M-forum A.V Live.

ARTYKUŁY PRASOWE , NIUS INFO , POLITYKA GOSPODARKA, POLSKA I ŚWIAT , FILMY , REPORTAŻE , STREAM LIVE …………………………………………………………. ZAŁÓŻ WŁASNE AUTORSKIE KONTO I PUBLIKUJ BEZ CENZURY FELIETONY ARTYKUŁY FILMY DOKUMENTY MATERIAŁY PRASOWE PRZEDRUKI

baner DAROWIZNA

Migranci wpychani przez amerykańskich urzędników w ramiona karteli

OCEŃ TEN WPIS !
DZIĘKUJĘ ZA OCENĘ

NUEVO LAREDO, Meksyk (AP) – Gangsterzy trałujący Nuevo Laredo wiedzą dokładnie, czego szukają: mężczyzn i kobiet zagubionych w sznurowadłach.

Są to imigranci, którzy przybyli do Stanów Zjednoczonych z prośbą o azyl, ale zostali aresztowani i pozbawieni sznurówek – aby nie dopuścić do zranienia się. A potem zostali wpędzeni w niebezpieczeństwo, odesłani z powrotem do bezprawnego stanu granicznego Tamaulipas.

W przeszłości migranci szybko przemieszczali się przez to brutalne terytorium w drodze do Stanów Zjednoczonych. Teraz, dzięki polityce administracyjnej Trumpa, pozostają tam przez tygodnie, a czasem miesiące, czekając na swoje daty w sądzie w USA, często w rękach gangsterów, którzy trzymają okolicę w imadle.

Tutaj migranci w otchłani są ofiarami i dobrodziejstwem dla przemytników.

___

Ta historia jest częścią okazjonalnej serii „Outsourcing Migrants”, wyprodukowanej przy wsparciu Pulitzer Center on Crisis Reporting.

Opowiadają wstrząsające historie o rabunkach, wymuszeniach przez przestępców i krzywych urzędników oraz porwania przez konkurujące kartele. Mówią o tym, że zostali schwytani przez uzbrojonych bandytów, którzy domagają się okupu: mogą zapłacić za nielegalne przejście do granicy lub po prostu za swoją wolność, ale tak czy inaczej muszą zapłacić.

A potem mogą zostać ponownie złapani przez inny gang. Lub, desperacko nie chcąc wracać do domów, z których uciekli, mogą chętnie zapłacić przemytnikom ponownie.

Właśnie to rozważał 32-letni księgowy z Hondurasu. Dwukrotnie płaciła kojotom, aby pomóc jej wjechać do USA, ale tylko wróciła. Ostatnio we wrześniu została odesłana przez most z Brownsville do Matamoros.

Teraz, spędzając czas z córką w mieście Monterrey, powiedziała jedno na pewno: „Jesteśmy małą kopalnią złota dla przestępców”.

___

Tamaulipas był kiedyś skrzyżowaniem. Jego niebezpieczeństwa są dobrze znane; USA ostrzegły swoich obywateli, aby trzymali się z daleka, przypisując mu ten sam poziom ostrzegania, co rozdarte wojną kraje, takie jak Afganistan i Syria.

O ile to możliwe, migranci kierujący się na północ natychmiast przeprawiali się przez rzekę do Teksasu lub stawiali się w amerykańskim porcie wjazdowym, aby złożyć wniosek o azyl, co pozwoliłoby im pozostać w Stanach Zjednoczonych podczas rozpatrywania ich spraw.

Ale USA ustanowiły ograniczenia dla osób ubiegających się o azyl, co spowolniło ich liczbę, a polityka znana potocznie jako „Pozostań w Meksyku” oznacza powrót do kraju ponad 55 000 osób ubiegających się o azyl, podczas gdy ich wnioski wędrują przez zaległe sądy.

Rząd meksykański jest źle przygotowany do radzenia sobie z napływem wzdłuż granicy, szczególnie w Tamaulipas, gdzie organizuje przejazdy autobusem na południe do względnego bezpieczeństwa w północnym mieście Monterrey lub aż do granicy z Gwatemalą, powołując się na obawy dotyczące bezpieczeństwa – milczące potwierdzenie, jak twierdzą niektórzy analitycy, stanu anarchii.

Eksperci twierdzą, że gangi szybko dostosowały się do nowej rzeczywistości mas osób wymagających szczególnego traktowania parkujących w sercu lenno, leczących podróżników, często rodziny z małymi dziećmi, takich jak bankomaty, przyspieszających porwania, wymuszenia i nielegalne przejścia w celu pozyskania pieniędzy i napędzać ich imperia.

„Prawdopodobnie nie ma nic gorszego, co mógłbyś zrobić pod względem ogólnego bezpieczeństwa wzdłuż granicy” – powiedział Jeremy Slack, geograf z University of Texas w El Paso, który bada region przygraniczny, przestępczość i migrację w Meksyku. „Mam na myśli, że to naprawdę jest scenariusz z koszmaru”.

___

Yohan, 31-letni ochroniarz z Nikaragui, w lipcu wrócił wraz z żoną i dwójką dzieci przez most graniczny z Laredo w Teksasie, ściskając plastikową walizkę pełną dokumentów, w tym jedną z datą powrotu do sądu i złożyć wniosek o azyl do amerykańskiego sędziego imigracyjnego dwa miesiące później.

Bez grosza, z niewiele więcej niż telefonem, rodzina wkraczała do Nuevo Laredo, zdominowanego przez kartel z północnego wschodu, odłamek brutalnej i niegdyś potężnej bandy Zetas.

Oto sposób, w jaki opowiada tę historię w wywiadzie dla organizacji non-profit w Monterrey, która zapewnia rodzinie schronienie i jedzenie:

Planowano zadzwonić i poprosić o pomoc jedynych ludzi, których znali w okolicy – „kojotów” lub przemytników ludzi, którzy wcześniej pomagali im przepłynąć Rio Grande na nadmuchiwanej tratwie i dobrze ich traktowali. Tylko tyle było w Ciudad Miguel Aleman, około dwóch godzin jazdy na południe, równolegle do rzeki.

W drodze na dworzec autobusowy dwóch dziwnych mężczyzn zatrzymało Yohana, podczas gdy inna grupa złapała jego bliskich. Przynajmniej jeden z nich miał broń. Zapędzono ich do furgonetki, uwolniono od rzeczy i powiedzieli, że mają wybór: zapłać tysiące dolarów za wolność lub za kolejne nielegalne przejście.

Na całej granicy dochodzi do nadużyć i przestępstw przeciwko migrantom ze strony zorganizowanej przestępczości meksykańskiej, która od dawna z nich czerpie korzyści. Ale Tamaulipas jest szczególnie niepokojący. Jest to zarówno lokalizacja najbardziej nielegalnych przejść, jak i stan, w którym Stany Zjednoczone zwróciły najwięcej osób ubiegających się o azyl – 20 700 przez Nuevo Laredo i Matamoros od początku października.

Gangi w Tamaulipas rozpadły się w ciągu ostatniej dekady, a teraz komórki kartelowe działają tam na zasadzie franczyzy, z kontaktami w Meksyku i Ameryce Środkowej, powiedział Guadalupe Correa-Cabrera, politolog specjalizujący się w przestępczości zorganizowanej, imigracji, bezpieczeństwie granic i handlu ludźmi w George Mason University.

„Są kontrahentami. Zapewniają usługi, kontrolują terytorium, prowadzą bezpieczne domy i pobierają opłaty za to wszystko – powiedziała.

Rodzina Yohana była przetrzymywana w szeregu czegoś, co wyglądało na prywatne domy lub biura, wraz z rodziną z Salwadoru, dwoma Kubańczykami i dwoma Meksykanami. Wszyscy spali na podłodze.

Pewien porywacz, 16-latek, powiedział mu: „Mamy 15 przemytników, kartel sprowadza tu ludzi i przepuszczamy ich przez płacenie kartelu za przeprawę przez rzekę”.

Gang ostatnio zatrudniał: „Ponieważ Stany Zjednoczone deportują tu tak wielu, chwytamy ich, a to oznacza więcej pracy”, powiedział mu nastolatek. „Jesteśmy nasyceni”.

Początkowo porywacze zażądali 16 000 $. Dali Yohanowi i jego żonie listę imion i rachunków; krewni mieli wpłacić do każdego z nich 450 USD bez korzystania z usług firm uznanych przez władze za możliwe do zidentyfikowania.

Ale byli w stanie zgarnąć razem 3000 dolarów, co rozgniewało gangsterów.

„Dam ci kartel”, krzyczał jeden.

Potem syn Yohana zszedł na świnkę. Rodzina sprawiła, że ​​porywacze dostarczyli mu trochę mleka w zamian za mały złoty pierścionek jego córki, ale chłopiec nie wyzdrowiał i nagle uwolnili rodzinę.

