Mimo, że „Autostradę Wolności” budowała prywatna firma Bogl a Krysl, to w pomoc zaangażował się generał Jacek Włodarski, szef Służby Więziennej. Abyfirma mogła uniknąć grożących jej kar umownych za opóźnienia, generał załatwił jej do pomocy więźniów, m. in. z Zakładu Karnego w Łowiczu. Pracowali wbrew prawu, za darmo. Generał uważa, że wszystko jest w porządku – czytamy w „Newsweeku”.

Układ wydawał się idealny, do więzień trafiały faksy z prośbą o wystosowanie do pracy skazanych. Informacje opatrzone były dopiskiem, że chodzi o pracę „na rzecz samorządu”. Te faksy były poprzedzone telefonami „z Warszawy”.

Sprawa priorytetowa, załatwiana na poziomie ministerstwa. Podstawić więźniów. Jesteśmy służbą mundurową, z poleceniem przełożonego się nie dyskutuje

— opowiada Newsweekowi jeden z funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Generał Włodarski nie ma sobie nic do zarzucenia. Więźniowie pracowali dla firmy Bogl a Krysl, a nie dla samorządu. Co na to szef SW?

Głupia sprawa. Bardzo głupia

— mówi nie odpowiadając na pytania dlaczego „wypożyczał” więźniów. Sprawa nie trafiła także do prokuratury. Minister sprawiedliwości Cezary Grabarczyk, kilkukrotnie alarmowany przez dziennikarzy o aferze, nie uznał za stosowne zbadanie komu jeszcze jego podwładny, generał Włodarski, załatwiał takie usługi.

Jedyną „ofiarą” afery do dziś pozostaje funkcjonariusz, który próbował aferę wyciągnąć na światło dzienne. Generał zwolnił go dyscyplinarnie. Na temat więźniów pracujących poza murami generał Włodarski wypowiada się z dumą. Mówi o sprawnej resocjalizacji.

My się tym szczycimy

— mówi gen. Jacek Włodarski.