NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANE + NAJNOWSZE
JACK CALEIB STREAM + FILMY KINOWE
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
PATRIOTYCZNA TV I REDAKTORZY - OSADOWSKI OLSZAŃSKI - ŻYCZĄ DZIECKU - ŻEBYŚ ZDECHŁ MAŁY SKURWYSYNU - FRAGMENT PROGRAMU Z Y.T
OGÓLNOPOLSKI LICZNIK ZGONÓW W POLSCE W WYNIKU POWIKŁAŃ POSZCZEPIENNYCH COVID-19
AKCJA PUBLICZNEGO ZADAWANIA PYTAŃ - POLITYKOM - "POLAK PYTA POLITYKA"
KOMENDA GŁÓWNA POLICJI INFORMACJA - 05.02.2021 - W SPRAWIE ZBIGNIEWA JANA POTOCKIEGO
Dla wszystkich zaszczepionych szczepionką Pfizer/BioNtech
BARDZO MĄDRY FACET !- O PRZYCZYNACH I SKUTKACH SKURWIENIA SIĘ OJCZYZNY !
POLACY NARÓD PRZEKLĘTY ? dziwne zbiegi okolicznosci - rzecz o opiece NMP nad Polską!
Narodowy spis powszechny ludności i mieszkań w 2021 r.USTAWA z dnia 9 sierpnia 2019 r.
   POLITYKA STRONY M-FORUM !!! - WSZYSTKIE ZAMIESZCZANE MATERIAŁY ORAZ PREZENTOWANE I PROPAGOWANE - Poglądy i opinie zawarte w artykułach mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. !!!! REDAKCJA M-FORUM AV LIVE MA NA CELU PUBLIKOWANIE WSZYSTKICH INFORMACJI KTÓRE SĄ CENZUROWANE BEZ WZGLĘDU NA ZABARWIENIA POLITYCZNE , RELIGIJNE I OBYCZAJOWE - ZA KOMENTARZE I WYPOWIEDZI CZYTELNIKÓW I WIDZÓW NIE BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚCI , Z WYJĄTKIEM TREŚCI O CHARAKTERZE PRZESTĘPCZYM KTÓRE BĘDĄ USUWANE BEZ OSTRZEŻEŃ     UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

TO PORTAL NA KTÓRYM CODZIENNIE ZNAJDZIESZ PONAD 100 INFORMACJI INFO NIUS W TYM MATERIAŁY CENZUROWANE LUB ZABRONIONE NA INNYCH PORTALACH POPRAWNYCH POOLITYCZNIE WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-) Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników. PORTAL M-FORUM DZIAŁA W TAKIEJ FORMIE NA PODSTAWIE PRZEPISÓW KONSTYTUCJI Art. 54. Zasada wolności poglądów 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. W JAKI SPOSÓB MOŻESZ NAM POMÓC – ZOSTAŃ AUTOREM Witam zaproszenie dla Youtuberów , Dziennikarzy , Blogerów do współpracy , sporadyczne publikowanie na stronie M-forum – p.s bardzo ważne dla twórców z Y.T , F.B . VIMEO DAILMOTION – każdorazowe wejście w wasz materiał na naszej stronie , jest zaliczane na wymienionych platformach jako pełne wejście monetyzowene i zaliczane do ruchu na waszej głównej stronie działalnosci przekłada sie to na pozyskiwanie nowych widzów na waszych kanałach i REKLAMIE !

CZERWONE
miejsce-na-reklame.

Czas się wreszcie poznać…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb
Jeśli zadawaliście sobie kiedykolwiek pytanie, kto stoi za tym blogiem, a nie dajecie wiary w teorie spiskowe mówiące o powiązaniach z Watykanem, Georgiem Sorosem, Niemcami, Żydami, jaszczurami z kosmosu czy (o zgrozo!) z Belloną, to chciałem raz na zawsze rozwiać Wasze wątpliwości, bo za wszystkim stoję ja i – co ciekawe – nie dostałem do tej pory żadnej gratyfikacji finansowej za wpisy od nikogo.
Dla niektórych nie będzie to żadna nowość, bo moje nazwisko pojawiało się już na blogu, ale postanowiłem się oficjalnie przedstawić, bo większość z Was mnie nie zna. Jeśli odstraszyła Was moja morda albo nie chcecie tego czytać, zamknijcie stronę.