„Powiedzieli nam, że kartel nie pozwala im trzymać chorych dzieci” – powiedział Yohan.

To kwestia biznesu, a nie ludzkości: martwe dziecko może zwrócić uwagę mediów, a następnie władz, mówi Correa-Cabrera George’a Masona.

Po 14 dniach w niewoli i przed opuszczeniem kryjówki Yohan otrzymał frazę kodową: „Przeszliśmy już przez biuro, sprawdzając”. Zaledwie kilka godzin później będą musieli z niego skorzystać. Po przybyciu na dworzec autobusowy grupa dziwnych mężczyzn próbowała ich złapać. Yohan wypowiedział sześć słów po hiszpańsku i zostali wypuszczeni, i udali się do Monterrey.

22 września rodzina Yohana wróciła do Nuevo Laredo na randkę, przynosząc ze sobą raport o porwaniu rodziny. Chociaż prawo USA zezwala na przebywanie zagrożonych osób, zostali odesłani z powrotem na parking meksykańskiego ośrodka imigracyjnego, w otoczeniu obskurnych kantyn i obserwujących oczy.

Meksykańskie władze zorganizowały transport autobusowy dla tych, którzy chcieli wrócić do swoich krajów. Rodzina nie zamierzała wracać do Nikaragui, więc poprosili kierowcę, aby zostawił ich w Monterrey, gdzie będą czekać na kolejną rozprawę.

Po ich rozpoczęciu kierowca zażądał 200 USD. Nie mogli zapłacić, więc zrzucił je około 100 mil od miasta o 1 w nocy, wraz z czterema innymi.

___

W przeciwieństwie do innych miast granicznych, takich jak Tijuana lub Ciudad Juarez, migranci i osoby ubiegające się o azyl są rzadko spotykane na ulicach Nuevo Laredo. Strach ukrywa ich, a bezpieczeństwo nie jest pewne nawet w schronach. Tego lata pastor Aarón Méndez został porwany ze schroniska, które prowadził. Od tego czasu nie było żadnych wiadomości.

Nie jest też bezpieczne na ulicach jadących do i ze stacji. Kilka miesięcy po zniknięciu Méndeza, napastnicy przechwycili osoby pomagające migrantom w tych podróżach; przewożonych zabrano, a pomocnikom powiedziano, że jeśli wytrwają, zostaną zabici.

Kennji Kizuka, badaczka z New York Human Rights First, opowiedziała o pewnej kobiecie, która przybyła do USA na przesłuchanie, gdzie musiała oddać swój telefon. Podczas gdy była godzinami pozbawiona łączności, dzwoniono do krewnych w Stanach Zjednoczonych, twierdząc, że została porwana i agresywnie domaga się okupu.

„Jest jasne, że mają bardzo wyrafinowany system celowania w ludzi”, powiedział Kizuka.

W innym przypadku, powiedział Kizuka, członkowie kartelu byli w biurze meksykańskiej migracji Nuevo Laredo, otwarcie porywając osoby ubiegające się o azyl, które właśnie odesłano ze Stanów Zjednoczonych.

Jedna kobieta ukryła się z córką w łazience i wezwała lokalnego pastora o pomoc; próbował ich odepchnąć, ale zostali zablokowani przez członków kartelu po drodze. Dwaj zostali zabrani z samochodu i przetrzymywani przez gangsterów, choć ostatecznie zostali uwolnieni bez szwanku.

Rzecznik meksykańskiego sekretarza spraw zagranicznych odmówił komentarza w sprawie zarzutów, że Meksyk nie może zagwarantować bezpieczeństwa imigrantom powracającym z USA

Urzędnicy amerykańskiego patrolu granicznego powiedzieli ostatnio, że nadal wysyłają osoby ubiegające się o azyl z powrotem za granicę, w tym Nuevo Laredo. Liczba osób, które tam powróciły, ostatnio się zmniejszyła, ale było to związane ze spadkiem liczby migrantów przybywających na granicę – a nie przemocą w Tamaulipas.

W wywiadzie Brian Hastings, szef straży granicznej operacji ścigania, powiedział AP, że urzędnicy nie widzieli „zagrożenia dla tej populacji” w Tamaulipas i „tam była w zasadzie niewielka wojna między kartelem a policją państwową”.

Ale liczby wskazują, że niebezpieczeństwo jest realne.

