NA ŻYWO 21.00 - STREAM ALEKSANDER JABŁONOWSKI I JACK CALEIB - O ZGNILIŹNIE MORALNEJ W III R.P !!21 sierpnia 2019
21.00 START LIVE STREAM

M-forum A.V Live.

Najnowsze informacje , Polska i świat artykuły przedruki filmy zdjęcia i dokumenty.Unikatowe informacje i materiały które na innych portalach są cenzurowane z przyczyn politycznej poprawności.

Horror dzieci z „Tęczy” ..

OCEŃ TEN WPIS !
DZIĘKUJĘ ZA OCENĘ

Jak to możliwe, że w show-biznesie przez kilkadziesiąt lat funkcjonował wpływowy, zorganizowany, przebiegły, wyrachowany i brutalny pedofil? Jak to możliwe, że przez 40 lat nikt nie postawił go przed sądem? Jak to możliwe, że tematem, który za chwilę wstrząśnie światem, będzie cytowany i omawiany przez największe telewizje, tak mało interesują się polskie media? Jak to możliwe, że wszyscy milczeli?

To chyba największa ujawniona afera pedofilska, jaka miała miejsce w Polsce, a kto wie, czy nie jedna z większych na świecie. Poszkodowanych są prawdopodobnie setki dzieci, choć tych „bardziej” na razie wysłuchałem kilkanaście. W teczce z dowodami mam 21 nazwisk. W części są to znane publicznie osoby, dlatego muszą pozostać anonimowe i nigdy nie może się to przedostać do tabloidów.

Wkrótce usłyszycie o tej ponurej historii w CNN, BBC i wszystkich innych najważniejszych telewizjach na świecie. To afera budząca skojarzenia z dramatami, o których powstają historie hollywoodzkie na faktach. O tej też powstanie, bo jest tak nieprawdopodobna i niezwykła, a jednocześnie niebywale emocjonalna i wstrząsająca. Wierzcie mi, materiał dowodowy jest tak porażający, że za kilka lat film na kanwie naszych wspólnych (bo bez was, bez internautów, nic bym nie zdziałał!) ustaleń nakręci ktoś pokroju Paolo Sorrentino, Quentina Tarantino czy Davida Finchera. Historia perwersyjnego polskiego jazzmana jest bowiem bardzo mroczna i dramatyczna.

Poniższy materiał dowodowy jest tylko częścią z zebranego do tej pory. Chciałem na razie go nie ujawniać, zebrać w całości, dokładnie zweryfikować, opracować, przekazać do prokuratury, a potem nakręcić na jego podstawie reportaż lub film dokumentalny, napisać książkę. Ponieważ jednak Krzysztof Sadowski wydał oświadczenie, w którym twierdzi, że oskarża go jedna osoba, „chora psychicznie”, przez co znów uderzył w ofiary, które straciły część wiary w jego osądzenie i sprawiedliwość po latach, to zobaczcie tę jedną osobą. Próbowałem dzwonić do Sadowskiego na dwa numery telefonu, nie odebrał. W każdej chwili zamieszczę jego odpowiedź czy też polemikę, nawet jeśli nie będzie tam prawdy, ale proszę o ustosunkowanie się do tego wszystkiego a nie twierdzenie, że jest 1 osoba „chora”.

Przy czym prawdopodobnie wśród moich źródeł nie ma tych dwóch dziewczyn, które zgłosiły rok temu sprawę prokuraturze. One jeszcze do mnie pod nazwiskiem nie napisały, a ja nie znam akt ani szczegółów doniesienia (o śledztwie dowiedziałem się od żony sprawcy, gdy ją poprosiłem o komentarz do moich ustaleń). Ale do rzeczy.

Oskarżam osobę publiczną, autorytet!