Postanowiłem wyjść z szafy, choć zdaje sobie sprawę, że wielu z Was po tym wpisie mocno się zawiedzie, bo z pewnością nie tak to sobie wszystko wyobrażaliście, a ja znowu spalę za sobą kolejne mosty, bo moją cechą charakterystyczną jest wylewność. A ona nie jest dobrze widziana. Ileż razy gryzłem się w język, lub rzucałem w kąt klawiaturę, by czegoś nie napisać. Na szczęście, zawsze na czas przychodziło opamiętanie, lub ktoś ze znajomych skutecznie mi wytłumaczył, że tych kwestii lepiej nie poruszać na blogu. Jeśli więc uważacie, że w którymś momencie Sigillum przegięło, to… mogło być gorzej, uwierzcie. Nie jestem człowiekiem, z którym łatwo się współpracuje, jestem raczej samograjem i indywidualistą, który ceni inne indywidualności, wiedzę, czy opinię. Sigillum zawsze było teatrem jednego aktora, do którego zapraszani byli inni na gościnne występy.
Jestem historykiem (absolwent UJ), który nie zapisze się na karcie dziejów, bo moim największym sukcesem jest brak sukcesów. Pod koniec studiów, założyłem z kolegą naukowy fanpage dotyczący zagadnień oscylujących wokół nauk pomocniczych historii, coś w rodzaju zapychacza czasu albo pamiętnika ze studiów. Nie sądziłem wtedy, że Sigillum Authenticum przerodzi się w bastion walki z bzdurami wielokolechickimi i bazą durnych memów, które stworzyłem sam lub z inspiracji znajomych. Zresztą to wszystko stało się przez zupełny przypadek, ale o tym za chwilę.
Tak się złożyło, że od pierwszego roku studiów związałem się z Zakładem Nauk Pomocniczych Historii, tam pisałem licencjat i pracę magisterską. Przez jakiś czas działałem w kole naukowym, ale szybko zdałem sobie jednak sprawę, że na pewnym etapie studenckiej działalności naukowej koło wyczerpuje swoją formułę, więc trzeba wybrać indywidualną drogę, albo… oszukiwać się, że jest się nadzieją polskiej nauki historycznej, bo jest się aktywistą, a tak naprawdę stoi się w miejscu.
Na historii spotkałem mnóstwo osób, które nie wiedziały po co studiują, a ich obecność na studiach wyższych miała być naturalnym procesem wydłużenia beztroskiego dzieciństwa (lub – mówiąc bardziej dosadnie – wakacji), bo przecież w tym kraju każdy magistra mieć musi, bez względu na to, czego tak naprawdę chce od życia. Spotkałem też grono prawdziwych pasjonatów i jestem przekonany, że o niektórych z nich jeszcze usłyszę bądź przeczytam ich książki, mając satysfakcję, że z nimi rozmawiałem i wymieniałem poglądy. Nie miałem presji by pójść na studia – miałem już dobry fach w ręku. Ale historia jakoś mnie zawsze interesowała… i stało się. Oczywiście, uniwersytet jest też pełen różnych kręgów i klubów wzajemnej adoracji, tudzież klik towarzyskich, ludzi napalonych na karierę i sukces naukowy. Przypomina mi się pewna sytuacja, kiedy byłem przez moment przewodniczącym sekcji NPH. Napisał do mnie jegomość z propozycją, abyśmy opracowali dzieje naszej sekcji w formie monografii książkowej. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że sekcja działała od jakiś czterech lat z przerwami. Zapytałem więc: w jakim celu mielibyśmy to zrobić? W odpowiedzi dowiedziałem się, że w taki prosty sposób można „zarobić” publikację, mieć swoje nazwisko w środku, bo liczy się to przy rekrutacji na studia doktoranckie… Oczywiście żadna książka nie powstała, a delikwenta pogoniłem.
Byłem też świadkiem żałosnych scen błagania profesorów o ocenę na egzaminie, bo ktoś planuje doktorant i musi mieć piątkę, bo ładniej to będzie wyglądało na dyplomie, a że niektórzy wykładowcy są miłosierni… Należę do pokolenia, które nie musiało mieć indeksu, więc nie przechodziłem traumatycznych przeżyć, takich jak moja wychowawczyni ze szkoły średniej, która opowiadała mi, że jeden z profesorów stemplował zalkę w indeksie… butem. Mieliśmy za to wynalazek o wdzięcznej nazwie USOSweb (coś w rodzaju elektronicznego indeksu), który działał mniej więcej tak, jak rozklekotany maluch bez skrzyni biegów (ale i tak dużo się już poprawiło w zakresie funkcjonowania tego portalu i zapewne służyć będzie jeszcze wielu pokoleniom studentów).
Chyba najbardziej niedocenianym wykładowcą w moim Instytucie jest Wojciech Drelicharz, który uważany jest za strasznego nudziarza, bo zawsze „ględzi” o źródłoznawstwie, dziejopisarstwie średniowiecznym czy o edytorstwie historycznym. To Uczony mający swój własny styl bycia i prawdopodobnie nie jest przystępnym nauczycielem dla każdego. Ale ja widzę w nim to, czego u innych wykładowców nie dostrzegałem w tak wyraźnym stopniu, jak u niego: zaangażowanie w przekazywanie wiedzy.
Chciał wpłynąć na studentów, aby przestali podręcznikowo patrzeć na historię, która w dyscyplinie naukowej bywa często żmudną robotą bez fajerwerków. Jest w nim autentyczna pasja i erudycja naukowa, przez co jest też bardzo wymagający. Gdyby nie jego wpływ, nie byłbym teraz w tym miejscu, w którym jestem.
Swoją pracę magisterską pisałem u Zenona Piecha, z którym współpracowało mi się wyśmienicie. Zawsze otoczony jest wianuszkiem swoich studentów i doktorantów, których traktuje jak własne dzieci. Sam przez pewien czas należałem do tego orszaku. Bardzo wspiera młodych naukowców, czego sam doświadczyłem, ponieważ, chociaż mam trudny charakter, Profesor zawsze był względem mnie wyrozumiały i potrafił wpłynąć na moje decyzje. Trochę mi brakuje naszych rozmów. Magisterkę pisałem na temat dziejów krakowskiej drukarni Jakuba Siebeneichera, a Profesor w recenzji ocenił ją „na wyżej niż bardzo dobry”. Zgodził się zresztą na wywiad dla Sigillum, który pewno czytaliście lub przeglądaliście:

Współczesny status Nauk Pomocniczych Historii. Rozmowa z Profesorem Zenonem Piechem

Bardzo chciał, żebym został jego doktorantem, pomimo że formalnie nie mógł mnie przyjąć (z uwagi na limit na swoim seminarium doktorskim). Wiem, że uzyskał zgodę u dziekana na przyjęcie jeszcze jednego doktoranta, ale nie zdecydowałem się. W związku z tym zawsze ogromnie mnie bawiło, kiedy czytałem zarzut, że Sigillum prowadzi jakiś sfrustrowany doktorant. Nie zdecydowałem na karierę uniwersytecką, ponieważ nie pasuje do świata, gdzie trzeba walczyć o punkty oraz stypendia bardziej, niż o jakość nauki, którą się tworzy. W większości przypadków, osoby idące na doktorat nie mają pomysłu na siebie i na swoje życie, a naukowców z powołania jest w tym gronie zdecydowana mniejszość. Opóźniają start w dorosłe życie i tracą lata potencjalnego doświadczenia. Łudzą się, że z tytułem naukowym, zostaną łatwiej przyjęci do instytucji naukowych czy muzealnych, lecz okazuje się, że najczęściej pracować muszą poniżej swoich kwalifikacji, w robocie, która nie daje im żadnej satysfakcji. Napisałem zresztą na ten temat tekst na blogu, który powstał na podstawie rozmowy ze znajomym doktorantem (swego czasu bardzo mi pomagał i jest autorem/współautorem kilku tekstów na blogu):

Uniwersyteckie dojenie naiwniaków. Kim dzisiaj realnie jest doktorant w zakresie nauk humanistycznych

Po studiach hobbistycznie coś tam wstawiałem i pisałem na fanpage’u, a przez zupełny przypadek natknąłem się na sławetny nieistniejący już profil fb „Imperium Lechickie”, który prawdopodobnie był dobrym trollingem – choć w pierwszej chwili wrażenie było zgoła inne. I tak się zaczęło nurkowanie w szambie, potrzeba było jedynie odpowiedniego bodźca. Postanowiłem zająć się fantazmatem lechickim, ponieważ jako historyk zdaję sobie sprawę, jak teorie pseudonaukowe utrwalają się w społeczeństwie. Internet jest idealnym medium do rozsiewania różnego typu mitów historycznych, które nie poparte stosownym materiałem źródłowym, zaczynają żyć własnym życiem. Na nas, historykach ciążą działania informacyjne, propagowanie rzetelnej wiedzy, promowanie wydawnictw naukowych i popularno-naukowych oraz obalanie „argumentów” pseudohistoryków. Wiem, że na Sigillum zaglądają osoby z tytułami naukowymi oraz totalni laicy. Myślę, że każdy znajdzie tu coś dla siebie.
Podobno pojawiła się pogłoska, że Sigillum jest produktem Bellony, by przez antymarketing zwiększać zasięg produkowanych książek historycznopodobnych. Miał to tłumaczyć fakt, że tylko z tym blogiem Janusz Bieszk wszedł w polemikę, więc na pewno wszystko jest ukartowane. Jest to kompletna bzdura i konfabulacja, a każdy może sprawdzić kiedy powstała strona na fb i blog. Polemika z Bieszkiem wyszła całkowicie przez przypadek. Pod jednym z filmów na YouTube Pawła Szydłowskiego znalazłem korespondencję pomiędzy tymi Panami. Publicznie wymienili się e-mailami, więc stwierdziłem, że co mi szkodzi, jeśli do niego napiszę i poproszę o ustosunkowanie się do naszych tekstów. Udało się. Dyskusja dla Bieszka wyszła fatalnie, bo totalnie się skompromitował i nie dziwiłbym się, gdyby po tej akcji dostał od Bellony zakaz wchodzenia w jakiekolwiek publiczne polemiki. Niestety, okazuje się, że nie tylko temu nieszczęsnemu wydawnictwu brakuje klasy. Także znany prawicowy reżyser w swoim artykule, nie potrafił podać źródła cytowanej dla Sigillum wypowiedzi Bieszka, choć wszędzie gdzie może rozprawia o prawie własności, które w jego kato-liberalnym raju byłoby szanowane w sposób szczególny. Dziwi mnie trochę, że media drukowane czy internetowe nie chcą skorzystać z fachowej pomocy takich stron jak Sigillum, czy chociażby Se czytam, Imperium Lechickie to bzdura, Historyczne Bzdury czy Prawdziwa Historia Słowian, w obalaniu fabrykantów i przekłamań lechickich. Wygląda to tak, jakby nie zauważali, że ktoś tym tematem zajął się merytorycznie. To irytujące, że nie mogę polecić jakiegoś tekstu czy filmu publicznie, bo widzę, że autor nie wie o czym mówi, choć intencje ma dobre. Podam także inny przykład. Oglądałem vlogera, który w czasie godzinnego filmu o tym, że Wielkiej Lechii nie było, czyta tekst Romana Żuchowicza z Focus Historia (przez godzinę! nie wiem czy ktokolwiek coś z tego zrozumiał), samemu nie wnosząc nic, przerywając co chwilę rozterkami, czy po tym filmie i stosunku vlogera do tego tematu, nie spadną mu subskrypcje.
Postanowiłem zakończyć kabaret z zasłanianiem się anonimowym tłumem, choć – jak wskazałem – nie tylko ja jestem autorem tekstów. Zawsze uważałem, że tak jest bezpieczniej, bo odpowiedzialność za słowo się rozmywa na kilka osób. Teraz to się zmieni. Zawsze miałem decydujący głos w sprawie ukazujących się tu tekstów. Ostatnio celowo są wstrzymywane, by jeszcze bardziej je merytorycznie podbudować. Większość wpisów, postanowiliśmy podpisywać różnymi dziwnymi ksywkami, co wielu doprowadzało do szewskiej pasji, a my mieliśmy z tego autentyczną bekę. Z drugiej jednak strony, nie chciałem prowokować argumentów ad personam (z marnym skutkiem, bo to i tak nastąpiło). Zresztą, zawsze miałem świadomość, że kiedyś trzeba będzie odsłonić kurtynę i ten moment właśnie nadszedł. Ta-dam! Teraz wiem, że zacznie się lincz na moją osobę, ale jestem już na to w pełni przygotowany.
Moja morda nie jest najpiękniejsza na świecie, ale da pewnym osobom satysfakcję, że wreszcie mnie mają, że wreszcie mnie dopadli, pomimo że byłem na wyciągnięcie ręki.
W działalności bloga nic się nie zmieni, będzie może więcej wartościowszych treści niż Wielka Lechia, ale wszystko zależne jest od wolnego czasu oraz chęci. Reasumując – miło was wszystkich poznać. Kłaniam się nisko.
Sigillum Artur Wójcik
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
CZERWONE

One thought on “Czas się wreszcie poznać…

  1. Jak chce być taki szczery to powinien jeszcze dopisać , że jest niedouczonym ignorantem . Pofatygowałem się i rozejrzałem w jego wypowiedziach – zdania nie zmienię..szkoda czasu

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: