NAJNOWSZE VIDEO
30 NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANYCH JACK CALEIB STREAM + FILMY KINOWE
NAJCZĘŚCIEJ OGLĄDANE VIDEO
Posted by Ewa.x
7314 views
NAJCZĘŚCIEJ CZYTANE
EGIPT - 04.04.2021 - WIELKI NEOPOGAŃSKI RYTUAŁ - UROCZYSTE WPROWADZENIE DO KAIRU 22 MUMII FARAONÓW - VIDEO - CZY WŁAŚNIE UAKTYWNIONO LEGENDARNĄ KLĄTWĘ ??
NIEMCY: TRYBUNAŁ KONSTYTUCYJNY POZWOLIŁ NA RATYFIKACJĘ FUNDUSZU ODBUDOWY UE
Apel Putina do obywateli UE...
Pilne!!! Znamy Plan ewakuacji Rządu RP na wypadek wojny z Rosją!!!
Wyszczepią dzieci na Covid? Wiceminister Kraska mówi o grupie wiekowej 10-15 lat..
Polska wstrzymała oddech. Jest NAGRANIE momentu eksplozji w Smoleńsku!
Bójka w Kaufland. Kobieta dostała w twarz za zwrócenie uwagi na brak maseczki?
„Szczepionki na COVID-19 są bronią masowej zagłady..
Kategorie
   POLITYKA STRONY M-FORUM !!! - WSZYSTKIE ZAMIESZCZANE MATERIAŁY ORAZ PREZENTOWANE I PROPAGOWANE - Poglądy i opinie zawarte w artykułach mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. !!!! REDAKCJA M-FORUM AV LIVE MA NA CELU PUBLIKOWANIE WSZYSTKICH INFORMACJI KTÓRE SĄ CENZUROWANE BEZ WZGLĘDU NA ZABARWIENIA POLITYCZNE , RELIGIJNE I OBYCZAJOWE - ZA KOMENTARZE I WYPOWIEDZI CZYTELNIKÓW I WIDZÓW NIE BIERZE ODPOWIEDZIALNOŚCI , Z WYJĄTKIEM TREŚCI O CHARAKTERZE PRZESTĘPCZYM KTÓRE BĘDĄ USUWANE BEZ OSTRZEŻEŃ     UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

TO PORTAL NA KTÓRYM CODZIENNIE ZNAJDZIESZ PONAD 100 INFORMACJI INFO NIUS W TYM MATERIAŁY CENZUROWANE LUB ZABRONIONE NA INNYCH PORTALACH POPRAWNYCH POOLITYCZNIE WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-) Naszym celem jest przeciwstawianie się wszelkim formom manipulacji opinią publiczną w Polsce. W dobie wojny informacyjnej nie ma zadania bardziej palącego niż odpowiedzialne wspieranie zaufanych mediów. Pomóż nam zbudować solidną dziennikarską platformę, publikującą ekskluzywne, wysokiej jakości informacje, opinie i analizy, utrzymującą się wyłącznie dzięki zaufaniu Czytelników. PORTAL M-FORUM DZIAŁA W TAKIEJ FORMIE NA PODSTAWIE PRZEPISÓW KONSTYTUCJI Art. 54. Zasada wolności poglądów 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Dz.U.1997.78.483 – Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 2 kwietnia 1997 r. W JAKI SPOSÓB MOŻESZ NAM POMÓC – ZOSTAŃ AUTOREM Witam zaproszenie dla Youtuberów , Dziennikarzy , Blogerów do współpracy , sporadyczne publikowanie na stronie M-forum – p.s bardzo ważne dla twórców z Y.T , F.B . VIMEO DAILMOTION – każdorazowe wejście w wasz materiał na naszej stronie , jest zaliczane na wymienionych platformach jako pełne wejście monetyzowene i zaliczane do ruchu na waszej głównej stronie działalnosci przekłada sie to na pozyskiwanie nowych widzów na waszych kanałach i REKLAMIE ! ZAPRASZAM WSZYSTKICH CHĘTNYCH DO PUBLIKOWANIA , ZARÓWNO JUŻ PUBLIKUJĄCYCH W SIECI, JAK I DLA OSÓB CHCĄCYCH ZADEBIUTOWAĆ .Możliwość swobodnego prowadzenia własnego niezależnego STREAM LIVE !

CZERWONE
miejsce-na-reklame.

Jak werbują…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb

Screenshot_8.png

Jak służby werbują dziennikarzy!

Pracujący dla służb dziennikarze to zwykle donosiciele, kreatorzy wydarzeń, dezinformatorzy i dezintegratorzy środowiska.

Na całym świecie służby specjalne wykorzystują w swoich działaniach dziennikarzy. Podobnie jest w Polsce. Chociaż oficjalne zwerbowanie dziennikarza jest bardzo skomplikowane (wymaga zgody samego premiera), to faktyczne nawiązanie współpracy już nie. W efekcie polskie środowisko dziennikarskie jest praktycznie w całości zinfiltrowane przez służby specjalne. Gdy na wiosnę zeszłego roku minister kontrolujący służby specjalne – Mariusz Kamiński – zapowiedział audyt działań służb w środowisku dziennikarskim, przez chwilę zrobiło się gorąco na styku mediów i polityki. Chodziło bowiem nie tylko o inwigilację, ale przede wszystkim o nielegalne wykorzystywanie dziennikarzy w pracy służb. Po kilku dniach emocji i fałszywych komunikatów sprawa ucichła. Wszystko dlatego, że lista czynnych dziennikarzy uwikłanych we współpracę ze służbami specjalnymi III RP jest ogromna i jest to potężne lobby. Także wśród dziennikarzy oficjalnie wspierających rząd PiS.

Problem współpracy dziennikarzy ze służbami III RP bywa często bagatelizowany. Niesłusznie. To narzędzie kontroli mediów, gospodarki i polityków. Obecnie na rynku jest kilkuset dziennikarzy, którzy mają za sobą współpracę ze służbami. Skąd te wyliczenia? W 2007 r. dziennikarze programu „30 minut” podali, że Wojskowe Służby Informacyjne miały 115 agentów wśród dziennikarzy. Dorzućmy do nich drugie tyle pracujących dla cywilnych służb (a co, gorsi są?) i mamy już circa 230 agentów. Jeżeli do tego dorzucimy dziennikarzy-agentów CBŚ i CBA, będzie już ich przynajmniej 300. Ale to nie koniec. Przecież są ludzie współpracujący z bezpieką PRL cywilną i wojskową, którzy do tej pory nie zostali zlustrowani, bo ich teczki zostały zniszczone, albo wyniesione lub schowane w tzw. zbiorze zastrzeżonym Instytutu Pamięci Narodowej. W 1997 r. wybuchła awantura polityczna, po tym jak Zbigniew Siemiątkowski polecił szefowi UOP zrobienie listy współpracujących z tajnymi służbami dziennikarzy i polityków. Pod wpływem szoku zakazano werbunku dziennikarzy, chyba że za zgodą premiera. Na niewiele to się zdało. Służby znalazły sposoby, aby dalej korzystać z dziennikarskiej agentury. Albo nie rejestrują współpracy, albo udają, że nie wiedzą, iż osoba jest dziennikarzem.

Na ochotnika

„Do UOP Redaktor zgłosił się sam. Wyglądał na bystrzaka, mówił jak bystrzak i naprawdę był bystrzakiem – generalnie spodobał się. Sprawę uprościło także i to, że miał tu kolegów. Znał się z zastępcą szefa Lubelskiej Delegatury UOP, Zbigniewem Niezgodą i Erykiem Chojnackim, funkcjonariuszem kontrwywiadu, byłym działaczem NSZ Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. W Delegaturze Redaktor funkcjonował jako zabezpieczenie operacyjne i na swoim stanie miał go kapitan Zbigniew Związko, kierownik sekcji do spraw przestępstw gospodarczych, znajdującej się wówczas w strukturach wydziału kontrwywiadu. Pierwszym poważnym zadaniem, jakie Redaktor zrealizował dla UOP, była pomoc przy wyeliminowaniu z rynku bankowego pewnego amerykańskiego Żyda, o którym kontrwywiad lubelski posiadał szeroką wiedzę na podstawie informacji przekazanych przez stronę amerykańską. (…) Redaktor «odkrył» i opisał nieprawidłowości w Banku (…). Ktoś ciekawski mógłby zapytać: po co dziennikarz śledczy wiąże się ze służbami specjalnymi, skoro w ten sposób traci niezależność – czyli tak naprawdę clou tego, co dziennikarza czyni dziennikarzem – i staje się chłopcem na posyłki? Odpowiedź jest prosta: wygrzebywanie informacji spod ziemi, związana z tym strata czasu i cała ta stresująca otoczka w połączeniu z nieustannym narażaniem się ludziom na wysokich stołkach, to nie są i nigdy nie będą rzeczy przyjemne. Po co kopać się z koniem, skoro można dostać gotowca i zyskać splendor bez ryzyka? A że nie ma to nic wspólnego z dziennikarstwem? Trudno. Zresztą, kto by się przejmował takimi drobiazgami, prawda? Przez szereg następnych lat Redaktor oddał nam nieocenione usługi. Jako dziennikarz zrobił oszałamiającą karierę i tylko nieliczni domyślali się, że tak naprawdę nigdy nie był dziennikarzem w dosłownym tego słowa znaczeniu. Był za to dobrym i sumiennym «współpracownikiem» – jednym z kilku, jakich «Firma» miała wówczas na Lubelszczyźnie; jednym z setki, jakich miała na terenie całego kraju. I współpracował jeszcze długo”. Tak wspominał po latach pracę dziennikarza dla Urzędu Ochrony Państwa (UOP) mjr Tomasz Budzyński, były szef Delegatury Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) w książce „Oficer” autorstwa znanego dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, która ukazała się w ubiegłym roku na naszym rynku wydawniczym, budząc spore zainteresowanie, zwłaszcza w kręgu ludzi naszych służb specjalnych. Nie trzeba było jednak długo czekać na zdekodowanie tego kim tak naprawdę jest ów dziennikarz, którego wspomina kpt. Budzyński. Robert Zieliński, kolega po fachu wspomnianego dziennikarza obwieścił w jednym z wpisów na Twitterze, że jest nim Jacek Łęski, obecnie dziennikarz TVP współprowadzący program „Studio Polska”, który po wielu perypetiach zawodowych wrócił do dziennikarstwa. O historii Jacka Łęskiego i jego związkach z polskimi służbami obszernie napisała w kwietniu na swoich łamach „Gazeta Finansowa”, w tekście zatytułowanym „Dziennikarz, Pijarowiec, Szpieg” rysując poszczególne rozdziały dotychczasowej kariery dziennikarza. Jednak nie wywołało to publicznej dyskusji o tym, czy dziennikarz mający za sobą epizod tajnej współpracy z polskimi służbami może pracować w telewizji publicznej, uchodząc przy tym za dziennikarski autorytet w oczach milionów Polaków. Nie zabrało głosu w sprawie środowisko dziennikarskie, ani Stowarzyszenie Dziennikarzy Polskich (SDP). A szkoda, bo zignorowanie problemu nie oznacza, że przestanie on istnieć.

Dziennikarzy, którzy sami zdecydowali się na tajną współpracę z naszymi służbami, było znacznie więcej. Po roku 1990 takich, którzy zgłaszali się do służb, aby z nimi współpracować, było całkiem sporo. Dotyczyło to zwłaszcza pokolenia młodych dziennikarzy śledczych, którzy zaczynali karierę. Z jednej strony chcieli pomóc młodemu demokratycznemu państwu, które, jak pamiętamy, musiało się borykać z wieloma problemami. Przestępczość kryminalna, gospodarcza, korupcja i oplatające polskie państwo patologiczne układy były najpoważniejszymi z nich. Z drugiej strony wchodził w grę dreszcz emocji przy wykonywaniu tajnych zadań. Wreszcie dostęp do tajnych informacji. W efekcie, UOP po kilku latach swojej działalności miał w swoich operacyjnych aktywach kilkudziesięcioosobową grupę dziennikarzy. Zlecane im zadania dotyczyły wszelkiej maści afer gospodarczych i udziału w nich funkcjonariuszy polskiego państwa. Dziennikarze przynosili nadzorującym ich oficerom UOP informacje pozyskane w czasie swoich dziennikarskich śledztw, które potem były przetwarzane na meldunki i notatki. Często ich praca rzeczywiście przynosiła efekty.

Po wielu latach, większość dziennikarzy – ochotników zaczęła zrywać współpracę z UOP. Okazało się bowiem, że nie wszystkie zlecone prace mają charakter walk z przestępczością, a często wykorzystywano ich do zbierania „haków” (kompromitujących materiałów) lub do dystrybuowania pomówień, czy zmiękczania tych, którzy ze służbami nie chcieli współpracować. Swoje zrobiło dojście do władzy postkomunistów z SLD. Jednak później, gdy coraz głośniej i częściej zaczął pojawiać się temat lustracji w Polsce, wielu dziennikarzy mających za sobą tajną współpracę z UOP zaczęło odczuwać niepokój, obawiając się, że wcześniej czy później może ona wyjść na jaw. Jeden z nich – Wojciech Czuchnowski – dziennikarz „Czasu Krakowskiego”, a od lat pierwsze pióro „Gazety Wyborczej”, nie wytrzymał lustracyjnego klimatu pierwszego rządu PiS i w listopadzie 2006 r. opublikował tekst „Byłem TW Macierewicza”, w którym stwierdził: „14 lat temu w sposób świadomy i tajny współpracowałem z ministrem spraw wewnętrznych Antonim Macierewiczem. Czy trafię teraz na listę dziennikarzy-agentów?”. Było nerwowo, bo jesienią 2006 r. procedowała Komisja Weryfikacyjna ds. Wojskowych Służb Informacyjnych (WSI), która miała przygotować raport na temat działalności WSI. Komisja dostała wgląd w papiery tak służb wojskowych, jak i cywilnych i dziennikarze mający kontakty ze służbami poczuli się nieswojo. PiS jednak odpalił tylko 9 z ponad setki agentów WSI; plotka zaś o tym, że powstała lista kilkuset agentów w mediach, była po prostu próbą ostrzeżenia wrogich rządowi dziennikarzy. „Nie fikajcie, bo papiery nie płoną” – brzmiał komunikat.

Na przynętę

Służby także same „podchodziły” dziennikarzy, „subtelnie” uruchamiając stopniowy proces ich werbunku. Tak było m.in. wtedy, gdy wytypowani przez służby dziennikarze otrzymywali ciekawe materiały na temat, który był w ich bieżącym zainteresowaniu. Nie było to jednorazowe dzielenie się informacjami z ich strony, ale proces trwający przez wiele miesięcy. W efekcie powstawały kolejne publikacje prasowe. Dziennikarz – autor tych publikacji – był wtedy wdzięczny oficerowi, który podrzucał mu informacje do przygotowania artykułów. Jednak w pewnym momencie kierunek tej współpracy się zmieniał i to służby zaczynały prosić dziennikarza o materiały. W rzeczywistości jednak był to kolejny etap procesu werbunkowego. Gdy po obu stronach był już niekwestionowany dorobek takiej „współpracy”, padała propozycja jej sformalizowania. Dodatkową zachętą zawsze były pieniądze, które służba musi przecież jakoś rozliczać, a odbiór ich trzeba jednak pokwitować. Zazwyczaj proces ten kończył się po myśli służb. Dziennikarz zresztą nie miał już możliwości odmowy, ponieważ z dotychczasowych spotkań obydwu stron powstawały notatki i meldunki oraz rozliczano okolicznościową „konsumpcję”. Zawsze na koszt firmy.

Takie działanie nie zawsze jednak było związane z bezpieczeństwem państwa. Równie często w grę wchodziły żywotne interesy służby, przy zabezpieczaniu których posiadanie w swoich zasobach zwerbowanego dziennikarza było sprawą na wagę złota. Tak było m.in. w wypadku WSI, gdy w 2004 r. wybuchła afera paliwowa, której WSI bardzo poważnie się obawiały. Gdy zostało wszczęte śledztwo w sprawie mafii paliwowej, a prowadzący je krakowski prokurator Marek Wełna zaczął badać jej związki z oficerami WSI, bardzo szybko pojawiły się publikacje prasowe wskazujące na rzekomą korupcję śledczego. Oficerowie WSI zwyczajnie dotarli do dziennikarza „NIE” Andrzeja Rozenka i przekonali go do swojej wersji „prawdy”.

WSI miały na usługach wielu innych dziennikarzy, których wykorzystywały do swoich działań. Były (i są) to głośne w polskich mediach nazwiska.

Na głupotę

Zdarzało się również, że dziennikarze trafiali w ramiona służb nie tyle z własnej woli, co z powodu własnej głupoty lub niefrasobliwości. Tak było w wypadku Jerzego Marka Nowakowskiego, byłego zastępcy reaktora naczelnego tygodnika „Wprost”, który został wciągnięty do współpracy po tym, jak zlecono mu kilka „ekspertyz” na interesujący WSI temat. „Złowić” dziennikarza bez przynęty było dla służb największym sukcesem na tym polu. Chcąc pozyskać dziennikarza do tajnej współpracy służby miały czasem wyjątkowego farta. Było tak zawsze wtedy, gdy w ich ręce trafiał odpowiedni materiał nacisku na niego. Chodzi o tzw. „komprmateriały”, którego to terminu nie ma nawet w słowniku języka polskiego. Mogły nimi być informacje odnośnie do obyczajowości dziennikarza, a zwłaszcza jego seksualnych ciągot. Np. jeden ze znanych publicystów prawicowych tygodników został przyłapany przez funkcjonariuszy UOP gdy na imprezie zaspokajał go współbiesiadnik. Fakt ten został uwieczniony na fotografiach. W takiej sytuacji nie pozostawało już nic innego, jak sformalizować więzy dziennikarza ze służbą i nadać mu odpowiedni kryptonim.

Równie częstym przypadkiem była sytuacja, w której w ręce służb wpadały informacje odnośnie do uwikłania biznesowego dziennikarza. Zazwyczaj było to wtedy, gdy okazywało się, że publikuje on teksty dla rekinów naszego biznesu, za które bierze ciężką kasę, znacznie przekraczającą jego stawki w redakcji, dla której aktualnie pracuje. Tak było m.in. w przypadku jednego z dziennikarzy naszego opiniotwórczego dziennika, który w pewnym momencie zaczął brać kasę od wszystkich, którzy mogli i chcieli mu ją dać. Traf chciał, że wyzuty z jakichkolwiek skrupułów dziennikarz wziął kasę za swoją publikacje od pewnego biznesmena, który już od miesięcy był pod lupą służb. Dodatkowo zrobił to w miejscu, które nie za bardzo się do tego nadawało i, jak można było się spodziewać, został uwieczniony jak bierze pieniądze. W tym wypadku również nie trzeba było zbyt wielu zabiegów, aby sformalizować werbunek.

Takich okazji służby, gdyby się dobrze postarały, mogłyby mieć dziesiątki, bo dziennikarzy biorących pieniądze za teksty od bohaterów publikacji jest dużo. Dlatego wielu z dziennikarzy nie byłoby w stanie wytłumaczyć się z posiadanego majątku, który w lwiej części pochodzi z takich właśnie źródeł. Na „komprmateriałach” w postaci wiedzy o uwikłaniu werbowały dziennikarzy zarówno nasze służby cywilne jak i wojskowe. Zabawną historią była sprawa znanego prawicowego publicysty, który pisywał kiedyś w regionalnych gazetach. Otóż ów dziennikarz zaczął w pewnym momencie pracować nieformalnie dla jednego z najbogatszych Polaków, który na początku lat 90. został zwerbowany przez WSI. Te nadały mu pseudonim „Babinicz”. Dziennikarz zaczął pisywać artykuły promujące firmę biznesmena i jego osobę, za co brał kasę i to całkiem sporą. Trudno zrozumieć, dlaczego WSI nie dokonały ostatecznego werbunku dziennikarza, chociaż prowadzący Babinicza oficer wyraźnie postulował, aby taką operację w końcu sfinalizować. Krótko mówiąc, w tym wypadku WSI zaprzepaściły szansę werbunku.

——————-

Całość w najnowszym numerze „Służb Specjalnych”

„Gazeta Polska” UJAWNIA! Ciemne tajemnice „Służb Specjalnych”

Screenshot_9.png

W czerwcu Krajowa Administracja Skarbowa w ramach postępowania dotyczącego przestępstw VAT-owskich dokonała przeszukań w spółce, która jeszcze do niedawna wydawała „Służby Specjalne”. Związki periodyku prowadzą do głośnych afer rozpracowywanych obecnie przez organa ścigania – ustaliła „Gazeta Polska”.

To jedna z najbardziej skomplikowanych spraw rozpracowywanych przez organy ścigania. Od listopada 2017 roku Prokuratura Regionalna w Katowicach i Centralne Biuro Antykorupcyjne prowadzą śledztwo w sprawie działalności tzw. gangu przebierańców, czyli fałszywych pracowników służb specjalnych powołujących się na wpływy w administracji państwowej. Dotychczas zarzuty w tej sprawie usłyszało trzynaście osób, w tym Andrzej K., były minister sprawiedliwości i prokurator generalny. Jednym z badanych wątków jest rola, jaką w działalności gangu odegrały niektóre media, m.in. czasopismo „Służby Specjalne”. Od kilku miesięcy periodyk ten próbuje dyskredytować Mariusza Kamińskiego, ministra koordynatora ds. służb specjalnych, oraz jego zastępcę Macieja Wąsika, publikując atakujące ich materiały. Ze śledztwa „GP” wynika, że związki „Służb Specjalnych” prowadzą nie tylko do gangu przebierańców, lecz także do innych rozpracowywanych przez organy ścigania głośnych afer – upadku SKOK Wołomin, z którego zniknęły przynajmniej 3 mld złotych, czy działalności spółki Sensus Group, która w wątpliwy sposób zawarła umowę na zabezpieczenie dworców kolejowych przy okazji Światowych Dni Młodzieży. „Gazeta Polska” ujawnia te tajemnicze powiązania.

Przynajmniej 200 tys. zł na pismo
Jest 24 lutego 2016 roku. Sąd w Gdańsku rejestruje spółkę Wataha Trans. Przedmiot działalności: transport paliw. Właścicielem spółki jest podmiot zarejestrowany w Wielkiej Brytanii (potem udziały odkupuje Maciej M.). Faktycznie – jak wynika z ustaleń „GP” – Watahę Trans kontroluje 35-letni Piotr M., biznesmen z branży paliwowej. Działalność spółki szybko zwróciła uwagę Krajowej Administracji Skarbowej (KAS). Funkcjonariusze tej wyspecjalizowanej służby finansowej w czerwcu 2017 r. przeszukali jej siedzibę, zabezpieczając dokumenty i sprzęt komputerowy. Powód? KAS wzięła pod lupę interesy prowadzone przez Watahę Trans z zarejestrowaną w Czechach, handlującą paliwem spółkę Roto Group. Jest ona kontrolowana przez Sławomira J., biznesmena z branży hazardowej. Od 2009 roku jest on oskarżony o szereg przestępstw, m.in. kierowanie zorganizowaną grupą przestępczą, oszustwa podatkowe, pranie brudnych pieniędzy. Sprawa toczy się przed Sądem Okręgowym w Elblągu.

Półtora miesiąca po przeszukaniu KAS spółka Wataha Trans wydała pierwszy numer periodyku „Służby Specjalne”. Był koniec lipca 2017 r. Z ustaleń „GP” wynika, że Piotra M. przekonał do zainwestowania w czasopismo o służbach specjalnych 55-letni Tomasz Sz., biznesmen działający w branży ochroniarskiej, zaufany doradca Sławomira J. Nasze źródła twierdzą, że było to przynajmniej 200 tys. zł. Sam Sz. został zastępcą redaktora naczelnego czasopisma, a M. członkiem kolegium redakcyjnego.

Doktor z lewicy i esbek z wywiadu
Na czele pisma stanął Leszek Pietrzak, były członek komisji weryfikacyjnej WSI. Trzon redakcji stworzyły osoby związane z „Gazetą Finansową”, „Gazetą Warszawską” i portalem kulisy24.com: Jan Piński, Łukasz Pawelski i Grzegorz Jakubowski. W skład kolegium redakcyjnego wszedł też Krzysztof Galimski, pracownik TVP, oraz emerytowany funkcjonariusz wywiadu PRL Robert Cheda (jego teczka znajduje się w archiwum IPN).

Przy okazji debiutu periodyku podkreślano publicznie paliwową działalność wydawcy pisma. „Ok, ale co mnie to… publikują” – skomentował sprawę w lipcu 2017 roku dr Wojciech Szewko, inny członek kolegium redakcyjnego „Służb Specjalnych”. To osoba mocno kojarzona z lewicą, m.in. doradca Leszka Millera. W styczniu 2018 roku „GP” ujawniła, że jego nazwisko pojawia się w śledztwie dotyczącym wątpliwości wokół opiewającego na 2 mln złotych kontraktu zawartego przez PKP ze spółką Sensus Group. Przedmiotem umowy było przeprowadzenie zabezpieczenia pirotechnicznego dworców kolejowych przy okazji Światowych Dni Młodzieży. W ramach kontraktu szkolenia dla pracowników PKP przeprowadził właśnie dr Szewko. Faktury wystawione przez niego na Sensus Group opiewały na 84 tys. zł. Sam Szewko został przesłuchany w śledztwie w charakterze świadka. Tymczasem związane z nim „Służby Specjalne” starały się bronić kontraktu zawartego z PKP przez Sensus Group, wskazując, że wybuch afery to… zemsta ministra Kamińskiego oraz jego współpracowników na osobach związanych ze tą spółką. Autorem publikacji był Grzegorz Jakubowski, nie tylko współpracujący ze „Służbami Specjalnymi” i „Gazetą Finansową”, lecz także z Polską Agencją Informacyjną Interpress, której właścicielem i prezesem jest… dr Szewko.

Wicenaczelny do aresztu
Po pół roku działalności „Służby Specjalne” otrzymały poważny cios ze strony organów ścigania. W styczniu 2018 roku agenci CBA, na polecenie Prokuratury Regionalnej w Katowicach, zatrzymali wicenaczelnego periodyku Tomasza Sz. W areszcie przebywa do dziś. Śledczy podejrzewają go m.in. o przyjęcie 800 tys. zł od barona paliwowego w zamian za roztoczenie nad jego interesami rzekomego parasola ochronnego organów ścigania. Tym biznesmenem był Paweł K., który – jak wynika z ustaleń „GP” – za namową Sz. nabył poprzez firmę swojej żony portal kulisy24.com. Następnie zarządzanie nim powierzył Łukaszowi Pawelskiemu (temu samemu, który wszedł do zespołu redakcyjnego „Służb Specjalnych” i jest związany z „Gazetą Finansową”). K. został zatrzymany w październiku 2017 r., ponad trzy miesiące przed Tomaszem Sz. Prokuratura Okręgowa we Włocławku zarzuca K. udział w oszustwach podatkowych na blisko 50 mln zł.

Z nieoficjalnych informacji „GP” wynika, że katowiccy śledczy i CBA badają, jaką rolę w działalności gangu przebierańców odegrały nie tylko „Służby Specjalne”, lecz także „Gazeta Finansowa”, „Warszawska Gazeta” oraz portal kulisy24.com.

850 tys. zł przebierańca i konkubiny

Z ustaleń „GP” wynika, że ślady „Służb Specjalnych” prowadzą nie tylko do gangu przebierańców i skandalu Sensu Group, lecz także do… afery SKOK Wołomin. Ta kasa oszczędnościowo-kredytowa upadła pod koniec 2014 r. Okazało się, że zniknęły z niej przynajmniej 3 mld złotych. Pieniądze wyprowadzano poprzez kredyty zaciągane przez łańcuszek słupów. Aferę od kilku lat wyjaśniają organy ścigania. Z ustaleń „GP” wynika, że wicenaczelny „Służb Specjalnych” Tomasz Sz. wraz ze swoją konkubiną Honoratą S. nie spłacił zaciągniętych w SKOK Wołomin kredytów. W sumie mają do spłaty ponad 850 tys. zł. Były to pożyczki przyznane bez zabezpieczenia, na tzw. dowód osobisty i oświadczenie o zarobkach. Sz. – członek SKOK Wołomin o numerze 1705 – zaciągnął trzy kredyty: dwa w 2007 r., jeden w 2011 r. W sumie opiewały one na 536 tys. zł. Żaden nie został spłacony. Na dzień 1 lipca 2017 roku Sz. był winny wraz z odsetkami blisko 700 tys. zł. Z kolei jego konkubina Honorata S. – członek SKOK Wołomin o numerze 1771 – w lutym 2012 roku otrzymała kredyt w wysokości 90 tys. zł. W połowie 2017 roku pozostało jej do spłaty blisko 150 tys. zł. Dziś kwoty kredytów niezwróconych przez Sz. i jego konkubinę są jeszcze wyższe ze względu na wciąż naliczane odsetki.

Kolejne przeszukanie KAS

Z ustaleń „GP” wynika, że po aresztowaniu Tomasza Sz. Wataha Trans wycofała się z wydawania „Służb Specjalnych”. Z kolegium redakcyjnego zniknął też Piotr M. – Osoby związane z Watahą zaczęły wówczas kolportować wersję, że jest to związane z brakiem zgody na linię pisma atakującego ekipę ministra koordynatora – mówi „GP” osoba znająca sprawę. Z kolei w czerwcu 2018 r. do spółki ponownie wkroczyli funkcjonariusze KAS. Zabezpieczyli dokumenty, komputery oraz nośniki danych. Niektóre dane dotyczyły „Służb Specjalnych”. Próbowaliśmy skontaktować się z przedstawicielami Wataha Trans oraz Piotrem M. Bezskutecznie. Żadnych informacji na temat działań związanych z Wataha Trans nie chce też ujawnić KAS.

Jednak „Służby Specjalne” w dalszym ciągu istnieją. Do nazwy periodyku dodano tylko podtytuł: „bez cenzury”. Na jego czele stoi Jan Piński. Siedziba „Służb Specjalnych bez cenzury” znajduje się obecnie przy ul. Grażyny 7/209 w Warszawie. Pod tym samym adresem ma siedzibę kierowane przez Jerzego Morasia Wydawnictwo Penelopa, z którym również współpracuje Piński. Jako wicenaczelny „Służb Specjalnych” w dalszym ciągu figuruje Tomasz Sz. Redakcja periodyku nie odpowiedziała na przesłane przez „GP” pytania.
Cały tekst w najnowszym numerze tygodnika „Gazety Polska”, który od środy jest dostępny w kioskach

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
CZERWONE

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

KORZYSTASZ Z OGRANICZONEGO CZASOWO DOSTĘPU !!

DALSZE KORZYSTANIE ZE STRONY MOŻLIWE PO URUCHOMIENIU DOSTĘPU PREMIUM 

 

STREAM PONIEDZIAŁEK , WTOREK, ŚRODA , CZWARTEK - NIEDZIELA 21.00

ABY TA BLOKADA STRONY BYŁA DLA CIEBIE NIE WIDOCZNA ZAŁÓŻ KONTO I ZALOGUJ SIĘ INSTR. FILMOWA PONIŻEJ :-)

ODBLOKUJ TREŚCI I STREAM KLIKAJĄC W PONIŻSZY OBRAZEK PEŁNA INSTRUKCJA  + MATERIAŁ FILMOWY !! 

Holler Box
Live streaming - KLIKNIJ >>>>>>>
 

WSPARCIE FINANSOWE  DLA STOWARZYSZENIA "RUCH PRZYWRÓCENIA PRAWORZĄDNOŚCI "

AKTUALNIE PRACE ORGANIZACYJNE TRWAJĄ - DO CZASU ZAREJESTROWANIA STOWARZYSZENIA I ZAŁOŻENIA KONTA BANKOWEGO DOBROWOLNE WSPARCIE PROSIMY PRZESYŁAĆ NA DANE NIŻEJ PODANE ( KLIKNIJ) Z DOPISKIEM W TYTULE PRZELEWU - DAROWIZNA - D.R.P.P (inaczej opisane przelewy nie dotrą)

Holler Box
%d bloggers like this: