Marek K., biznesmen z Rzeszowa, który zmusił Dawida Kosteckiego, by w prokuraturze ujawnił swoją wiedzę o seksbiznesie na Podkarpaciu, otrzymał groźby. O kolejnej wątpliwości wokół śmierci boksera pisze dzisiejsza „Rzeczpospolita”.

Jak czytamy w artykule Izabeli Kacprzak i Grażyny Zawadki, „bardzo wiarygodna osoba” ostrzegła Marka K., by uważał, bo ktoś chce podłożyć bombę w jego samochodzie. Zdaniem biznesmena grozić może mu wciąż aktywny „układ podkarpacki”.

Dziennik przypomina, że to aktywność Marka K. doprowadziła do przesłuchania Kosteckiego w charakterze świadka w śledztwie dotyczącym nietykalnych przez lata ukraińskich sutenerów – braci Jewgienija i Aleksieja R.

W rzeczywistości to nie Kostecki, a Marek K. kilka lat temu opisał na Facebooku powiązania policjantów z CBŚ z przestępcami, m.in. to, że ówczesny oficer CBŚ był opłacany przez właścicieli agencji towarzyskich. Biznesmen podszył się pod boksera i ujawnił te informacje na jego koncie, gdy ten siedział w więzieniu. K. tłumaczył „Rzeczpospolitej”, że działał w desperacji, bo oficerowie CBŚ chcieli pozyskać do agencji braci R. jego nastoletnią córkę, a oficjalne zawiadomienia nie przynosiły rezultatów.

Prokuratura potwierdziła, że bokser przekazał jej informacje o działalności sutenerów i funkcjonariuszy CBŚP, choć zastrzegła, że w zeznaniach Kostecki „nigdy nie wskazał, aby znani politycy i urzędnicy państwowi korzystali z usług podkarpackich agencji towarzyskich” – czytamy w gazecie.

Dziwne ślady na szyi. Jak po paralizatorze?

Gazeta porusza też wątek dwóch śladów na szyi Kosteckiego. Wczoraj opisała je „Gazeta Wyborcza”. Napisano, że dostrzegł je prokurator podczas oględzin zwłok i w notatce napisał: „przypominają ślady powstałe w wyniku wkłucia igły”.

Prokuratura Okręgowa podała później, że biegli wykluczyli że są to ślady powstałe na skutek ukłucia. Ustalono, że to strupy niemające związku ze śmiercią denata.

„Rzeczpospolita” zauważa jednak, że dwa ślady podobne do ukłucia igłą pozostawia np. użycie paralizatora. „Przed laty podobne ujawniono na ciele niejakiego Tadeusza M., ps. Sasza (domniemanego zabójcy byłego ministra sportu Jacka Dębskiego), który powiesił się na pętli z prześcieradła w warszawskim areszcie” – czytamy.

Były bokser Dawid „Cygan” Kostecki został 2 sierpnia br. znaleziony martwy w celi aresztu śledczego na Białołęce. Miał popełnić samobójstwo. Według oficjalnych ustaleń, przykryty kocem powiesił się na pętli z prześcieradła zaczepionej o górne łóżko.

„Rzeczpospolita” informowała
, że praski sąd świadomie umieścił Dawida Kosteckiego w areszcie na Białołęce, wiedząc, że przebywa tam również Tomasz G. – mężczyzna oskarżony o rozbój, w którego procesie bokser miał być świadkiem prokuratury. Kostecki odbywał pięcioletni wyrok w zakładzie w Rzeszowie (do końca kary zostały mu dwa lata). Do Białołęki decyzją sądu trafił 18 czerwca.

Sprawą śmierci Dawida Kosteckiego zainteresowała się Helsińska Fundacja Praw Człowieka. Organizacja skierowała pismo do prokuratury, w którym prosi o informacje na temat toczącego się postępowania.