Bloger robił zdjęcia przed ministerstwem spraw wewnętrznych i administracji. Fotografował m.in. polityków i wjeżdżające samochody. Do jego mieszkania przyszło ABW, zabrali nośniki pamięci i telefony. Czy to już państwo totalitarne?

Agenci mieli też straszyć blogera, że jeśli znowu będzie fotografował coś przed ministerstwem, to go zamkną na 3 miesiące do aresztu. Dlaczego ABW pojawiło się w jego mieszkaniu? Fotografował polityków i wjeżdżające samochody. Czyżby sfotografował coś, o czym ma się nie dowiedzieć opinia publiczna?

Jedno jest pewne – akcje tego typu nie przysporzą popularności ani Mariuszowi Kamińskiemu ani PiS. Natomiast wpisuje się to w cały zestaw działań, który ma zadanie ograniczyć wolność słowa w internecie.

Władzy warto przypomnieć, że fotografowanie w miejscach publicznych jest legalne. Ograniczenia mogą dotyczyć jedynie sposobu wykorzystania niektórych zdjęć.

źródło: Gazeta Wyborcza