Benjamin Netanjahu, premier Izraela. Foto: PAP/EPA
Benjamin Netanjahu, premier Izraela. Foto: PAP/EPA

Były polski ambasador w Grecji i na Cyprze Ryszard Żółtaniecki postawił śmiałą tezę, że Izrael zbliża się do swojego końca. Powodem tego ma być fakt, że znaczna część izraelskiego społeczeństwa nie pracuje, jest pasywna, studiuje Talmud i czeka na przyjście Mesjasza.

Według polskiego dyplomaty w Izraelu trwa ciągły wewnętrzny konflikt. Znaczna część społeczeństwa, szacowanego na 1/4, „zajmuje się tylko studiowałem Talmudu i oczekuje na przyjście Mesjasza”.

Coraz większa społeczność w Izraelu jest „całkowicie pasywna i za chwilę to państwo stanie. Po prostu przestanie funkcjonować”.

Tak się jeszcze nie dzieje, ponieważ Izrael otrzymuje mocną kroplówkę,”w postaci finansowania przez Żydów z Ameryki czy z Europy”.

Dla Żółtanieckiego Izrael to ewenement, „zdarzenie historyczne, które nie jest kompatybilne z niczym, co istniało do tej pory na świecie”.

Żółtaniecki skrytykował przy tym nowego izraelskiego ambasadora za mieszanie się wewnętrzne sprawy Polski. „Ambasador, który przyjeżdża do nowego kraju, nie powinien komentować wewnętrznych spraw. Alexander Ben Zvi dopiero przyjechał, nie wie jeszcze, kto jest kim, nie ma rozeznanej sytuacji, ale już wydaje sądy. Jako obywatel uprawniony do tego słowa mówię: nie, liberum veto!”

Żółtaniecki dość kontrowersyjnie uważa, że nie należy w tej sprawie reagować. „Jeżeli będzie reakcja, to będzie kontrreakcja, a potem awantura. Najlepszą reakcją jest tutaj milczenie”.

Na koniec daje radę ambasadorowi: „Niech pan ambasador wybierze się do Berlina albo Paryża i zobaczy, ile przejawów antysemityzmu tam jest. Nam niech da święty, anielski spokój. Niech Izrael zajmie się swoimi problemami: Zachodnim Brzegiem, Stefą Gazy, Palestyńczykami, statusem Jerozolimy”.

Źródło: Do rzeczy