NA ŻYWO 20.30 M.MACIAK I J.CALEIB " CENZURA CZY WYMAZYWANIE HISTORII "24 czerwca 2019
24 godziny temu.

M-forum A.V Live.

Najnowsze informacje , Polska i świat artykuły przedruki filmy zdjęcia i dokumenty.Unikatowe informacje i materiały które na innych portalach są cenzurowane z przyczyn politycznej poprawności.

PASEK REKLAM

WSPARCIE DAROWIZNA NA UTRZYMANIE STRONY W ZAKRESIE OPŁAT STAŁYCH INTERNET CHAT LIVE ROZMOWY TELEKONFERENCYJNE

€1,00

WSPARCIE FINANSOWE PRZELEW BANKOWY

MILLENNIUM BANK W POLSCE : 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  do przelewów

zagranicznych IBAN: PL 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  BIC (SWIFT) – BIGBPLPW

W tytule przelewu wpisz DAROWIZNA , inaczej opisany przelew nie dojdzie

 

„Zwerbowany przez KGB, wsypany przez żonę, zamordowany przez syna”

OCENA KONTA AUTORA
OCEŃ TEN WPIS !
DZIĘKUJĘ ZA OCENĘ

Żołnierz armii amerykańskiej Robert Lee Johnson latami próbował zaimponować przełożonym. Gdy zrozumiał, że to się nie uda – poszedł do KGB. Początkowo i tu wydawało się, że wiele nie zdziała. Aż w końcu, z dnia na dzień, stał się jednym z najważniejszych agentów w historii.

  • W pierwszej połowie lat 50. wywiad ZSRR namówił chcącego uciec na Wschód amerykańskiego żołnierza do powrotu i zostania agentem KGB
  • Mężczyzna latami nie dostarczał wartościowych informacji, ale w końcu uzyskał dostęp m.in. do planów wojennych NATO
  • Szczegóły jego dekonspiracji pozostają niejasne, niemniej wszystko wskazuje na to, że zeznawała przeciwko niemu żona
  • Mężczyzna został zamordowany w więzieniu przez własnego syna

Na granicę pomiędzy Wschodem i Zachodem doprowadziły go niespełnione ambicje. Sierżant Johnson od dawna czuł się rozgoryczony faktem, iż jego kariera w amerykańskiej armii rozwija się w żółwim tempie, a pole manewru ograniczone jest do paru metrów kwadratowych wokół biurka. Może inaczej podchodziłby do swojego losu, gdyby przynajmniej stemplował istotne dokumenty, ale tak nie było. Dla żołnierza przeświadczonego o swojej wyższości i ogromnym potencjale praca biurowa była prawdziwym policzkiem.

Niepewna inwestycja

Zimą 1953 r. 31-letni Johnson uległ frustracji i postanowił zemścić się nie tylko na przełożonych i armii amerykańskiej, ale na całej ojczyźnie. Zamierzał tego dokonać, przechodząc na stronę wschodnią i układając sobie życie w jednym z dużych rosyjskich miast. Naiwnie, miał chyba nadzieję, że wieczny dostatek zapewnią mu posiadane, niezbyt istotne informacje.

Jako że służył wówczas w Berlinie Zachodnim, nie musiał długo szukać oficerów KGB skłonnych do rozmowy. Aby jeszcze bardziej ułatwić sobie zadanie, na zwiady wysłał najpierw partnerkę – byłą prostytutkę austriackiego pochodzenia, z którą tworzył toksyczny związek. Kobieta faktycznie przetarła szlaki i nawiązała pierwszy kontakt ze służbami specjalnymi ZSRR. Wyznaczone zostało spotkanie i wkrótce Johnson stawił się ze swoją ofertą. Gdyby była atrakcyjna, to KGB z pewnością przyjęłoby Amerykanina z otwartymi ramionami w Moskwie.

Oficerowie szybko zorientowali się jednak, że zakres wiedzy przybysza jest znikomy. Nie zamierzali mimo wszystko zrezygnować z nadarzającej się okazji. To, że Johnson nie dysponował wówczas tajemnicami armii amerykańskiej, nie oznaczało przecież, że nie będzie miał takowych w przyszłości. Namówili go więc, aby zamiast uciekać na Wschód, grzecznie wrócił do swojej jednostki, dobrze się sprawował i piął po szczeblach kariery, co miało mu zostać odpowiednio wynagrodzone. KGB nie zdawało sobie jeszcze sprawy, z jak zaskakująco dużą nawiązką zwróci się inwestycja w Johnsona.

Szpieg w Vegas

Johnson zrobił tak, jak mu nakazano. Posłusznie kontynuował służbę, licząc, że w końcu odegra się na przełożonych, wchodząc w posiadanie tajnych dokumentów, które następnie przekaże KGB. Wkrótce faktycznie udało mu się uzyskać dostęp do teczek, które według prawa nie powinny ujrzeć światła dziennego, ale jednak charakter i waga informacji w nich zawartych nie dały mu upragnionej satysfakcji.