W sierpniu w Prawach Człowieka po raz pierwszy odnotowano 100 brutalnych przestępstw przeciwko osobom powracającym. W październiku, po wprowadzeniu do Tamaulipas, liczba ta wzrosła ponad trzykrotnie do 340. Większość polegała na porwaniu i wymuszeniu. Kizuka powiedział, że niebezpieczeństwo jest nawet większe niż liczby odzwierciedlają, ponieważ opierają się one wyłącznie na kontach, które jego organizacja lub reporterzy byli w stanie udokumentować.

Z dziesiątek osób przesłuchiwanych przez AP, które twierdziły, że padły ofiarą Nuevo Laredo, Reynosa, Matamoros i Monterrey, tylko jedna złożyła raport policyjny.

Porwania migrantów nie są nowym zjawiskiem. Według meksykańskiej Narodowej Komisji Praw Człowieka, w ciągu zaledwie sześciu miesięcy w 2009 roku prawie 10 000 migrantów zostało uprowadzonych podczas przejazdu przez kraj.

W tamtym czasie kartele rozpadały się wśród polityki rządu wymierzonej w ich najwyższych szefów, prowadząc ich do walki między sobą w biznesie przemytu ludzi, aby zaspokoić dwie potrzeby: pieniądze i siłę roboczą. Porwanym migrantom na ogół powiedziano, że mogą uniknąć śmierci, płacąc okup lub pracując dla kartelu.

Tamaulipas stał się krwawym symbolem problemu w 2010 r., Kiedy 72 rannych znaleziono na ranczo w San Fernando, a rok później, gdy ciała 193 migrantów znaleziono w tym samym obszarze w tajnych masowych grobach – najwyraźniej zamordowanych przez kartel zniszczyć przemyt ludzi przez rywala.

Raymundo Ramos z Komisji Praw Człowieka Nuevo Laredo powiedział, że gangi są dziś bardziej zainteresowane wyciskaniem pieniędzy od migrantów: „Muszą odzyskać dużo pieniędzy utraconych podczas tych wojen”.

Prezydent Andrés Manuel López Obrador przyznał, że kolejna masakra lub eskalacja przemocy jest poważnym strachem i wysłał ponad 25 000 żołnierzy i agentów Gwardii Narodowej do policji w handlu ludźmi w regionach przygranicznych i wzdłuż szlaków przemytu. Ale wszystkie konta przemocy na tym koncie miały miejsce po tym rozmieszczeniu.

___

Reynosa, miasto-fabryka liczące około 650 000 mieszkańców, jest największym w Tamaulipas i domem dla niektórych z najgorszych aktów przemocy podczas wojny narkotykowej. Jest to również kluczowy element trasy migracyjnej i jedno z najbardziej ruchliwych przejść granicznych wraz z Ciudad Miguel Aleman.

Sparta przez rywalizujące ze sobą gangi Reynosa czuje się jak miejsce z niewidzialnymi płotami rozgraniczającymi ich terytoria, a liczni migranci powiedzieli, że musieli zapłacić, aby przekroczyć punkty kontrolne przy głównych wejściach do miasta.

Prawnik i pracownik praw człowieka Fortino López Balcázar powiedział, że gangi najpierw przejęły kontrolę nad rzeką, atakując i bijąc migrantów. Potem zaczęli je chwytać z dworców autobusowych, a potem z ulic.

Lotnisko jest również ściśle kontrolowane.

46-letnia nauczycielka z Hawany przypomniała sobie, że 13 sierpnia samolotem przybył z Meksyku samolotem z Mexico City z numerem telefonu dla taksówkarza, podanym przez prawnika, który zorganizował podróż. Gdy wjechali do Reynosa, dwa inne taksówki odcięły pojazd. Wsiadło dwóch mężczyzn, zabrało jej telefon komórkowy i pieniądze i zaprowadziło ich do budowanego domu.

Prawnik „sprzedał nas”, powiedziała kobieta.

Tej nocy zostali przeniesieni do zarośli niedaleko Rio Grande, gdzie przez tydzień byli przetrzymywani w obozie na wolnym powietrzu z dziesiątkami innych. Spotkali kolejną grupę Kubańczyków, którzy zostali porwani wkrótce po przylocie do Reynosa: kilka taksówek i furgonetek bezczelnie przechwyciło ich w biały dzień, zatrzymując ruch drogowy.

„To było tak, jakbyśmy byli terrorystami, a FBI zaatakowało nas” – powiedział jeden z mężczyzn. Spekulował, że mógł zostać zdradzony przez agenta imigracyjnego na lotnisku, z którym spierał się o dokumenty podróży.

Rząd Lópeza Obradora powiedział, że Narodowy Instytut Imigracyjny jest jedną z najbardziej skorumpowanych agencji w Meksyku. Na początku 2019 r. Instytut ogłosił zwolnienie ponad 500 pracowników w całym kraju. Według osoby znającej czystkę, Tamaulipas był jednym z czterech stanów, w których miało miejsce najwięcej ostrzałów. Niektórzy pracowali na lotniskach, inni w mieście Reynosa.

W lutym zastępca delegata instytutu w mieście został zwolniony i oskarżony o oskarżenie zatrzymanych migrantów o kwotę ponad 3000 USD w celu uniknięcia deportacji. Później pojawiły się nowe skargi na to, że ludzie zostali wstrząśnięci za 1500 USD, które zostały umieszczone na szczycie listy oczekujących na przedstawienie roszczeń w Stanach Zjednoczonych.

W obozie nad rzeką kubański nauczyciel został przedstawiony swojemu „dowódcy”, który zażądał „czynszu” i kary za nie podróżowanie z przewodnikiem. Okup został ustalony na 1000 USD.

Wcześniej Kubańska jedyna ekspozycja na świat przestępczości zorganizowanej pochodziła z filmów, które oglądała w nielegalnej telewizji satelitarnej, która spowodowała, że ​​uciekła przed władzami w domu. Teraz byli świadkami rzeczy przerażających i trudnych do zrozumienia.

Był czas, kiedy mężczyzna próbował udusić drugiego plastikową torbą lub kiedy porywacze, niektórzy ledwo w wieku dojrzewania, pobili „kojota” za pracę dla konkurencyjnego stroju. Z tego, co mogła zrozumieć po krzyku, został porwany wraz z klientami, których prowadził, i chcieli, żeby zmienił lojalność.

Nauczyciel powiedział, że porywacze w gąszczu nazywali siebie „korporacją”. Ludzie przychodzili i odchodzili, niektórzy dostarczani przez mężczyzn w mundurach, którzy mogli być lub nie być policją.

Edith Garrido, zakonnica pracująca w schronisku Casa del Migrante w Reynosa, powiedziała, że ​​zarówno krzywi oficerowie, jak i przestępcy ubrani jak policja – zwani „czarnymi gliniarzami” lub „klonami” – są zamieszani w rakietę, dzięki czemu rundy są bezpieczne domy do kupowania i sprzedawania ofiarom porwań.

„Mówią„ daj mi 10, 15, 25 ”. Mówią im, że zabiorą ich w bezpieczniejsze miejsce, i dają to oferentowi, który zaoferuje najwyższą cenę”, wyjaśnił Garrido. „Migrant to dla nich pieniądze, a nie osoba”.

Porywacze pozwalają Kubańczykom korzystać z telefonów komórkowych przez kilka godzin, aby koordynować płatności okupu z krewnymi, zawsze niewielkie kwoty na różne konta bankowe. Płacząca nauczycielka przypomniała sobie, jak jej 25-letnia córka na Kubie musiała zastawiać wszystkie swoje rzeczy.

Po okupie porywacze zrobili jej zdjęcie, a ona, jej syn i inna kobieta zostali wsadzeni do taksówki i odjechani. Taksówkarz zatrzymał samochód wzdłuż autostrady, wziął komórkę i powiedział, że mogą jechać.

Ona i jej syn czekają teraz na datę sądu imigracyjnego w Reynosa, gdzie znalazła tymczasowe prace budowlane, aby zapłacić za czynsz i jedzenie.

W schroniskach nie ma wystarczającej ilości miejsca, jest więc wiele pokoi do wynajęcia, a popyt spowodował wzrost cen. Może wynosić od 35 USD za osobę miesięcznie za miejsce w ciasnej pięcioosobowej sypialni w zalesionej okolicy, do 300-500 USD za bezpieczniejszy dom.

Ale nigdzie nie jest naprawdę bezpiecznie. W zeszłym miesiącu rodzina z Salwadoru spóźniła się na przedstawienie się w amerykańskim azylu po wybuchu strzelaniny na ulicach i bali się wyjść z domu.

Garrido powiedział, że niektóre płacą opłaty za ochronę, więc nie przeszkadzają w swoich domach, podczas gdy inni wynajmują bezpośrednio od gangów.

„Tak czy inaczej” – powiedziała – „zarabiają pieniądze”.

Powiązani pisarze prasowi Peter Orsi w Meksyku i Colleen Long w Waszyngtonie przyczynili się do tego raportu.

 

zrodlo;apnews.com

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: