Każdy, kto ma objąć wysokie stanowisko państwowe, musi uzyskać tak zwane poświadczenie bezpieczeństwa. Jest to dokument, którego wystawienie poprzedzone jest zestawem czynności policji i służb specjalnych. Sprawdza się rejestry jawne, tajne, bazy policyjne, bazy służb specjalnych, robi wywiad środowiskowy. Kandydaci na najwyższe stanowiska są sprawdzani najdokładniej a sama procedura bardzo szczegółowa.

Tymczasem okazuje się, że Marian Banaś takie poświadczenie być może miał, ale PiS nie chce ujawnić z jaką datą je wystawiono. To rodzi wiele pytań. Jeśli poświadczenie bezpieczeństwa robione było niedawno, czyli przed objęciem przez niego funkcji ministra finansów, to możliwości są tylko dwie: albo przymknięto oko na kamienicę z domem publicznym i nie ostrzeżono polityków, albo ktoś dopuścił, by człowiek z takimi dziwnymi koneksjami i partnerami biznesowymi z półświatka został ministrem. Obie możliwości są przerażające.

W pierwszym przypadku oznaczałoby to, że służby za które odpowiada Mariusz Kamiński są kompletnie niewydolne, nie działają i niczego nie chronią.

W drugim możemy mieć do czynienia z próbą zarządzania państwem przez kwity i teczki, tak zwane haki. To by oznaczało z kolei kompletny rozpad państwa prawa i anarchię. W dowolnym momencie taki minister, czy później szef NIK, mógł być zmuszany do podejmowania decyzji na podstawie szantażu i haków.

Źródło: TVN24