NA ŻYWO 20.00 "SZOK ! STANISŁAW MICHALKIEWICZ WULGARNIE OSZKALOWAŁ KATOLICKICH KSIĘŻY I ZAKONNIKÓW !! +ROPZMOWA NA ŻYWO Z ADOLFEM KUDLIŃSKIM21 lipca 2019
7 godzin temu.

M-forum A.V Live.

Najnowsze informacje , Polska i świat artykuły przedruki filmy zdjęcia i dokumenty.Unikatowe informacje i materiały które na innych portalach są cenzurowane z przyczyn politycznej poprawności.

PASEK REKLAM

WSPARCIE DAROWIZNA NA UTRZYMANIE STRONY W ZAKRESIE OPŁAT STAŁYCH INTERNET CHAT LIVE ROZMOWY TELEKONFERENCYJNE

€1,00

WSPARCIE FINANSOWE PRZELEW BANKOWY

MILLENNIUM BANK W POLSCE : 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  do przelewów

zagranicznych IBAN: PL 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  BIC (SWIFT) – BIGBPLPW

W tytule przelewu wpisz DAROWIZNA , inaczej opisany przelew nie dojdzie

 

JAK ŻYJĄ MŁODZI „NOWOCZEŚNI” WARSZAWIACY – SZOK POZORANCI KŁAMCY DZIADY czyli – odwieczna tęsknota chama do bycia panem… :-)

OCENA KONTA AUTORA
OCEŃ TEN WPIS !
DZIĘKUJĘ ZA OCENĘ

Wszystko, co robię, jest na pokaz. Wolę nie zapłacić za prąd, ale kupić dobre ciuchy’

– Czasami nie płacę rachunków, by mieć kasę na lunch ze znajomymi. Zarabiam zbyt mało, do czego się nie przyznam. Wole udawać bogatszą niż jestem i żyć na kredyt – mówi Paulina. Tak żyje wielu warszawiaków.
Plac ZbawicielaPlac Zbawiciela ADAM STĘPIEŃ

„Bywa, że nie ma kasy na czynsz, ale na kino czy lunch musi być”

– Wiem, że to brzmi fatalnie, dlatego nikomu nie mówię o swoich problemach finansowych – zaczyna Wojtek, który w Warszawie mieszka od 10 lat. – Czasami jest tak, że nie mam pieniędzy na czynsz czy rachunek za telefon, a mimo to idę ze znajomymi na lunch czy do kina, a pieniądze biorę z puli odłożonej na mieszkanie – dodaje. A jak zabranie na czynsz? – To dzwonię do rodziców – mówi i przyznaje się, dlaczego tak robi: Moi znajomi żyją w dostatku, wstyd mi się przyznać, że mi się nie powiodło.

Wojtek ma 32 lata i jest z Katowic. Do Warszawy przyjechał na studia. Wybrał marketing i zarządzanie na prywatnej uczelni. Naukę opłacili mu rodzice.

Po studiach szybko znalazł mieszkanie i pracę. Wszystko układało się według planu. Po kilku latach zdobył stanowisko marketingowca w jednej z warszawskich korporacji. Z czasem ułożył sobie także życie uczuciowe i towarzyskie. Znalazł przyjaciół i miłość. Myślał nawet o kupnie mieszkania.

Jak podkreśla, początki życia w Warszawie były spełnieniem jego marzeń o życiu w wielkim mieście. Do czasu.

„Nie mogłem przyznać się do porażki”

– W 2013 roku straciłem stałą pracę i musiałem pożegnać się z etatem, a co za tym idzie – ze stałymi dochodami – wyznaje. 32-latek od pięciu nie zagrzał miejsca na stałe w żadnej firmie, ale o powrocie do rodzinnego domu nawet nie chce słyszeć. – Do dziś nie powiedziałem rodzinie, że straciłem robotę. To oznaczałoby przyznanie się do porażki – mówi. Jak twierdzi, poza Warszawą panuje stereotyp, że kto wraca ze stolicy w rodzinne strony na stałe, to znaczy, że jest nieudacznikiem.

Zamiast przyznać się do porażki, ale jednocześnie ratować domowy budżet, Wojtek woli tworzyć iluzję idealnego życia, gdzie ma wszystko i niczego mu nie brakuje. Iluzję, w którą wierzą rodzice, ale także przyjaciele z Warszawy.

– Przez te wszystkie lata nauczyłem się skutecznie kamuflować brak pieniędzy. Wszystko, co robię, jest na pokaz. Wolę nie zapłacić za prąd, ale kupić dobre ciuchy, by się ‚pokazać’. Wolę nie kupić jedzenia do domu, niż przyznać się przed znajomymi, że nie mogę iść z nimi na kolację, bo mój dzienny budżet to 10 złotych – wylicza.

BiedronkaBiedronka Fot. Mieczyslaw Michalak / Agencja Gazeta

Nieraz rozważałem pójście do lepiej płatnej pracy

Wojtek dodaje, że bywa, że ma tak mało pieniędzy na życie, że dzienna stawka spada nawet do 5 zł. Przekonuje, że podobnie jak on, żyje w Warszawie wielu. Wie o tym z internetowych forów.

Na pytanie, czy próbował w ciągu tych pięciu lat znaleźć lepiej płatną pracę, odpowiada: Oczywiście. Nieraz to rozważałem. Taka czeka na mnie chociażby… w Biedronce. Ale to jest właśnie przyznanie się do porażki – że nie wyszło mi w zawodzie. Wciąż liczę, że moja sytuacja się odmieni.

Z opublikowanego przez Główny Urząd Statystyczny raportu ‚Jakość życia w Polsce’ dowiadujemy się, że w 2016 roku wskaźnik złej samooceny budżetu domowego wyniósł aż 25,4 proc. Natomiast brak pieniędzy na żywność w 2015 roku dotyczyła ponad 5 procent gospodarstw domowych w Polsce.

BątąBątą Fot. Agata Grzybowska / Agencja Gazeta

„Jestem zmęczona takim życiem”

– Jestem zmęczona takim życiem – tłumaczy Ewa, 36-letnia mieszkanka Ursynowa. Podobnie jak Wojtek, wstydzi się, że zarabia mało. Żeby ukryć niskie zarobki, udaje przed znajomymi, że żyje w dostatku. – Zaczęłam pożyczać pieniądze jakieś dwa lata temu – wyjaśnia 36-latka. Dlaczego? – Zabrakło mi na czynsz, więc zdecydowałam się na zrobienie debetu. No i stało się. Dalej nie dało się już zatrzymać tej fali – życia na kredyt – wyznaje. Mimo to, nie rezygnuje z takiego stylu życia. Wciąż żyje ponad stan.

Jak przyznaje, mieszkała w wielu miastach Polski, zarówno w Poznaniu, jak i Krakowie, ale dopiero w Warszawie wpadła w problemy. – Pracuję w jednej z prywatnych firm, jako pomoc biurowa. Zarabiam niecałe trzy tysiące złotych miesięcznie. Mimo to, nie wystarcza mi na wszystko. Szczególnie odczuwam to, gdy spotykam się z przyjaciółkami na kawę. I wylicza: Z zazdrością słucham, jak jedna z koleżanek opowiada, że pojechała na wakacje do Włoch, a druga, że kupiła działkę pod Warszawą. A ja? Wstyd się przyznać, ale dla mnie nawet kawa za 12 złotych to bardzo duży wydatek.

Brak pieniędzy odbiera poczucie godności

I wyjaśnia, jak to możliwe: Ciężko pracuję, a nie stać mnie na wiele przyjemności. Większość swojej pensji wydaję na wynajem mieszkania, bo nie mam ani bogatego męża, ani zamożnych rodziców, którzy by mi je kupili. Do tego trzeba opłacić rachunki za telefon, kupić leki, coś do jedzenia, nakarmić psa i kota.

Ewa potwierdza jednocześnie słowa Wojtka. Trudno przyznać się do braku pieniędzy nawet przed najbliższymi: W najbliższy weekend przyjaciółka, z którą nie widziałam się już od dłuższego czasu, zaproponowała, abyśmy wybrały się do na hiszpański bufet śniadaniowy, czyli płacisz 30 zł i jesz, ile chcesz. Głupio mi odmówić. Stęskniłam się za Julią, chciałabym z nią miło spędzić czas. Ale nie przyznam się, że nie mam kasy, aby się z nią spotkać. Co zrobi 36-latka? – Pójdę i zapłacę kartą kredytową – mówi.

Przekonuje, że brak pieniędzy odbiera jej poczucie godności. – Może łatwiej by mi było, gdybym była bezdomna? Wtedy nikt by ode mnie niczego nie oczekiwał.

Wnętrza Multikina w Złotych Tarasach, Warszawa - 2007Wnętrza Multikina w Złotych Tarasach, Warszawa – 2007 Robert Majkut Design

„Tylko nie mów nikomu, że sobie nie radzisz”

Paulina, 30-latka z Warszawy, mówi, że poczucie wstydu jest jednym z głównych motorów napędowych udawania idealnego życia. – Ja nie mówię, że nie stać mnie na życie w Warszawie, bo nikogo takie tłumaczenia nie interesują. Raz powiedziałam przyjaciółce o moim problemie, to skwitowała to słowami: „Tylko nie mów nikomu, że sobie nie radzisz, bo wyjdziesz na niedojdę”. Więc nigdy nie powiedziałam – wyznaje.

Paulina jest dziennikarką. Pracuje dla jednego z ogólnopolskich portali internetowych. – Panuje stereotyp, że ludzie w mediach zarabiają ogromne pieniądze, gdy w rzeczywistości ja zarabiam niecałe dwa tysiące złotych – mówi. W efekcie to, co zarobi, wydaje od razu na czynsz, który wynosi 1800 złotych. – Zostaje mi dwieście złotych w kieszeni, co na warszawskie realia jest śmieszną kwotą – dodaje.

Arkadia Warszawa Arkadia Warszawa PRZEMEK WIERZCHOWSKI

„Presja „warszawki” jest tak duża, że zaciągnęłam kredyt, żeby kupić iPhone’a”

Domowy budżet reperuje dodatkowymi zleceniami, jak pisanie tekstów reklamowych, ale, jak opowiada, są to sumy rzędu 300 złotych w miesiącu. Paulina mówi, że z taką sumą pieniędzy powinna siedzieć w domu, jeść jedzenie z dyskontu i zapomnieć o życiu towarzyskim. Zamiast tego, umawia się z koleżankami na lunche.

– Mam do wyboru: albo zapełnić lodówkę jedzeniem i skazać się na towarzyską banicję, albo wyjść na tzw. miasto – mówi. Żeby normalnie żyć, Paulina od kilku lat żyje na kredyt. – Zaczęło się od małej pożyczki na iPhone’a, bo wszystkie koleżanki miały takie telefony. Potem zdecydowałam się na kartę kredytową, by mieć zawsze pieniądze przy sobie – tłumaczy warszawianka. – Byłam zmęczona wiecznym tłumaczeniem się, dlaczego nie wybieram się na wieczór panieński znajomej czy na urodziny kolegi. Prawda była taka, że nie było mnie na te imprezy po prostu stać – dodaje.

Czy Paulina próbowała znaleźć lepiej płatną pracę? – Lubię swoją pracę. Zarabiam tyle, że starcza mi na czynsz. Wciąż mam nadzieję, że wszystko się ułoży. Jeżeli kiedyś miałabym porzucić swój zawód, musiałabym być o tym w stu procentach przekonana. Na razie nie widzę się w innej branży – wyjaśnia.

Multikino w warszawskim centrum handlowym Złote TarasyMultikino w warszawskim centrum handlowym Złote Tarasy Adam Stępień

„Niemal każde wyjście na miasto opłacam z kredytu”

Paulina stwierdza, że na początku „życie na kredyt” miało być tylko na chwilę, aż uda się załatać domową dziurę w budżecie. Stało się inaczej.

– Dziś niemal każde wyjście na miasto jest opłacane z kredytu. Wiem, że to iluzja wspaniałego życia w Warszawie, o którym tak wielu marzy. Życia, w którym stać mnie na wszystko i nie muszę sobie niczego odmawiać. – Ale prawda jest taka, że zarabiam zbyt mało, do czego się nie przyznam. Więc wolę udawać bogatszą niż jestem i żyć na kredyt – podsumowuje.

To, że zaczynamy żyć coraz chętniej na kredyt, pokazują nawet raporty Narodowego Banku Polskiego. Tylko na koniec trzeciego kwartału 2017 roku znajdowało się na rynku polskim aż 38,5 mln kart płatniczych, z czego duża część to karty kredytowe.

Zdjęcie ilustracyjneZdjęcie ilustracyjne Shuttershock

Psycholog: Takie życie jest bardzo stresujące

Psycholog Adam Konrad Lewanowicz wyjaśnia, skąd takie zjawisko się bierze. – Do Warszawy wielu ludzi przyjeżdża z nastawieniem, by osiągnąć sukces. Niestety, na miejscu dochodzi do tzw. zderzenia z rzeczywistością, czyli okazuje się, że życie w tak dużym mieście jest droższe. Wielu nie potrafi tej rzeczywistości sprostać i zaczyna się pojawiać widmo porażki, czyli „nie udało mi się w Warszawie, co powiedzą rodzina i przyjaciele?”. Dla wielu to główny powód, by zacząć sięgać np. po kredyty niż przyznać się do słabości – dodaje.

Psycholog wyjaśnia, że z tzw. życiem na pokaz trzeba uważać, bo może mieć dla niektórych zgubne skutki: takie życie jest bardzo stresujące. Gdy stres trwa zbyt długo, niektórzy przestają sobie z nim radzić – wyjaśnia Lewanowicz. – Jedni skorzystają np. z porady psychologa, inni niestety sięgną po używki – dodaje.

Z drugiej strony podkreśla, że samo posiadanie kredytów nie musi być negatywne w skutkach i uspokaja: Są ludzie, dla których jest to bardzo mobilizujące.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: