Bojownicy Państwa Islamskiego fot. nationaldailyng.com
Terroryści Państwa Islamskiego fot. nationaldailyng.com

Turcja rozpoczęła 11 listopada operację repatriacji złapanych w Syrii i Iraku dżihadystów do krajów pochodzenia. Chodzi o bojowników z obywatelstwem głównie państw zachodnich. Stanowi to dla tych państw spory kłopot.

Ankara zapowiadała takie kroki od dawna, ale kraje europejskie nie się kwapiły do przyjmowania swoich obywateli, którzy wstąpili w szeregi Państwa Islamskiego. Chodzi tu przede wszystkim o względy bezpieczeństwa. Bojowników ISIS trzeba będzie kiedyś wypuścić z więzienia, ale nawet za murami stanowią niebezpieczeństwo radykalizowania się współwięźniów.

Duża grupa takich osób ma powrócić do Francji. Minister obrony tego kraju Florence Parly oświadczyła, że nie zna konkretnych posunięć Turcji dotyczących „powrotu terrorystów”, chociaż istnieje protokół ich przyjmowania. Zaledwie dwie godziny po tym komunikacie Parly, Ankara ogłosiła, że repatriacja obejmie jeszcze dzisiaj 11 „Francuzów”.

Wśród więźniów odsyłanych do swoich krajów jest też Amerykanin i siedmiu Niemców. Turecki minister spraw wewnętrznych zapowiedział w zeszłym tygodniu, że prawie 1200 zagranicznych bojowników z Państwa Islamskiego, prawdopodobnych obywateli państw Zachodu, jest obecnie przetrzymywanych przez Turcję i wróci do swoich krajów.

Odsyłanie terrorystów to mała zemsta Erdogana za krytykowanie jego rządów i działań i rodzaj ostrzeżenia. Znacznie bardziej niebezpieczna jest tu możliwość otwarcia granic Turcji dla tysięcy migrantów, którzy chętnie wybraliby się do Europy.

Ankara stoi na stanowisku, że nawet pozbawianie obywatelstwa bojowników ISIS nie zwalnia innych państw od konieczności przyjęcia nawet swoich byłych już”obywateli”.

Źródło: Le Figaro