Francuski resort spraw wewnętrzny postanowił zamknąć ponad sto pięćdziesiąt obiektów, które miały mieć związki z propagowaniem „politycznego islamu” i wspieraniem działalności terrorystycznej. W ten sposób władze Francji kontynuują kampanię mającą na celu zwalczanie islamizmu, mającego kolidować z wartościami republikańskimi będącymi podstawą tamtejszej państwowości.

Ogółem w ramach szeroko zakrojonej akcji zamknięte zostały cztery szkoły koraniczne, dwanaście miejsc kultu, około 130 barów oraz dziewięć stowarzyszeń, zaś obiekty te miały znajdować się w dzielnicach piętnastu miast na terenie całego kraju. Sam proces wyłączania ich z działalności został rozpoczęty już w lutym ubiegłego roku, ponieważ wszystkie te miejsca miały mieć związki z „politycznym islamem” oraz muzułmańskim radykalizmem.

Dodatkowo francuskie władze prowadzą przegląd wsparcia socjalnego dla islamskich organizacji, bo ich zdaniem w wielu przypadkach publiczne środki są nadużywane przez islamskie środowiska. Dotychczas w wyniku kontroli odzyskano około 15 mln euro niesłusznie przyznanej pomocy.

Sekretarz stanu do spraw wewnętrznych Laurent Nunez twierdzi, że kampania państwa ma związek z prowadzeniem przez część muzułmanów działalności sprzecznej z francuskimi wartościami republikańskimi. Prezydent Emmanuel Macron pod koniec października spotykał się z kolei z Dalilem Boubakeurem, rektorem Wielkiego Meczetu w Paryżu oraz szefem Rady Kultu Muzułmańskiego we Francji, aby zakomunikować mu chęć rozszerzenia kontroli państwa nad instytucjami islamskimi.

Tymczasem muzułmanie przy wsparciu lewicy prowadzą już kampanię przeciwko takim działaniom, stąd w ubiegły weekend ulicami Paryża przeszedł marsz przeciwko „islamofobii”. Jego uczestnicy sprzeciwiali się rzekomo narastającej niechęci do wyznawców islamu, natomiast największe kontrowersje podczas demonstracji wzbudziły okrzyki „Allah Akbar” oraz młoda Francuzka z nalepioną żółtą gwiazdą, dotychczas upamiętniającą prześladowania Żydów.

Na podstawie: lefigaro.fr, fdesouche.com.