W 1956 r. poddał się, zrezygnował ze służby i wrócił do Stanów Zjednoczonych, jednocześnie urywając kontakt z KGB. Jak na człowieka, który właśnie zrezygnował zarówno z kariery żołnierza, jak i szpiega, nie przejmował się zbytnio zadbaniem o dobre ulokowanie swoich pieniędzy. Od teraz jego głównym zajęciem miało być przesiadywanie w kasynach Las Vegas. Niezaskakująco, wkrótce zbankrutował, a jego partnerka (i wówczas już żona) zmuszona była wrócić do prostytucji.

Niedługo później z pomocą przyszli znajomi z KGB, którzy zaproponowali, aby mężczyzna raz jeszcze spróbował swoich sił w armii. W zamian oferowali regularną pensję w wysokości 300 dol. miesięcznie. Skuszony możliwością zarobku, jak i niezmiennie upragnionej zemsty, Johnson odzyskał pracę w wojsku i trafił do wyjątkowo interesującej Wschód bazy w Kalifornii.

Gdy wydawać się mogło, że lepiej być już nie może, przeniesiono go do Francji. W marcu 1961 r. uzyskał przydział do centrum logistycznego na lotnisku w Orly koło Paryża. Przez ten punkt codziennie płynęła korespondencja z Waszyngtonu skierowana do strategicznych baz NATO w Europie i tym samym Johnson z dnia na dzień stał się jednym z najważniejszych źródeł wywiadu ZSRR.

Niepewny człowiek, pewna informacja

Latem 1962 r. w Genewie początek miała jedna z największych afer szpiegowskich okresu zimnej wojny. Podczas podróży służbowej oficer KGB Jurij Nosenko nawiązał współpracę z CIA. Dwa lata później uciekł do USA, gdzie Amerykanie nabrali podejrzeń, że może być prowokatorem. Jednym z powodów nieufności był fakt, iż Rosjanin uparcie twierdził, że Lee Harvey Oswald, zamachowiec, który odebrał życie Johnowi F. Kennedy’emu, nie pracował dla KGB.

Nosenkę przesłuchiwano przez trzy lata, stosując przy tym niedozwolone metody (uniemożliwianie wypoczynku, podawanie narkotyków i inne). Finalnie CIA uznała, że wcale nie jest podstawiony przez rosyjski wywiad i wypuściła go na wolność, chociaż niektórzy świadkowie tamtych wydarzeń do dziś twierdzą, że obdarzenie szpiega zaufaniem było błędem. Znaczna część podanych przez niego informacji była prawdziwa i wyjątkowo wartościowa, ale to nie dowodzi jeszcze niczego – zasady mówią bowiem jasno, że w przypadku prowokacji kłamstwa należy mieszać z prawdą w celu uwiarygodnienia się w oczach drugiej strony. Tak czy inaczej – faktem pozostaje, że Rosjanin opowiedział oficerom CIA niezmyśloną historię, której bohaterem był Robert Lee Johnson (chociaż nigdy nie padło żadne nazwisko).

Jak wynika z odtajnionych dokumentów amerykańskich służb, Nosenko w 1964 r. (chwilę przed wyjazdem do USA) poinformował, że w „ważnym obiekcie wojskowym w okolicy Paryża” niedługo wcześniej działał rosyjski agent, a dostarczane przez niego teczki pełne tajemnic trafiły nawet na biurko I sekretarza KC KPZR (i jednocześnie premiera ZSRR) Nikity Chruszczowa. Nosenko zapewniał, że szpieg nadal pracuje na rzecz KGB, chociaż nie ma już dostępu do tajnych dokumentów.

Robert Lee Johnson faktycznie umożliwił KGB wgląd w sekrety amerykańskiej armii, a pochodziły one ze znajdującego się na terenie lotniska w Orly skarbca. Do wnętrza prowadziły dwie pary drzwi – jedne z zamkiem kluczowym, a drugie szyfrowym. Problem pierwszych szpieg rozwiązał poprzez wykonanie odcisków kluczy, z kolejnymi był natomiast większy kłopot. Z zeznań Nosenki wynika, że Johnson do ustalenia kombinacji użył promieniowania. Na myśl przychodzi tu tzw. metoda gammagraficzna, znana także służbom specjalnym PRL i polegającą na uzyskaniu obrazu znajdujących się wewnątrz zamka tarcz poprzez prześwietlenie mechanizmu.

Zastosowanie takiej metody wymaga jednak ogromnych umiejętności, precyzji i przede wszystkim wykorzystania wyjątkowo silnego i szkodliwego dla zdrowia izotopu. Nawet najmniejszy błąd może doprowadzić do tragedii. Na świecie istniała zaledwie malusieńka grupka ekspertów umiejących przeprowadzić takie badanie w warunkach konspiracyjnych (przez wiele lat wątpiono, że jest to w ogóle możliwe), dlatego trudno uwierzyć, że z zadaniem w pojedynkę poradziłby sobie Johnson.

Szpieg miałby problem nie tylko z ustawieniem, ale już nawet z samym wniesieniem na teren lotniska potrzebnego, bardzo ciężkiego sprzętu. Niewykluczone więc, że co najmniej raz zdołał wpuścić do środka Rosjan, którzy przeprowadzili badanie. Po otrzymaniu od nich szyfru Johnson mógł działać samodzielnie, aż do momentu zmiany kombinacji.

Na służbie się nie śpi

Johnson wchodził do skarbca wyłącznie podczas nocnej zmiany. Znalezione wewnątrz dokumenty (wśród nich, chociażby bezcenne plany wojenne) wywoził poza teren lotniska, gdzie czekał na niego oficer KGB. On znowuż przekazywał wszystko czekającym w ambasadzie rosyjskiej specjalistom, którzy na co dzień pracowali w kontrwywiadzie i do Paryża przyjeżdżali wyłącznie w celu bezśladowego otwarcia specjalnych worków i kopert, w które pakowano tajną korespondencję. Po wyjęciu fotografowali każdą kartkę i możliwie najprędzej zwracali materiały Johnsonowi. KGB angażowało się w powyższe działania aż do momentu, gdy nagle prysło zaufanie do Amerykanina.

Szpieg popadł w niełaskę, gdy zaspał i spóźnił się na jedno ze spotkań z oficerem prowadzącym. Miał wówczas otrzymać dokumenty zabrane parę godzin wcześniej ze skarbca. Mimo że w końcu zdążył w porę odłożyć je na miejsce, Rosjanie najprawdopodobniej uznali, że warto zrobić przerwę i zawiesili współpracę. Według innych teorii mogli też obawiać się, że chaotyczne działania Johnsona doprowadziły już do dekonspiracji, a wszystkie „zdobyte” w przyszłości dokumenty będą tak naprawdę odpowiednio dobrane przez amerykańską armię. To, co otrzymali wcześniej i tak dało im już gigantyczną wiedzę na temat wroga.

W 1964 r. Jurij Nosenko zapewniał przesłuchujących go oficerów CIA, że Johnson nadal jest aktywnym agentem, ale wszystko wskazuje na to, że w rzeczywistości współpraca była zerwana, lub przynajmniej zawieszona. I tak niewiele to zmieniało w kontekście wejść do skarbca w Orly, bo Johnson został przeniesiony z powrotem do Stanów Zjednoczonych, gdzie objął stanowisko kuriera w Pentagonie. Nie miał tam dostępu do tak istotnych dokumentów, jak w Paryżu, niemniej na pewno mógłby się Rosjanom bardzo przydać. Zniknął jednak jeszcze zanim odzyskał zaufanie KGB.

W październiku 1964 r. podjął z banku ponad 2 tys. dol. i udał się w bliżej niesprecyzowane miejsce. Po miesiącu armia zgłosiła ten fakt do FBI. Według najbardziej znanej wersji wydarzeń Johnson wpadł dlatego, że jego zniknięcie najbardziej rozzłościło małżonkę, która poinformowała służby o jego współpracy z Rosjanami. Niektórzy badacze twierdzą też, że szpieg sam zgłosił się na policję, ale wyłącznie w celu ujawnienia, że jest dezerterem, natomiast szczegóły jego działalności na rzecz obcego wywiadu żona ujawniła, dopiero gdy służby poprosiły o rozmowę.

Parę łączyła wyjątkowo toksyczna więź i wszystko wskazuje na to, że kobieta faktycznie zeznawała przeciwko mężowi. Niewykluczone jednak, że zachęcił ją do tego ktoś, kto wiedział, lub chociaż podejrzewał, że Johnson jest szpiegiem. Dzięki rozmowom z Nosenką amerykańskie służby już od jakiegoś czasu miały przecież informacje o przecieku we Francji. W pewnym momencie Johnson zdołał też zwerbować do współpracy z KGB swojego kolegę, co także mogło doprowadzić do szybszej dekonspiracji. Mimo że mężczyźni działali osobno, wiele ich łączyło – w tym także wyrok 25 lat pozbawienia wolności, który zapadł w połowie 1965 r.

Po siedmiu latach spędzonych w więzieniu przemiłym zaskoczeniem musiała być dla Johnsona informacja, że chce go odwiedzić syn. Chłopak był weteranem wojny w Wietnamie. W maju 1972 r. przyjechał do zakładu karnego i na przywitanie dźgnął ojca prosto w serce. Śledczych poinformował tylko, że motywem morderstwa była „sprawa osobista”.

zrodlo: https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/zwerbowany-przez-kgb-wsypany-przez-zone-zamordowany-przez-syna/y5qsfm5

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: