Łańcuch sędziowski - zdj. ilustracyjne / Fot. PAP
Łańcuch sędziowski – zdj. ilustracyjne / Fot. PAP

Na chodniku w centrum Lublina leżał kompletnie pijany sędzia jednego z sądów. Miał opuszczone spodnie i myślał, że… jest w Krakowie albo Radomiu.

Do skandalicznej sytuacji doszło w miniony wtorek około godziny 17 na al. Piłsudskiego w Lublinie, ale sprawa dopiero teraz ujrzała światło dzienne.

Sędzia miał opuszczone spodnie do kolan, a także na twarzy liczne obrażenia, których doznał najprawdopodobniej podczas jednego z upadków. Był bowiem tak pijany, że nie potrafił choćby przez kilka sekund utrzymać pionu.

Na miejscu zjawili się policjanci oraz ratownicy medyczni. W tym momencie sędzia nieco otrzeźwiał, wyciągnął legitymację służbową i oznajmił: – Mnie tutaj w ogóle nie ma.

Ratownicy udzielili niezbędnej pomocy medycznej, a policjanci w tym czasie ustalili jego tożsamość. Okazało się, że to sędzia jednego z sądów. Zgodnie z obowiązującymi przepisami, bez uprzedniej zgody sądu nie mógł on być zatrzymany lub aresztowany.

– Był w takim stanie, że nawet nie wiedział, gdzie się znajduje. Raz mówił, że jest w Radomiu, kolejnym razem, że w Krakowie. Wspominał też o zaparkowanym gdzieś w pobliżu samochodzie. Potem tylko wymachiwał swoją legitymacją – relacjonuje świadek zdarzenia.

Policjanci po uzgodnieniu sprawy z przełożonymi zdecydowali o przewiezieniu sędziego do izby wytrzeźwień. Jak wykazało badanie alkomatem, miał 2,3 promila alkoholu w organizmie.

Źródło: lublin112.pl/NCzas.com