„Nasi sąsiedzi z ulicy przy której mieszkamy są wzywani na komendę wojewódzką i pytani o podpisy, które osobiście tutaj zebrałem. Mamy już do czynienia z państwem opresyjno-policyjnym” – ujawniła Barbara Zdrojewska.

Chodzi o sprawę zbierania podpisów dla kandydatów opozycji prodemokratycznej. Policja sprawdza, na polecenie nieujawnionego na razie z imienia i nazwiska polityka, czy dana osoba podpisała się na liście. To są standardy białoruskie a nie polskie. Nigdy wcześniej w historii Polski nie było takiej sytuacje.

Pytanie czy policjanci tak samo gorliwie sprawdzają podpisy ministra Andruszkiewicza albo innych kandydatów PiS, gdzie kiedyś ujawniono nieprawidłowości w zbieraniu podpisów.

Barbara Zdrojewska@BZdrojewska

Nasi sąsiedzi z ulicy przy której mieszkamy są wzywani na komendę wojewódzką i pytani o podpisy, które osobiście tutaj zebrałam‼️
Mamy już do czynienia z państwem opresyjno-policyjnym. Proszę o podanie dalej i informację, czy kogoś jeszcze to spotkało. @PolskaPolicja

źródło: Twitter