodzinami. Sołtys, przemawiając nad grobem, stwierdził, że nie chce mieć na sumieniu polskich rodzin, które może spotkać odwet z ukraińskiej strony. Dlatego lepiej będzie, jeżeli Polacy przeniosą się do przysiółka Kruszki, a szesnaście ukraińskich rodzin przeprowadzi się na ich gospodarstwa w Iskani.

Bachów i Berezka (11 kwietnia 1945)

Bachów przypomniał mi tragiczne wydarzenia 1945 roku. To była piękna wieś! Duża, rozległa, liczyła ponad 500 gospodarstw. Również pobliska Berezka była sporą osadą, liczyła 350 domostw. Co z niej zostało? Wśród straszliwej ruiny ledwie gdzieniegdzie stała, cudem ocalona, pusta chata.

[…]

Od kilku dni nasz oddział kwaterował w Iskani, skąd stale robiliśmy wypady do pobliskich wsi. Przekonywaliśmy chłopów, by organizowali oddziały samoobrony. Niestety, nasza akcja nie przyniosła rezultatów. Duża w tym „zasługa” księdza Sembratowicza, wieloletniego proboszcza Bachowa, upartego moskofila.

[…]

Na pogorzelisku leżały zwęglone szkielety. Mężczyźni, kobiety, także dzieci. Na plebanii w Berezce znaleźliśmy ciała księdza Biłyka i jego żony. Ich odrąbane głowy poniewierały się daleko od tułowia.

Nie sposób opisać tej straszliwej zbrodni. W Bachowie i Berezce zamordowano wówczas 465 bezbronnych ludzi, których dwie trzecie stanowiły kobiety! Wśród nich żona Czornjuka [Polka – P.B.] Liczba ofiar nie jest przesadzona. Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają ten mord i dysponują spisem zabitych osób.

Do wspomnień zawsze trzeba podchodzić krytycznie. Nie można oszacowywać liczby ofiar tak, jakby się brało udział w jakimś chorym współzawodnictwie. Niektórzy historycy i „historycy” zdają się o tym zapominać. Przyjmują liczby za pewnik (kto poda większą liczbę, ten jest większym „patriotą”), a za wiarygodne źródło uznają wszystko, co zostało kiedykolwiek powiedziane lub napisane, o ile tylko pasuje to do ich koncepcji.

Rzeczywiście większość ofiar w Berezce (dziś Brzuska) stanowiły kobiety i dzieci, w tym kilkoro niemowląt, lecz zabitych mogło być mniej, w tym kobiet około 40%, nie 2/3. Według Ukraińców w samej Berezce zginęło co najmniej 161 osób. Tyle umieścił na liście sołtys Berezki Konstanty Pełech. Przy kilku pozycjach jest jednak adnotacja „ranny”. W Bachowie około 69. Łącznie daje to około 230 osób. Według polskich historyków w Bachowie zginęło od 30 do 100 ludzi, a w Berezce od 180 do 250 ludzi. Opinie obu stron są zbliżone i maksymalne oszacowania polskie są większe od minimalnych oszacowań ukraińskich. Maksymalna suma oszacowań w obu graniczących ze sobą wsiach to 350 ofiar śmiertelnych. Omelan Pleczeń mógł się pomylić albo trochę przesadzić. Warto zauważyć, że w swych wspomnieniach podaje on całkowicie błędną datę rzezi. Do zbrodni doszło 11 kwietnia 1945. Autor wspomnień pisze o grudniu (!). Pamięć ludzka jest zawodna i o pomyłkę nietrudno. Trzeba dopuścić też możliwość, że Pleczeń wiedział coś, czego my dziś nie wiemy. Może dołączył też ofiary z Sufczyny.

Zagłada Borownicy (20 kwietnia 1945)

Nasz wywiad ustalił, że Kotwicki ma w Borownicy trzystu dobrze uzbrojonych zbirów, trzydzieści ckm-ów, moździerze i armaty różnego kalibru. We wsi prawie stale kwaterowała kompania polskiego wojska. Osadę otaczały bunkry i zasieki, przy których stały czujki z ckm-ami. Istna forteca.

Przypuszczam, że siła Borownicy (oskarżanej o akcje antyukraińskie) została tu bardzo wyolbrzymiona. Wyolbrzymianie siły przeciwnika, to zjawisko częste zarówno w ukraińskich, jak i w polskich wspomnieniach i raportach. Nieraz przekracza to granice absurdu. Innym problemem jest zawyżanie liczby ofiar cywilnych po swojej stronie i zaniżanie liczby ofiar cywilnych po stronie przeciwnika, albo wręcz negowanie, że takie ofiary były. Z ofiarami uzbrojonymi (albo uznanymi za uzbrojone) postępuje się często na odwrót: własne zaniża, przeciwnika zawyża. Płeczeń nie był mitomanem, jednak też niekiedy milił się, jak każdy, a niekiedy przesadzał.

Początek akcji wyznaczono na godzinę trzecią nad ranem. Komendant Hromenko i bojówki zajęły pozycje w przysiółku Czechy. SKW Zalizniaka otrzymał zadanie dotarcia do domu Bańkowskich i ujęcia Kotwickiego, który tam mieszkał. Pozostali mieli zaatakować okopy i wedrzeć się do osady. Oprócz broni każdy dostał łuczywo i naftę, by podpalić wieś. Padał ulewny deszcz i na miejsce akcji przybyliśmy godzinę później, niż zaplanowano. Wieś spała. O czwartej trzydzieści w przysiółku rozbłysła rakieta, znak do ataku. Na wpół śpiący Polacy nie mieli nawet czasu, by wystrzelić w swej obronie.

[…]

Gdy żołnierze [polscy – P.B.] przybyli na miejsce, Borownica była jednym wielkiem ogniskiem. Ostał się jedynie murowany kościół. Zginęło około dwustu osób, wielu też było rannych.

W rzeczywistości liczba śmiertelnych ofiar w Borownicy to ponad 60, ale chyba mniej niż 70 osób. Ponad połowa ofiar to kobiety, starcy i dzieci. Pożar i ostrzał moździerzowy zapewne zwiększył liczbę cywilnych ofiar, nie można jednak wykluczyć, że dochodziło też do umyślnego zabijania ludzi nieuzbrojonych, nawet kobiet i dzieci. Autor wspomnień nie napisał o tym, że już po walce rozstrzelano mężczyzn ujętych w Borownicy, co miało być odwetem za akcje antyukraińskie. Mówią o tym inne źródła.

Uprzedzono żołnierzy [UPA i SKW – P.B.], by pod żadnym pozorem nie strzelali do starców, kobiet i dzieci.

To autor zaznacza, opisując atak na Bartkówkę. Moim zdaniem taki rozkaz / zakaz rzeczywiście został wydany (również przed atakiem na Borownicę), co nie oznacza, że wśród ofiar nie było kobiet i dzieci. Szerzej o tym napiszę w następnym punkcie.

Porównanie Borownicy i Berezki

Tu nie będę cytował wspomnień. Napiszę coś od siebie. Porównaniu „ludobójstwa” w Borownicy i „akcji prewencyjno-odwetowej” w Berezce chcę poświęcić kiedyś osobny artykuł. Tutaj ograniczę się do krótkiego podsumowania. Borownica i Berezka (Brzuska) – dwie duże wsie blisko siebie położone. Borownica polska, Berezka ukraińska. Borownica zaatakowana 20 kwietnia 1945 roku, Berezka 11 kwietnia 1945. Obliczeń dokonałem na podstawie imiennych list, które w obu przypadkach zawierają dokładne dane ofiar: imię, nazwisko, wiek. Lista z Berezki, po usunięciu rannych i dwóch pozycji nieczytelnych, obejmuje 153 ofiary śmiertelne. Znana mi lista z Borownicy obejmuje 60 ofiar śmiertelnych.

Liczba zabitych: Borownica >60 – Berezka >153

Dzieci poniżej 16 roku życia: Borownica 15% – Berezka 17%
Starcy powyżej 65 roku życia: Borownica 15% – Berezka 19%
Kobiety w wieku 16-65 lat: Borownica 22% – Berezka 42%
Mężczyźni w wieku 16-65 lat: Borownica 48% – Berezka 22%

Starcy, kobiety i dzieci razem: Borownica 52% – Berezka 78%
Małe dzieci poniżej 10 roku życia: Borownica 7% – Berezka 12%

Mam nieśmiałą nadzieję, że powyższe zestawienie przyczyni się choć trochę do opanowania histerii wywołanej w naszym kraju przez siły wrogie zarówno Polsce, jak i Ukrainie.

Noc…, pożar…, chaos…, strzelanina…, ludzie biegnący w różne strony…, inni piekący się żywcem w schronach pod domami…, żądza zemsty…, chęć rabunku… – tak zwykle wyglądał atak na wieś podczas ukraińsko-polskich walk i rzezi. „Chrin” jest w Polsce symbolem absolutnego zła i okrucieństwa. A jednak nasi rodacy w tamtym czasie i miejscu okazali się bardziej okrutni od UPA. Czy był rozkaz „Chrina” zakazujący zabijania kobiet, starców i dzieci? Z powyższych obliczeń widać, że raczej był. Na ile skuteczny, to inna sprawa.

Polacy i banderowcy

Chłopcy, na litość boską, bądźcie ostrożni! Ja was nie zdradzę. Nie jestem komunistą. Ja komuny nienawidzę! Ale we wsi są też inni ludzie, ot choćby Józek O[…], K[…], K[…]. Oni cię, Stefan, znają i będą się szczycić tym, że oddali cię w ręce . Co im tam. Oni w Boga nie wierzą. A  cały czas się tu kręci, wypytują ludzi, czy nie widzieli „ukraińskich bandytów”.

[…]

Gdy wracając, przechodziliśmy koło przysiółka Gdyczyn, Kruk przypomniał sobie, że zna tu bardzo porządnego Polaka, Józka K[…]skiego i że on również może wiedzieć coś o losie jego żony. Cóż, niech się dzieje wola nieba – idziemy.

Drzwi otworzyła nam dwudziestoletnia córka gospodarza, Danusia. Od razu poznała Stefana i zaprosiła nas do domu. K[…]scy zgasili światło, na dwór wypuścili psa i zaczęliśmy rozmowę. Niestety nie wiedzieli nic o żonie Kruka, radzili nam zwrócić się do K[…]y. Kruk nie przyznał się, że właśnie od niego wracamy. K[…]ski mówił, że władza patrzy na niego spod oka. Zarzuca mu współpracę z UPA, bo jak to możliwe, że cały czas nie ruszał się z miejsca, gdy inne rodziny musiały uciekać ze wsi.

K[…]ska poczęstowała kolacją, a gdy zaczęliśmy się zbierać w drogę, zaproponowała nocleg na strychu, bo akurat zerwała się burza. Tym ludziom można było ufać, więc skorzystaliśmy z ich gościnności.

We wspomnieniach tu i ówdzie przebija się słabo skrywana niechęć do Polaków. Jednak autor wspomnień gorąco dziękuje Polakom, którzy przez lata udzielali mu pomocy, żywili, ukrywali, leczyli… Bez nich nie dożyłby amnestii.

Kontakty polskiej ludności z UPA są w Polsce tematem tabu. Któż by się przyznał?  Szokuje nas i oburza scena z filmu „Żelazna Sotnia”, w której Polak z płaczem wita upowca: „Dymitrusiu, syneczku! Ty żyjesz?? Mi mówili…”.  W różnych miejscach było jednak różnie, mogło być i tak.

Mity są proste, prawda jest skomplikowana…

Wojna cmentarna – nihil novi

Gdy nadszedł kwiecień i las pozieleniał, nie mogliśmy usiedzieć w jednym miejscu. Ktoś zaproponował, by pójść na cmentarz powstańczy, położony na stromej górze nad Wołodzką Wolą. Ołeń i Wołk obliczyli, że pochowano tam co najmniej stu upowców. Tu zginął przyjaciel Swiżego i Ołenia – strzelec Piórko z bojówki Karla.

Swiżyj opowiadał, że wiosną zeszłego roku Piórko wraz z sotnią Hromenki kwaterowal w Wołodzkiej Woli. Wysiedlenie szło pełną parą. Piórce pozwolono odwiedzić krewnych w Jaworniku Ruskim, by mógł pożegnać się z żoną i dzieckiem. Tymczasem oddział wojska podszedł pod Wolę Wołodzką i bez oddania jednego strzału ujął naszego wartownika. Sotnia wycofała się pośpiesznie, a Polacy stanęli we wsi. Żołnierze wystawili swoją czujkę w tym samym miejscu, gdzie przedtem powstańcy. Piórko nic o tym nie wiedział i natknął się na nią.

Na miejscu śmierci Piórki znaleźliśmy but i resztki obgryzionych kości. W milczeniu zgarnęliśmy je w brezent i ponieśliśmy na cmentarz. To, co zastaliśmy na górze, wprawiło nas w osłupienie. Wokół panowała doszczętna ruina. Krzyże rzucone w głęboki wąwóz, mogiły rozkopane… kości powstańców rozrzucone po całym cmentarzu… Wyczyn cywilizowanych Polaków!

Fragment kończy się jednym z tych niemiłych uogólnień, jakie niekiedy spotyka się we wspomnieniach „Czabana”. Kto widział pomordowanych rodaków, kto przeszedł piekło polsko-ukraińskiego konfliktu, ten nie może być całkiem bezstronny. Czy to Polak, czy to Ukrainiec.

Wojna cmentarna… Takie działania notowano już w roku 1943 na Wołyniu. Wtedy prasa upowska rozkopywanie grobów przypisywała sowietom (chociaż do takich zamiarów przyznawał się też żołnierz-policjant z polskiego batalionu 202). Cmentarne prowokacje trwają do dnia dzisiejszego. Nihil novi… Cui prodest?

Książka

Zakończenie

Znowu polecą bluzgi, a wierni komentatorzy przebudują mi genealogię. Nic to! Jestem dorosły i wiem, co robię, po co, jakie to niesie skutki i jakie są koszty. Polityka historyczna… Nie lubię tego określenia, ale niech już będzie. Rozsądna polityka historyczna, to wąska ścieżka wciśnięta między pedagogikę wstydu a wiarę w aniołki absolutne. Jedno i drugie to bardzo grząski grunt. Tej ścieżki staram się trzymać, unikając grzęzawisk po bokach. Pozostaję w nadziei, że choć kilku rodaków zrozumie, jaka jest różnica między wiedzą historyczną a systemem wierzeń i histerią podsycaną z zewnątrz.

Po „Dziewięć lat w bunkrze” (pierwsze wydanie miało inną okładkę) sięgnąłem wcześnie. Była to jedna z pierwszych książek, które przeczytałem, gdy zacząłem interesować się konfliktem polsko-ukraińskim. W tej książce nie ma nic o Wołyniu, nie ma prawie nic o wydarzeniach z 1942 ani z 1939 roku. Nie ma nic o początkach piekła. Nie ma odpowiedzi na pytanie „kto zaczął”. Są wspomnienia upowca, chłopaka z podprzemyskiej wsi, uporządkowane jednak już przez człowieka dojrzałego. Wspomnienia dotyczą głównie lat 1944-1956. O tym, co działo się wcześniej, autor pisze bardzo skrótowo – ledwie w kilku zdaniach. Z Wołyniem nie miał nic wspólnego, ale brał udział w akcjach na Pogórzu Przemyskim. Po akcji „Wisła” część zakerzońskiego UPA przeszła na Ukrainę, reszta wyruszyła przez Czechosłowację na zachód. W Polsce pozostali nieliczni (oczywiście zostali także ci, którzy byli już poza oddziałami, na przykład odsiadujący wyroki, dlatego piszę na początku o setkach). Zostawiono ich dla utrzymania łączności. Mieli sprawdzać tajne skrytki pocztowe. Jednym z tych, którzy zostali, był Omelan Płeczeń. W leśnych bunkrach ukrywał się do 1956 roku. Korzystał z pomocy Polaków i nielicznych Ukraińców z rodzin mieszanych, którzy nie zostali wysiedleni. Ujawnił się po ogłoszeniu amnestii, obejmującej także żołnierzy UPA, już w państwie oficjalnie nazwanym PRL. Kilka lat potem wyemigrował.

Czy warto przeczytać tę książkę? Moim zdaniem warto. Zawsze warto spojrzeć na problem oczami drugiej strony. Chciałem zachęcić czytelników do zapoznania się ze wspomnieniami „ostatniego banderowca PRL”.

Paweł Bohdanowicz

zrodlo:kresy24.pl

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: