DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY
    UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

CZERWONE
miejsce-na-reklame.

KLĄTWA FARAONA W DZIECIĘCEJ WANIENCE .. „trupia pleśń”

10.00 avg. rating (98% score) - 3 votes

 

 

A TU DODATEK DLA DOCIEKLIWYCH

Ostrzegano przed klątwą Na przełomie lat 1972/1973 i w ciągu wielu miesięcy roku 1973, podczas prac remontowych i konserwatorskich w kaplicy Świętokrzyskiej, otwarto grób wielkiego władcy Kazimierza Jagiellończyka, a wcześniej jego żony Elżbiety Rakuszanki. Badaniom i robotom zabezpieczającym w grobach i ich otoczeniu przez cały czas towarzyszyły liczne i cenne odkrycia naukowe. Także sekrety, przesądy i przestrogi przed klątwą, grożącą zwolennikom, jak i przeciwnikom decyzji o otwieraniu grobów. Zabobonny strach zajrzał w oczy uczestnikom i świadkom tego wielkiego wydarzenia, gdy niebawem dziać się poczęły dziwne rzeczy: nastąpiła seria nagłych, zgoła tajemniczych śmierci. W pełni sił, w średnim wieku zmarli najpierw czterej świadkowie: Feliks Dańczak (12 kwietnia 1974 roku), doktor inżynier Stefan Walczy (28 czerwca tegoż roku), w sześć tygodni po nim inżynier Kazimierz Hurlak (6 sierpnia), a wiosną 1975 roku inżynier Jan Myrlak (17 maja). Na Wawelu i wokół niego zawrzało. Ludzie nie ukrywali lęku: czyżby miała się powtórzyć historia identyczna jak w przypadku „klątwy Tutenchamona”, która zbulwersowała świat w latach dwudziestych i trzydziestych naszego wieku? (…) Piątek trzynastego Po raz pierwszy zaglądnięto do wnętrza grobu królewskiego 13 kwietnia 1973 roku i było to na dodatek w piątek – ten fakt ujawniam z udostępnionego tylko mnie, ręcznie pisanego diariusza głównego archeologa wawelskiego, Stanisława Kozieła. Gdy dowiedział się, że piszę tę wawelską opowieść, zdecydował się na dorzucenie faktów, których nigdzie nie znajdziecie, w żadnych protokołach ani innych oficjalnych dokumentach. Pod ową feralną, trzynasto-piątkową datą Kozieł pisze: „W myśl poprzednich ustaleń i decyzji profesorów Jerzego Szablowskiego i Alfreda Majewskiego wykonano poziomy otwór o średnicy 2 centymetrów, usytuowany w południowej ścianie krypty króla Korybuta Wiśniowieckiego. Stwierdzono, że ogólna grubość muru krypty Wiśniowieckiego i grobowca Kazimierza Jagiellończyka wynosi 90 centymetrów. Dowierciliśmy się do wnętrza komory grobowej Kazimierza Jagiellończyka”. – Gdy tylko ów świder po przewierceniu 90 centymetrów trafił w pustkę – opowiada mi Stanisław Kozieł – doszliśmy do wniosku, że jest to właśnie komora grobowa króla. Natychmiast jednak wyłonił się nowy problem: przecież wywiercony otwór miał aż 90 centymetrów długości i raptem 2 centymetry średnicy. Nie udało się nam więc zobaczyć, co jest w środku. Wszyscy byli trochę zawiedzeni. Jednak inżynier Jan Myrlak – ówczesny kierownik Działu Budowy na Wawelu i wielki entuzjasta tych badań, ten sam, który nam przysłał wcześniej dwóch robotników ze świdrem, kamieniarza Władysława Brożka i mistrza Jana Mazura – nie tracił humoru i obiecał skonstruować stosowną lampę. Na drugi dzień pojawił się zdyszany, z drugim prętem, cienkim, z przytwierdzoną żaróweczką podłączoną kablem do płaskiej baterii od latarki. Wziernikujemy zatem. Wynalazcy tego „kociego oczka” należało się pierwszeństwo, po nim kolejno zaglądamy do grobowca. I znów rozczarowanie: przez tak długi otwór o małej średnicy widać mniej niż przez dziurkę od klucza. Mała żaróweczka, słaba na dodatek, skąpo oświetlała niewielki wycinek wnętrza grobu i wydobywała z mroku jakieś tajemnicze cienie i coś z drewna. Wziernikowanie powtarzaliśmy kilkakrotnie, doskonaląc technikę posługiwania się lampą, lecz bez większych rezultatów poznawczych. Kierujący pracami profesorowie Jerzy Szablowski i Alfred Majewski zadecydowali, by odkuć jeden z kamiennych ciosów w ścianie grobu, a następnie usunąć go komisyjnie i przeprowadzić wstępne oględziny wnętrza. Ciekawość zwyciężyła – Ta długo oczekiwana chwila nadeszła rankiem 7 maja 1973 roku – kontynuuje Stanisław Kozieł. – Poprzedzała ją nerwowość samych oczekiwań i sprzecznych dążeń. Najpierw Stefan Walczy odwodził wszystkich od myśli o otwieraniu grobu; on, zwykle powolny, celebrujący chód i zachowanie, teraz stał się nazbyt ożywiony i wyraźnie niespokojny. Przyniósł książkę Cerama „Bogowie, groby i uczeni”, na głos odczytywał fragmenty o spełnionej „klątwie Tutenchamona”. Na korytarzach opowiadał kolegom o serii ofiar spowodowanej otwarciem grobu egipskiego faraona. Jednym to przemawiało do wyobraźni i przekonania, inni po kątach wyśmiewali się z nerwowości skądinąd bardzo zrównoważonego człowieka, którego szanowali za jego pracę i wiedzę, nie tylko przecież tyczącą Wawelu. Owa ochota do powiększania wiedzy o taką tajemnicę wzgórza spowodowała przełamanie obaw; ciekawość badacza jest zawsze największą siłą motoryczną odkryć bez względu na skutki. Tak stało się i teraz. W pewnym momencie Walczy zaczął nawet pokpiwać ze swoich niedawnych przeczuć, ale raz powiedział naczelnemu inżynierowi Kierownictwa Odnowienia Wawelu, Czesławowi Doboszowi: „Kto pierwszy tam wejdzie, ten pierwszy zejdzie…”. I wszedł jednak pierwszy. Po nim zaś – Stanisław Kozieł. – Kiedy przyszła moja kolej – wspomina Staszek – wcisnąłem się głęboko w wykuty wąski otwór. Światło reflektora tworzyło we wnętrzu komory grobowej różne plamy i cienie o przedziwnych kształtach; fragmenty drewna z trumny, przetykane strzępami tkaniny, robiły wrażenie dynamicznego ruchu, który zamarł na moment, wstrzymany niewidzialną ręką. Konstrukcję tej „dekoracji” poznałem za chwilę. Stanowiły ją trzy grube żelazne pręty, osadzone wzdłuż ścian grobowca na wysokości 80 centymetrów od dna. To właśnie na nich spoczywała niegdyś drewniana trumna – po długim czasie zbutwiała i przełamała się w połowie, opadając na posadzkę. Teraz tylko zagłówek trumny wspierał się nadal na jednym pręcie, a w górze – niczym skrzydło baśniowego smoka – zawisło przekrzywione płaskie wieko trumny, zachowane w całości. Manipulując światłem, rejestrowałem w pamięci nowe szczegóły: pośrodku, ze szczątków trumny rozsypywanych na dnie grobowca, wyłaniała się rękojeść miecza, tkwiąca niemal pionowo, a przy niej czaszka patrząca oczodołem spod kawałka deski. Szukałem oczami innych regaliów, złożonych wraz z królem do grobu. Bez rezultatu. Jedno dla mnie nie budziło wątpliwości – przed nami nigdy nie było tu nikogo. Otworzyliśmy grób królewski po bez mała pięciuset latach od pogrzebu monarchy. Grobowiec ten usytuowany jest w południowo-zachodnim narożu kaplicy Świętokrzyskiej, bezpośrednio pod sławnym nagrobkiem dłuta Wita Stwosza – dopisał Stanisław Kozieł dla porządku w swoim pamiętniku eksploracji.(…) Nie olśnił oczu odkrywców blask bogactw – jak to było w przypadku grobu Tutenchamona w Dolinie Królów. Nie ta epoka, nie te zwyczaje. Tu widać było przesadną skromność, a nawet surowość średniowiecza. I – co tu ukrywać – wręcz skąpstwo panów litewskich. Tak wiele mu zawdzięczali, a w ostatnią drogę z Grodna do Krakowa tak ubogo wyposażyli wielkiego księcia litewskiego. Działo się to w roku 1492, a więc tym samym, w którym karawele Kolumba dopływały do brzegów Ameryki. Wraz z zatrzaśnięciem wieka trumny Jagiellończyka zamknął się okres polskiego średniowiecza. Dlaczego król tak biednie został pochowany? Dlaczego w Krakowie nie zmienili trumny i nie włożyli do niej insygniów grzebalnych? – zastanawiał się, patrząc z rozczarowaniem w otwarty grób królewski, inżynier Czesław Dobosz, który właśnie bezpośrednio pełnił nadzór w zastępstwie profesora Alfreda Majewskiego (był on wówczas generalnym konserwatorem zabytków i rzadziej bywał na Wawelu). Może dlatego, że król poważnie chorował przed śmiercią i gdy kondukt, ciągnący od Litwy ponad miesiąc w upałach, dotarł do Krakowa, bano się otworzyć królewską trumnę w strachu przed posianiem zarazy? Zanim nastąpił ów ważny dzień 19 maja 1973 roku – dzień oficjalnej kardynalskiej decyzji o otwarciu grobu – ekipa techniczna zdążyła skonstruować we wnętrzu kaplicy Świętokrzyskiej drewnianą podłogę i takież stoły robocze do rozłożenia królewskich szczątków i innych znalezisk. *tekst jest fragmentem książki Zbigniewa Święcha pt. „Klątwy, mikroby, uczeni”

Czytaj więcej: http://www.gazetakrakowska.pl/artykul/3441137,gdy-otwarto-grob-krolewski-zaczela-dzialac-klatwa-jagiellonczyka,id,t.html

miejsce-na-reklame.
CZERWONE

20 thoughts on “KLĄTWA FARAONA W DZIECIĘCEJ WANIENCE .. „trupia pleśń”

  1. https://www.money.pl/gospodarka/wiadomosci/artykul/rzad-pis-nagrody-beata-szydlo,134,0,2396294.html

    Sekretarze i podsekretarze stanu dostaną po 51,4 tys zł. Nagrodzeni to m.in. sekretarz stanu Jacek Babalski czy podsekretarz stanu Rafał Romanowski. Ogółem na nagrody w Ministerstwie Rolnictwa przeznaczono niemal sześć milionów złotych

    W grudniu zeszłego roku gazeta podliczyła także, ile nagród w postaci premii i dodatków dostali urzędnicy w rządzie odchodzącej premier Beaty Szydło. Okazało się, że na ten cel przeznaczono 200 mln zł. Płonne są nadzieje, że wraz z nowym premierem, Mateuszem Morawieckim, sytuacja ta może ulec zmianie. Był on bowiem najbardziej hojnym dla swoich podwładnych, którym rozdał przez dwa lata 71 mln zł.

    1. Filmuj słodziaka i archiwizuj … jak wejdzie w „głupi wiek” i będzie Ci zarzucać, że go nie kochasz i nie rozumiesz – to będziesz miał mu co pokazywać 😉 😛

  2. Siły Zbrojne Ukrainy w Donbasie zabijają ochotników z banderowskiego Prawego Sektora – poinformował znany rosyjski pisarz Zachar Prilepin, który walczy po stronie Donieckiej Republiki Ludowej.

    „Wkroczyli na teren dwóch naszych wiosek – Gladosowo i Trawnewoje. Nasi snajperzy tam przebywali i byli bardzo zaskoczeni tym, że ukraińska armia strzelała do ochotników z Prawego Sektora.

    Zabili oni w tych dwóch wioskach już czternastu lub szesnastu ludzi, prawdopodobnie dlatego, że nie są w stanie wykonywać rozkazów oraz nieustannie prowokują konflikty.

    Źle obchodzą się z bronią, zajmują wsie, wzniecają pożary, itd. W tej sytuacji ukraińska armia stała się zakładnikami całej sytuacji, więc zaczynają ich karać.

    Amerykanie zaczynają rozumieć, że kiedy zaopatrują tych gości w broń, ci natychmiast rozpoczynają prowokację oraz sianie chaosu i wtedy właśnie są zabijani przez własnych ludzi. My nie musimy nawet w tym brać udziału.”, mówi Prilepin.

    (na podstawie fort-russ.com opracował Tomasz Szymkowiak)

    Komentarz Redakcji: Ostatni błąd ukraińskiego nacjonalizmu jeszcze długo będzie mścił się na prozachodnich naiwniakach zaczadzonych banderyzmem, aż do momentu ich fizycznej eliminacji… Lub przejścia na właściwe pozycje geopolityczne i ideologiczne.

    1. szatany zjednoczone , jak antyMidasy – czego się nie dotkną – w gówno się zamienia … II dżihadyści 🙁 🙁 🙁

    2. normalni Ukraińcy nienawidzą banderszczochów

      żydłackim zwyczajem z Wehrmachtu i niezwyciężonej armii ż-sowieckiej, w 1-ych latach konfliktu donbaskiego (a teraz?) stali w szwadronach za nowymi poborowymi, strzelając w głowę w razie niewykonywania rozkazu… znaleziono wtedy masowe mogiły takich Ukraińców na froncie i okolicach

      to że role się odwróciły, dobrze świadczy o Ukraińcach w wojsku

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: