Podłość ciemniaków – Publicysta „Rzeczpospolitej” proponuje deportację polskich Tatarów.

SUMA OCEN
Our Reader Score
[Total: 0 Average: 0]

Dla  niedouczonych  ćwoków  mieniących  się  dziennikarzami  

link  

WZÓR MĘSTWA PATRIOTYZMU I POSTAWY OBYWATELSKIEJ

TO NASI POLSCY TATARZY

OSTATNIA SZARŻA TATARSKA NA POLU BITWY

„Słynęli z odwagi i braku litości dla wrogów. Przeciwnicy często uciekali na sam ich widok.”

Wszyscy nasi Tatarzy szlachta !!

==============================

Publicysta „Rzeczpospolitej” proponuje deportację polskich Tatarów. Mniej niż opinia Dominika Zdorta szokuje mnie to, że – zdawałoby się – poważna gazeta tę opinię drukuje.

Nie na tym polega wolność słowa, by w liczących się mediach można było pleść, co komu ślina na język przyniesie.

Co do meritum – nie ma o czym mówić. Tekst Zdorta pokazuje, dokąd może prowadzić polska wersja islamofobii. Nie ma żadnych podstaw, by oskarżać zbiorowo kilka tysięcy obywateli polskich o nielojalność wobec Polski i zapędy terrorystyczne.

Nie jest dowodem przeciwko polskim Tatarom muzułmanom, że ich duchowny Tomasz Miśkiewicz, studiował arabski i teologię islamską w świecie muzułmańskim.

Polscy księża studiują w katolickich uczelniach na ziemi włoskiej, bo tam jest centrum światowego katolicyzmu. Nie słyszałem też o jakichkolwiek zarzutach naszych służb specjalnych przeciwko imamowi czy gminie muzułmańskiej związanych z nielegalnym ich finansowaniem.

Słowem, rozróba w stylu polskiej „niepokorne” prawicy. Dowalić i uciec. Niech się Tatarzy przestraszą, niech się tłumaczą, że żyją na polskich ziemiach od kilkuset lat, a niektórzy oddali za Polskę życie na frontach wojennych i w Katyniu.

Hasło deportacji w moim odczuciu kompromituje moralnie i intelektualnie nie tylko autora, lecz redakcję, która taki tekst opublikowała. Zbiorowe deportacje były narzędziem tyranów i reżimów totalitarnych. Zbiorowa deportacja i internowanie amerykańskich Japończyków podczas wojny USA z Japonią do dziś jest plamą na honorze państwa amerykańskiego, choć nie była wstępem do ludobójstwa, jak deportacja Żydów, Ormian, Polaków czy Czechów pod okupacją hitlerowską. Dziś na Bliskim Wschodzie dżihadyści masowo deportują chrześcijan i inne mniejszości.

Uważam, że artykuł przekroczył granice wolności słowa w sferze publicznej i może być zrozumiany jako wezwanie do przestępstwa przeciwko grupie polskich obywateli. Ostatni raz w naszej części Europy deportował z Krymu Tatarów Stalin. W obawie, że rzekomo przyłączą się do wojsk niemieckich atakujących Rosję sowiecką.

Teraz polski publicysta w dużym polskim dzienniku rzuca hasło rodem ze słownika współczesnych czarnych sotni.

Nikczemność.

8 komentarzy do “Podłość ciemniaków – Publicysta „Rzeczpospolitej” proponuje deportację polskich Tatarów.”

    1. A JA MYŚLĘ ŻE KTOŚ MU PO PROSTU KAZAŁ I ZAPŁACIŁ NIEMA TO JAK WSKAZAĆ WROGA PALCEM – NIESTETY 90% KATOLIKÓW POLSKICH UWIERZY I W TO …..

    2. W ramach wytycznych z ” lunii”.Polak-katolik musi byc ” antysemita” i do tego wedle dyrektyw brukselskich ” islamofobem”.Ma byc po europejsku..W Polsce tez musza byc ” anysemici” i ” islamofobii”.Na wytyczne nie ma mocnych..Beda dziennikarzyny pacholki wszystko robic,aby bylo w zgodzie z dyrektywami..Ktos szykuje ideologiczne podwaliny do wojny religijnej z muzulmanami.Trza przecie wpierw grunt propagandowo przygotowac..No i ta paniusia juz jest w awangardzie tegoz..tfuj..swinstwa.Tak swoja droga..Za tej przebrzydlej komuny bylo cicho sia..Nie bylo polskich Tatarow.Byli Polacy..Nie bylo tez Tatarow muzulmanow..No w tej demokracji nagle sie znalezli i Tatarzy i w dodatku muzulmanie..Moze jakies wytyczne stworzyly to nowum..Jesli stworzyly jakies sily, to w jakims celu..Moze celu nie bylo..No ale w obecnej sytuacji , kiedy tzw.zachodni swiat walczy z muzulmanami w wojnach religijnych, to i polscy muzulmanie beda dobrzy do roznej propagandy..W dodatku Tatarzy, a jak by mniej Polacy..Bo przecie Tatarzy polscy..hmmm..Paskudna sprawa moze byc..

  1. Wszyscy nasi Tatarzy szlachta, choć bisurmanie. Na Litwie widziałem całe wsie przez nich zamieszkałe. Tam ich zowią Lipkami, a tutejsi Czeremisów noszą miano. Długi czas wiernie służyli Rzeczypospolitej, za chleb się jej wywdzięczając, ale już za czasów inkursji chłopskiej wielu ich do Chmielnickiego poszło, a teraz, słyszę, poczynają się z ordą obwąchiwać. – mówił pan Zagłoba (…)
    Henryk Sienkiewicz „Pan Wołodyjowski”

    Każdy czytelnik sienkiewiczowskiej Trylogii z pewnością odniósł wrażenie, że autor nie darzył skośnookich wojowników zbytnią sympatią. W „Ogniem i mieczem” Tatarzy naszpikowali pana Longinusa Podbipiętę strzałami, w „Potopie” swawolili z mołodyciami zanim Kmicic nie chwycił ich żelazną ręką, a w „Panu Wołodyjowskim” Azja Tuhajbejowicz, nie dość, że usiłował porwać Baśkę, to jeszcze Zosię Boską pohańbił, a Ewkę Nowowiejską ostatniemu ordyńcowi oddał.
    Jest to dość dziwne, ponieważ Henryk Sienkiewicz był z pochodzenia… Tatarem właśnie! I chwalił się tym na prawo i lewo.
    Początki tatarskiego osadnictwa w Polsce sięgają końca XIV wieku. Wielki Książę Witold bardzo chętnie przyjmował uciekinierów politycznych ze Złotej Ordy, którym zbrzydł despotyzm i sobiepaństwo krymskich chanów. Osadzał ich przy granicy z Zakonem Krzyżackim, by stworzyć w ten sposób bufor oddzielający jego ziemie od państwa wojowniczych mnichów. Przez kolejne lata liczba Tatarów na Litwie ulegała systematycznemu zwiększaniu. Osadzano tam jeńców tatarskich, przybywali kolejni emigranci z Krymu. Przywileje otrzymywane od kolejnych królów pozwoliły im na zachowanie odrębności religijnej i kulturowej.
    W zamian władcy Rzeczypospolitej Obojga Narodów wymagali jednego – wiernej służby w szeregach polskiego wojska. Tatarzy w tym względzie nigdy nie zawiedli.
    Uprawianie ziemi i hodowla bydła wychodziły im kiepsko, w przeciwieństwie do wojaczki. Słynęli z odwagi i braku litości dla wrogów. Przeciwnicy często uciekali na sam ich widok.

    Podczas bitwy pod Parkanami w październiku 1683 roku uratowali życie królowi Janowi III Sobieskiemu. Król, będąc pod wrażeniem ich męstwa nadał im liczne ziemie na Podlasiu.
    Począwszy od bitwy pod Grunwaldem nie było konfliktu zbrojnego w historii Polski, w którym nie braliby udział Tatarzy.
    Walczyli ze Szwedami podczas Potopu (w lipcu 1656 roku w bitwie pod Warszawą o mały włos nie pojmali króla szwedzkiego Karola Gustawa), z Turkami pod Wiedniem, szli z Napoleonem na Moskwę, brali udział we wszystkich powstaniach narodowych w XIX wieku i siekli bolszewików w wojnie 1920 roku. Nie było takiego wroga Rzeczypospolitej, na którym nie wyszczerbiłyby się tatarskie szable.
    W lutym 1920 roku na skutek rozkazu naczelnika Józefa Piłsudskiego utworzony został Pułk Jazdy Tatarskiej im. Mustafy Achmatowicza składający się z trzech szwadronów liniowych, szwadronu ciężkich karabinów maszynowych i dywizjonu wsparcia technicznego. Pułk brał udział w wyprawie Piłsudskiego na Kijów, a następnie osłaniał odwrót polskich wojsk pod Horyniem.

    W wojnie polsko-bolszewickiej Pułk okrył się nieśmiertelną chwałą, ale przypłacił to ciężkimi stratami. Ocalało tylko około 80 kawalerzystów. Zostali oni później kadrą 13 Pułku Ułanów Wileńskich.
    A tak na marginesie – słowo „ułan” pochodzi z języka tatarskiego. „Uhlan” to po tatarsku młodzieniec, junak.
    W okresie międzywojennym polscy Tatarzy szczególnym szacunkiem, ba! – wręcz uwielbieniem darzyli postać Piłsudskiego. Było to uczucie całkowicie odwzajemnione. Ochrona osobista Marszałka składała się niemal wyłącznie z żołnierzy tatarskiego pochodzenia. Po śmierci jego serce w honorowej asyście Tatarów zostało przewiezione do Wilna i tam złożone go grobu jego matki na cmentarzu na Rossie.
    Wspomniany 13 Pułk Ułanów Wileńskich przejął tradycje wsławionego w wojnie bolszewickiej Pułku Jazdy Tatarskiej. Rozkazem Ministra Spraw Wojskowych z dnia 9 czerwca 1936 roku pierwszy szwadron tego Pułku otrzymał nazwę wyróżniającą „Tatarski”. Rok później, podczas pułkowego święta szwadron otrzymał ozdobny buńczuk (lancę uwieńczoną końskim włosiem) wykonany według starotatarskich wzorów i ufundowany przez polskich muzułmanów.

    Tuż przed wojną społeczność tatarska postanowiła wybudować w Warszawie meczet. Uzyskano wszystkie niezbędne pozwolenia, zgromadzono pieniądze na zakup działki i materiałów budowlanych. Jednak kiedy nad Polską zawisła groźba nieuchronnej wojny Tatarzy jednogłośnie postanowili przeznaczyć zebrane środki na Fundusz Obrony Narodowej. Potem stanęli do walki z najeźdźcą.
    Na początku września 1939 roku szwadron tatarski 13 Pułku Ułanów walczył w rejonie Piotrkowa Trybunalskiego. Potem wycofał się na wschód i przeprawił przez Wisłę. Pod Maciejowicami polscy Tatarzy natknęli się na duży oddział Wehrmachtu.
    Właśnie tam 9 lub 10 września major Aleksander „Sasza” Jeljaszewicz poprowadził ostatnią szarżę tatarską w dziejach.
    Tatarzy pochylili się w kulbakach z dzikim okrzykiem ruszyli na przeciwnika. Zagrała w nich krew przodków i zamiast przebijać Niemców lancami dobyli szabel i zabrali się za… odrąbywanie im uszu. Po bitwie na polu walki oprócz trupów leżało kilkaset odciętych małżowin.
    Źródła historyczne zarówno polskie, jak i niemieckie milczą o tym starciu. Major Jeljaszewicz wspomniał o tym ataku tylko raz, tuż przed śmiercią w 1978 roku. Trudno mu się dziwić. Za takie potraktowanie wroga mógł trafić przed sąd. Niemcy również pominęli ten upokarzający epizod milczeniem.
    Po bitwie pod Maciejowicami szwadron tatarski wycofał się na Lubelszczyznę. Kilka dni później został rozbity pod Suchowolą. Buńczuk szwadronu został ukryty i nie odnaleziono go do dzisiaj.
    Po klęsce większość ocalałych ułanów dołączyła do Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” pod dowództwem generała Franciszka Kleeberga. Major Jeljaszewicz z kilkoma żołnierzami próbował przedostać się na Węgry lecz został pojmany i trafił do niewoli. Resztę wojny spędził w oflagu.

    Pozostali tatarscy ułani kontynuowali walkę. Walczyli pod Narwikiem i Tobrukiem, pod Bolonią i Monte Cassino. Skakali pod Arnhem z generałem Sosabowskim i byli w załogach czołgów generała Maczka. Uczestniczyli w konspiracji i walczyli w Powstaniu Warszawskim. Ginęli od strzałów w tył głowy w katyńskim lesie.
    Tatarem był Cichociemny kapitan Andrzej Świątkowski ps.”Amurat”, „Effendi”, oficer Samodzielnej Brygady Spadochronowej. Przerzucony do Polski w nocy z 27 na 28 grudnia 1941 roku w ramach operacji lotniczej „Jacket”. Krótko po skoku w okolicy Brzozowa Starego natknął się na niemiecki patrol. Wywiązała się gwałtowna strzelanina. Otoczony przez Niemców popełnił samobójstwo, by uniknąć niewoli.
    Po wojnie w granicach Polski pozostały dwie tatarskie wsie – Bohoniki i Kruszyniany, a społeczność Tatarów uległa rozproszeniu. Osiedlili się w różnych częściach kraju. Dzisiaj liczebność polskich Tatarów określa się na około 4 tysiące osób.

    Źródło:

    Barbara Szczepuła, Gdy Tatar kogoś pokocha, Dziennik Bałtycki, 19.11.2010.
    Wojciech Pogonowski, Od ucha tnij, Polityka, 4.11.2009.
    Tatarzy na naszych ziemiach, http://www.tatarzy.pl Dostęp 4.02.2011
    Zygmunt Kosztyła, Szwadron Ułanów Tatarskich, Wojskowy Przegląd Historyczny Nr 4 (118), Warszawa 1986

  2. Jebać tatarów, bo to post-mongoloidalne brudasy, podludzie i śmiecie, co tylko psują Nam krew, zaniżając pogłowie Aryjskich Naturalnych Blondynek!!! W ogóle typów laponoidalnych w Białej Polsce i Europie nie chcemy – WYPIERDALAĆ !!!
    14/88!

    1. Oj, panie Niesiołowski, to teraz skinheda udajemy ??? Łooo matko !! Ach i liczbą pogłowia to szacuje się ilość ….bydła, o ludziach tak nie mówimy !!

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!