Oskarżany o pedofilię jest jak już wiecie Krzysztof Sadowski, wpływowy muzyk, współtwórca programów telewizyjnych („Co jest grane” – emitowany w Polsat, „Tęczowy Music-Box” – emisja w TVP), były prezes Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego, współorganizator Jazz Jamboree, pedagog, który pracował z tysiącami dzieci, znajomy bardzo wpływowych osób w sądownictwie, polityce, środowiskach twórczych. Autorytet, osoba publiczna, co sprawia, że koniecznie trzeba ostrzec rodziców dzieci.
Przez lata wyszukiwał ofiary wśród najmłodszych, molestował je seksualnie, głaskał, łaskotał, wkładał rękę w majtki, ściskał „za kolanko”, udo, namawiał do płatnego seksu, w końcu znajdował tak niezdolne do oporu ofiary, że rozpinał rozporek i je gwałcił. Osaczał i utrzymywał nad nimi kontrolę przez wiele lat. Ile prób było nieudanych? Ile dzieci, którym nie podobał się „zły dotyk” uznało, że nic takiego się nie stało?
Ofiary były w wieku od 10 do 15 lat. Czasem spodobała mu się jakaś siedemnastolatka. Do seksu zmuszał dziewczyny w dwóch samochodach (niebieskim i czerwonym), w piwnicy, w pokoju z pianinem, w siedzibie Polskiego Stowarzyszenia Jazzowego na Chmielnej 20 (dziś siedziba Jazz Jamboree), w swoim mieszkaniu na Wiejskiej z widokiem na Sejm, w pokojach wynajmowanych na warsztaty i wycieczki z młodzieżą, internatach, bursach. Starał się wyszukiwać osamotnione dzieci z biednych lub niepełnych rodzin, ale nie były bezpieczne także te z bardzo wpływowych rodzin przyjaciół Sadowskiego i jego żony. Jedna osoba mogłaby kłamać, dwie-trzy mogłyby się zmówić, ale 21? Nieznających się, pracujących w różnych środowiskach, także bliskich Sadowskiemu osób?

Poza kobietami (dziś dorosłymi, wówczas dziećmi) zgłosiło się dwóch mężczyzn. Pierwszego molestował we wczesnych latach 80-tych po koncertach poezji śpiewanej Jana Pawła II w kościołach. Drugi był kimś bliskim (niestety chroniąc tę osobę, nie mogę napisać więcej). Obaj mężczyźni do dziś to pamiętają, mimo że są ludźmi sukcesu, dużo w życiu osiągnęli. Poza nimi zgłosiło się 19 kobiet. Część kobiet i jeden mężczyzna zgodzili się złożyć zeznania w sądzie. Chcą spojrzeć sprawcy w oczy.

Jestem osobą odpowiedzialną, wiem, jaką burzę wywołałoby podanie nazwisk osób publicznych, więc nigdy nikt ich nie pozna, niestety także prokuratura. Chroni te osoby tajemnica dziennikarska i koniec. Ale mam wystarczająco dużo relacji, by przekonać prokuraturę do zajęcia się sprawą pedofilii Sadowskiego naprawdę na poważnie, pod nadzorem prokuratora generalnego, o co niedługo zaapeluję w liście otwartym. Powinien powstać specjalny zespół śledczy do zbadania całości tej wielowątkowej sprawy, bo pojawia się w niej kontekst polityczny, finansowy, lobbystyczny, prawny, dziennikarski, a dodatkowo mamy do czynienia z osobami z pierwszych stron gazet. Sprawa jest absolutnie wyjątkowa i wymaga reakcji na najwyższych szczeblach. To kwestia też wizerunku całego naszego kraju na świecie.

Od razu uprzedzę krytyków, dlaczego nie doniosłem jeszcze do prokuratury: bo wszystkie dowody w moim posiadaniu dotyczą przestępstw przedawnionych i to nie ja jestem od stawiania zarzutów karnych. Ja jestem dziennikarzem opisującym mroczne tajemnice domu przy ulicy Raniuszka (siedzibie fundacji Tęcza, w której piwnicy dochodziło do największych zbrodni). Chcę przekazać opinii publicznej, co ustaliłem, bo osoba publiczna, autorytet, działacz społeczny nie może uznawać gwałcenia i molestowania dzieci za „sprawy prywatne”. Ta „prywata” zniszczyła życie dziesiątkom osób.

„Gdy przekroczyłam próg tego domu, moje życie się skończyło” – napisała do mnie jedna z informatorek.

Jestem gotów zeznawać w każdej chwili. Są osoby, które czekają na sprawiedliwość od 27 lat, kiedy wniesiono pierwsze oficjalne doniesienie w tej sprawie.

Można było zatrzymać horror w 1992 r.

Ewa Gajda miała dziesięć lat, gdy z innymi koleżankami z muzycznego zespołu „Tęcza” pojechała na wakacyjny obóz do Kielc. Na obóz pojechało co najmniej kilkanaścioro dzieci. Normą było sadzanie ich sobie na kolanach, łaskotanie i żartowanie w ten sposób przez Krzysztofa Sadowskiego. Grzeczne dziewczynki nagradzał słodyczami, pochwałami. Niby nic złego? Przecież działo się to na oczach żony.
Ale pewnego dnia Ewa została w internacie z jeszcze jedną koleżanką, a reszta zespołu pojechała na wycieczkę. Z dwoma podopiecznymi został sam Krzysztof Sadowski. Gdy Ewa wracała z sali zabaw, na korytarzu spotkała Krzysztofa Sadowskiego.
„Zaprosił mnie do swojego pokoju, położył na łóżku, a potem dotykał po całym ciele, aż włożył rękę w majtki. Kiedy rozpiął swój rozporek, krzyknęłam i uciekłam. To nie był pierwszy raz, kiedy mi się to dotykanie nie podobało. Wcześniej przytulał mnie w jaskini Raj. Byłam przerażona i chciałam jak najszybciej wrócić. Dlatego odwieziono mnie do domu przed zakończeniem obozu. Od razu powiedziałam mamie, co się stało” – opowiada po latach Ewa Gajda.
Mama 21.07.1992 r. złożyła doniesienie na policję.
„Najpierw pojechałam na nasz lokalny komisariat, ale jak usłyszeli jaka to sprawa wysłali mnie na Malczewskiego do komendy rejonowej” – opowiada mama Ewy.
Wszczęto dochodzenie. Gdyby zostało przeprowadzone profesjonalnie, dziś Krzysztof Sadowski byłby po wyroku i może nie doszłoby do tylu tragedii. Ale policja, choć przesłuchała dziewczynkę przy udziale biegłego psychologa, tak prowadziła rozmowę, że ofiara była mocno wystraszona.
„Dopytywali się o daty, kiedy coś się stało. Jak ja, dziesięciolatka, miałam pamiętać dokładnie, którego dnia to się stało? Jak dopytywali, podali jakąś datę to w końcu przytaknęłam i oni to wstawili. Ale w ogóle to były straszne osoby, ja się ich bałam” – mówi Ewa.
Pomyłka ze wskazaniem daty zdarzenia przesądziła o umorzeniu dochodzenia wobec niedostatecznych dowodów na zaistnienie przestępstwa.
„Zeznania małoletniej Ewy Gajdy nawet mimo pozytywnej ich oceny z punktu widzenia psychologicznego przez biegłą psycholog – mgr Marię Kubalską-Grodzicką – są niewystarczającym dowodem na zaistnienie przestępstwa” – czytamy w uzasadnieniu umorzenia.

– Nie pamiętam tej sprawy, ale jeśli była tylko jedna ofiara, nie było świadków, to jest to bardzo trudne do udowodnienia i większość spraw jest umarzanych. Wtedy było bardzo dużo takich spraw w tym komisariacie, dotyczyły różnych kolonii – mówi Maria Kubalska-Grodzicka.
Ewa do dziś to przeżywa, miała pretensje do mamy, że nie wykazała determinacji do ścigania sprawcy, choć ta zrobiła najwięcej ze wszystkich mam i ojców, którzy dowiedzieli się potem o molestowaniu dzieci.
– Oni mnie wprost ostrzegli, że w sądzie dziecko będzie musiało stanąć naprzeciwko sprawcy i powtórzyć zeznanie, że może być tak, że dziecku nikt nie uwierzy, a ja wiedziałam, jakie to może mieć dla Ewy konsekwencje – wspomina mama Ewy.
Obie kobiety nigdy nie zapomną tej sprawy, przyczyniła się ona do wielu ich wyborów w przyszłości.
Do dziś o tej sprawie nie może zapomnieć też Kasia, uczestniczka tego samego obozu w Kielcach. Ma wyrzuty sumienia, że nie znalazła dość odwagi, by potwierdzić zarzuty Ewy.
„Kazali mi na dorosłym człowieku pokazać, gdzie mnie dotykał, więc się wszystkiego wyparłam” – pisze Kasia. – „U mnie było tak, że najpierw brał mnie na kolana i głaskał, potem zaprosił do nocowania u nich w domu (wtedy dzieci tam często nocowały). Tam był taki mały pokoik z widokiem na ogród, z jego keyboardem i tapczanem, pracował tam. Tam mnie położył spać, usiadł na łóżku, wkładał ręce pod kołdrę i dotykał, głaskał. Dość szybko się wyrwałam jak oparzona, wyszedł. Nie zrobił mi nic przemocą – dlatego długo myślałam, że nie mam żadnych podstaw, żeby go o cokolwiek oskarżyć. Rano obudziłam się w pustym domu, była tylko ich gosposia, która zrobiła mi śniadanie i posyłała do domu. Nigdy więcej mnie nie zaprosił na nocowanie, ale były dziewczynki, które nocowały regularnie. To samo robił na obozie wyjazdowym do Kielc, kiedy pojechaliśmy na festiwal, przychodził co wieczór i dotykał nas pod kołdrą. Kompletnie nie pamiętam chronologii, czy najpierw było nocowanie czy te Kielce. Wiem, że inne dziewczynki dotykał bardziej, ja po kilku pierwszych razach od razu uciekałam z pokoju, kiedy do nas przychodził i odczekiwałam sporo czasu, nim wracałam. W porównaniu z innymi rzeczami – to mało. A ja i tak to pamiętam po 25 latach.” – relacjonuje. Do dziś co jakiś czas sprawdzała w Google, czy pojawiły się doniesienia o pedofilii Sadowskiego. Prawie wszystkie ofiary mówią to samo: „sprawdzaliśmy, kiedy w końcu pojawi się informacja >>Sadowski pedofil<<”. Żadna z nich nigdy od Sadowskiego nie chciała pieniędzy!

Po całej sprawie zespół „Tęcza” podobno się rozpadł na jakiś czas. Być może plotki dotarły do telewizji, gdyż Sadowski zniknął po 1992 r. z „Tęczowego Music-Boxu”. „Tęczę” w programie telewizyjnym zastąpiły „Chochliki”, doszło do sporu pomiędzy właścicielami praw, a Sadowski zaczął organizować koncerty muzyczne pod nazwą Tęczowy Music-Box” (był to już inny program niż ten telewizyjny), a jakiś czas później dogadał się z Polsatem na realizację formatu „Co jest grane?” „Tęcza” działała dalej. Sprawa przycichła.

Wcześniejsze przestępstwa

Według jednej z osób, która się do mnie zgłosiła, sprawca molestował już w latach siedemdziesiątych. Zbyt mało mam danych, by móc zweryfikować tę informację, dlatego nie podaję szczegółów miejsca i nazwisk zamieszanych osób – do molestowania miało dojść na działce pod Warszawą należącej do znanego sportowca, olimpijczyka, medalisty olimpijskiego. Molestowana dziewczynka miała piętnaście lat.
„Byłam dzika i narobiłam rabanu, więc zostałam tylko wymacana” – napisała kobieta.
Drugi chronologicznie (zgłoszony do mnie) przypadek to wczesne lata 80-te. Molestowany chłopiec z podstawówki, syn organizatorów koncertów poezji śpiewanej Jana Pawła II, 47-letni dziś Piotr, menedżer pracujący w dużych korporacjach głównie za granicą (USA, Szwecja). Spotkaliśmy się, opowiedział mi całe zdarzenie (opisałem je wcześniej, więc nie będę powielał, w skrócie: Sadowski przyszedł do niego w nocy do pokoju i go głaskał po miejscach intymnych), chce spojrzeć w oczy Sadowskiemu, żeby zamknąć terapię psychologiczną.
Trzeci przypadek miał miejsce w późniejszych latach 80-tych i jest najbardziej wstrząsający. Sadowski „wyszukał” sobie ofiarę w domu dziecka, 14-letnią Justynę (imię zmienione na prośbę ofiary), którą molestował i gwałcił przez trzy lata w czerwonym samochodzie, w swoim domu, w mieszkaniu na Wiejskiej. Dziewczynka skarżyła się, ale nikt nie reagował. Pani Justyna także chce zeznawać w sądzie, choć to dla niej bardzo trudne. Nagrałem wywiad z Panią Justyną, jest wyjątkowo szokujący. Znajdzie się w filmie dokumentalnym, który chcę zrobić.

„Przyprowadzał mnie do domu i gdy inne dzieci bawiły się na dole, on zabierał mnie do swojego pokoju i tam to się odbywało. Początkowo było tylko głaskanie, potem już wszystko, także gwałt” – opowiada Pani Justyna. Jest zdruzgotana, do dziś nie może tego zapomnieć. Chciała w 2016 r. złożyć doniesienie do prokuratury, zadzwoniła do Sadowskiego, ale ten odpowiedział, że może sobie składać, nikt jej nie uwierzy, gdyż jest z domu dziecka, a i tak się to przedawniło.
Sadowski być może się jednak przestraszył, bo nagle do ofiar miały się zgłaszać różne osoby z jego otoczenia, jakby próbując wyczuć, czy nie chcą donieść lub zeznawać.
„Było to bardzo dziwne, że się nagle, po tylu latach do mnie zgłosili z pytaniem: co tam słychać” – opowiada jedna z ofiar, znana osoba. Ta osoba nie zdecyduje się na złożenie zeznań w sądzie, a szkoda, bo jej relacja jest bardzo interesująca i wygląda na wyjątkowo obiektywną (pokazuje różne strony).

Ktoś w tym wszystkim popełnił błąd, bo dzięki temu ja dowiedziałem się o sprawie i zacząłem nią zajmować. Nie znałem jednak nazwiska sprawcy. Poznałem je dopiero w 2018 r.

Lawina doniesień

Dziś już wiadomo bardzo dużo o modus operandi sprawcy i jego ofiarach. Głównie dzięki internetowi, portalowi WP i serwisom plotkarskim, które nagłośniły sprawę, bo najważniejsze telewizje, także te, które korzystały z talentu gwałconych dzieci, milczały jak zaklęte. Będzie wstyd, bo sprawa na pewno zostanie nagłośniona na poziomie światowym (gwarantuję to ofiarom!).
Zaczęły się do mnie zgłaszać kolejne ofiary i świadkowie, część chce zeznawać. Wiadomo też już, że od lutego toczy się śledztwo prokuratorskie z doniesienia dwóch kobiet. Nie znam jego szczegółów, nie znam też ofiar. Napisała do mnie jednak kobieta, która zna obie dziewczyny i będzie w tej sprawie zeznawać. Jej opis jest bardzo wstrząsający, więc pomijam niektóre fragmenty (ale jaki musi być samych ofiar?):
„Nie byłam przez niego zgwałcona, ale byłam obmacywana. Ta pierwsza ofiara z domu dziecka to też jest sprawa znana w środowisku. Zaczęłam chodzić do zespołu „Tęcza”, gdy miałam 10 lat. On to wszystko robił przy ludziach, robił różne rzeczy i patrzył, czy dziecko się sprzeciwia czy nie. Wybierał, które dziecko nie ma opieki, jacy są rodzice, czy będzie im na rękę, że ktoś ich zastąpi. Brał dziewczynki na kolana, smyrał, ja nie wiem, jak to było możliwe, że to było akceptowane. Będę zeznawać w tej sprawie jako świadek. Za ofiarę się nie uważam. Owszem, to były nieprzyjemne wspomnienia, ale nie chciałam siebie widzieć jako ofiara, to jest nieprzyjemne, ale starałam się przez to przejść do porządku dziennego. Wiem, że on inne dziewczynki gwałcił. Wiem że dziewczynę (podaje imię) wykorzystywał, wtedy też to wiedziałam, ale miałyśmy po 13 lat i znikąd jakby wsparcia. Jesteśmy parę lat w zespole, nikt nie kwestionuje tego, co on robi na co dzień, więc nawet nam nie przyszło do głowy, a nawet jak nam przyszło i w pewnym momencie mówimy tej dziewczynie, że to trzeba zgłosić, co on ci robi, że dzwonimy na policję. Ona się wtedy rozpłakała i powiedziała, że nie, że ona wszystkiemu zaprzeczy, że nie przyzna się” – mówi jedna z kobiet.
„Przez wiele lat byłam w zespole Tęcza i pod opieką fundacji. Na razie poproszę o anonimowość, po powrocie jestem już umówiona z psychologiem, wtedy będę miała jasność , co dalej. Po pierwsze – dzieci NOCOWAŁY na Raniuszka. Po drugie pan Krzysztof był na naszych wszystkich wyjazdach, obozach letnich itp. Byłam w Kielcach, Nałęczowie i Czechach. Pamiętam ostatni z tych wyjazdów – miałam wtedy 11 lat. Pamiętam pod względem zachowań pana Krzysztofa. Przychodził do pokoi po zgaszeniu świateł opowiadać tzw „straszne historie” miał latarkę, podświetlał sobie nią czasem twarz, w trakcie opowiadania w „strasznych momentach”, żeby niby wystraszyć nas dodatkowo wkładał ręce pod kołdry, łapał za co popadło, ja pamiętam na pewno udo… ale… jest szereg przesłanek, które każą mi sądzić, że to był rodzaj molestowania…miałam przez lata wstręt do mężczyzn w jego przedziale wiekowym, nawet do własnego ojca, nie rozmawiałam z rodzicami na ten temat, wręcz czułam się wyróżniona, kiedy brał na kolana i „łaskotał”. To było jak przywilej. Jeżeli – przepraszam za wulgarność – stawał mu przy takim postępowaniu, to doskonałą miał przykrywkę – zgrywanie dobrego wujaszka. Trzęsę się od środka , kiedy to piszę, prawdopodobnie znam niektóre z tych dziewczyny. Teraz druga strona medalu: ja lata w Tęczy wspominam ogólnie jako najlepszy czas. Dzięki Tęczy zostałam muzykiem zawodowym” – pisze kobieta prosząca o anonimowość (znam imię i nazwisko oraz zawód).
Z  kolejną osobą rozmawiałem przez telefon. To osoba bardzo wiarygodna, ale niestety nie mogę w żaden sposób jej opisać, żeby zachowała bezpieczeństwo:
„Ta piwnica to nie jest taka piwnica. Dom na Raniuszki jest dwupiętrowy, jest piętro, poziom wyżej i wyjście z piwnicy na garaż. To była piwnica ze sprzętem. Tam było zimno. Dziewczynki w domu nocowały, czy w piwnicy również, nie wiem. Wydawało mi się to normalne, skoro to jest zespół. Przyjeżdżała Lilka z Krzyśkiem do nas (…) i on wtedy tak się dziwnie zachowywał. Zawsze pamiętałam, że to były łaskotki, obmacywanie, ale to były takie żarty. Jakby człowiek się nie zorientował, to by się wydawało, że to nic zdrożnego. Dopiero później mi się wydawało, że tak się nie powinien zachowywać dorosły facet. Jak byłam starsza, przestało mi się to podobać. To takie dziwne było. Był taki incydent. Byłam z mamą tam u nich, miałam ze 13 lat. Mama sobie coś grała na organach, a ja stałam sobie i patrzyłam co mama robi. On podszedł z tyłu i za mną stanął. No i nagle tak czuję, że mnie głaszcze po szyi za uchem. No ja się odwróciłam i powiedziałam: „Wiesz co, no przestań. Mi się to nie podoba.” Mamie powiedziałam, a ona: „Co ty Krzysiek robisz, przecież to jest dziewczynka, dlaczego ty ją tak głaszczesz, ty się zajmij swoją żoną.” To on się odsunął, ręce schował i mówi: o przepraszam, to takie żarty, bo ona ma takie włosy piękne do pasa, ja chciałem zobaczyć te włosy. No ale dlaczego głaszczesz po szyi? Ja sobie tego nie życzę. Stosunki pomiędzy nami się bardzo ograniczyły po tym. Któregoś dnia zaproponował, że pojedzie ze mną na bazarek. I zaproponował, że coś mi kupi. Złapał mnie za rękę i mówi, że wujek może ci więcej rzeczy kupować. Ja odpowiadam, że to fajnie wujek, że chcesz mi pomóc, na co on, że tak, tylko że w zamian powinnam się z nim przespać. Coś zdrożnego powiedział, nie pamiętam słów. Ja się oburzyłam i powiedziałam, że nie chcę, żeby się do mnie dotykał i więcej go widzieć i że wszystko mamie powiem. Poleciałam do mamy i powiedziałam, bo aż mną wstrząsnęło, obrzydzenie takie. Mówię, że mi takie propozycje składał. Mama za telefon i mówi, żeby się ode mnie odczepił, bo inaczej pójdzie na policję. Do Lilki też powiedziała, że on takie rzeczy robi, a Lilka to zbagatelizowała, no i nie jeździliśmy więcej do nich.”

Wstrząsający jest też opis muzyka, ucznia Krzysztofa Sadowskiego, który zamieścił w komentarzu pod jednym z moich tekstów opis o zdarzeniach ze swojej przeszłości (z powodu ryzyka rozpoznania osoby skrzywdzonej przez Krzysztofa Sadowskiego usunąłem opis).

Mógłbym cytować bez końca, wszystko na końcu opublikuję w książce. Jestem pewien, że opisane zdarzenia są relacjami prawdziwymi. Szczegóły się powtarzają, w tym jeden szczegół, o którym nikt nie wie poza ofiarami (nie podam go, żeby nie zepsuć śledztwa prokuratorom). To są niezwykle wiarygodne relacje i opisy.

Krycie sprawcy – całe lata zakłamania
W mojej ocenie mogę już z całą pewnością stwierdzić (a udowodnię to w filmie), że Krzysztof Sadowski był kryty zarówno przez środowisko, jak i bardzo wpływowych ludzi w Polsce. Miał wśród przyjaciół znanych reżyserów, przedsiębiorców, polityków, sędziów, adwokatów, muzyków. Oczywiście nie wszyscy musieli wiedzieć o jego patologicznych skłonnościach i go kryć, ale samo to, że miał takich znajomych mroziło z pewnością zarówno ofiary, jak i ewentualne zakusy śledczych. Pilnował, by mieć więcej przyjaciół niż wrogów. Może to jest wytłumaczenie, dlaczego przez tyle lat ta sprawa nie wypłynęła, nie stanęła na wokandzie, nie stała się przedmiotem analiz policji czy służb. A może była, tylko wpływowy pedofil jest dobrym do sterowania narzędziem? Jeśli tak, mamy bardzo niebezpiecznych przeciwników.
Weryfikuję informacje, ale z powodu dość ograniczonych możliwości pozyskiwania odpowiedzi na pytania (np. wszyscy poinformowali już o sprawie prokuratorskiej bo dostali odpowiedzi na pytania z prokuratury, a ja, choć zadałem pytania pierwszy, wciąż tych odpowiedzi nie mam) może to potrwać.
O postępowaniu Krzysztofa Sadowskiego na pewno wiedziało od dawna środowisko muzyczne i telewizyjne. Częściowo od 1992 r. a już na pewno na początku tego wieku. Jeden ze znanych muzyków przesłał mi anonim, który kolportowano po jazzmanach w okolicach 2000 r.
„kolejne skandaliczne postępowanie prezesa K. Sadowskiego na warsztatach w Puławach i w Margoninie, gdzie nawet nie kryjąc się obmacuje mlode dziewczynki, molestuje młode pianistki, kąpie się wraz z dziewczynkami w łazience w bursie dla uczniów warsztatów, wszyscy warsztatowicze o tym mówią ośmieszając w ten sposób srodowisko jazzowe, głośno i blisko zawiadomienia prokuratury było o tym już w zeszłym roku. Prezes tym jest zajęty a nie działaniem na rzecz PSJ, i nikt tu nie ponosi odpowiedzialności za decyzje podejmowane koteryjnie, a istnienie PSJ tak naprawdę nic nikomu nie daje.” – czytamy w anonimie rozsyłanym po jazzmanach.

„W ciągu ostatnich 10 lat bezskutecznie próbowałem zainteresować (tą sprawą) różne osoby m.in. 3 dziennikarzy śledczych. KS był kryty i osłaniany przez dwóch wybitnych prawników (…)” – napisał do nas jazzman.

O dziwnej zmowie milczenia przekonałem się sam. Odszedłem z dziennikarstwa prawie 10 lat temu, nie miałem ochoty wracać. Myślałem, że taki temat z pocałowaniem ręki przyjmą dziennikarze. Jakież było moje zdziwienie, gdy kolejni koledzy z różnych redakcji odmawiali albo nie reagowali na prośby o zajęcie się tą sprawą. Dlatego zdecydowałem się wrócić do dziennikarstwa, no i już pewnie tak zostanie.

Mariusz Zielke
PS.
Ten materiał powstał po ciężkiej, prawie rocznej pracy, której nie opłacała żadna redakcja. Jest za darmo. Najpierw próbowałem nagłośnić tę sprawę „pisarsko”, „literacko” – napisałem w różnej formie 4 książki, jedna z nich się ukazała. Moje teksty nie są reklamą książek, są prawdziwym, rzetelnym dziennikarstwem. Chcę zrobić film na temat krycia pedofilii w Polsce i poszukać lobby pedofilskiego, które ochrania wpływowych ludzi. Jeśli chcesz mnie wesprzeć, moje działania dziennikarskie lub film możesz dobrowolnie pomóc:

https://zrzutka.pl/pkw6ys

Możesz też wpłacać dobrowolne darowizny bezpośrednio na moje konto. Wszystko wykorzystam do zrobienia dobrego, niezależnego i bezkompromisowego dziennikarstwa:
Mariusz Zielke
84 1240 1024 1111 0000 0252 2171

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: