NA ŻYWO 20.00 "SZOK ! STANISŁAW MICHALKIEWICZ WULGARNIE OSZKALOWAŁ KATOLICKICH KSIĘŻY I ZAKONNIKÓW !! +ROPZMOWA NA ŻYWO Z ADOLFEM KUDLIŃSKIM21 lipca 2019
-114209 sekund temu.

M-forum A.V Live.

Najnowsze informacje , Polska i świat artykuły przedruki filmy zdjęcia i dokumenty.Unikatowe informacje i materiały które na innych portalach są cenzurowane z przyczyn politycznej poprawności.

PASEK REKLAM

WSPARCIE DAROWIZNA NA UTRZYMANIE STRONY W ZAKRESIE OPŁAT STAŁYCH INTERNET CHAT LIVE ROZMOWY TELEKONFERENCYJNE

€1,00

WSPARCIE FINANSOWE PRZELEW BANKOWY

MILLENNIUM BANK W POLSCE : 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  do przelewów

zagranicznych IBAN: PL 45 1160 2202 0000 0003 5769 6030  BIC (SWIFT) – BIGBPLPW

W tytule przelewu wpisz DAROWIZNA , inaczej opisany przelew nie dojdzie

 

wielkie zasługi POLSKIEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO , NA PRZESTRZENI WIEKÓW – temu zaprzeczyć się nie da !!!

OCENA KONTA AUTORA
OCEŃ TEN WPIS !
DZIĘKUJĘ ZA OCENĘ

ZASŁUGI NA PRZESTRZENI STULECI WYBRANYCH POLSKICH „PATRYJOTÓW” W SUTANNACH ………….

Andrzej Olszowski – biskup chełmiński od 1661 r., arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski (1674–1677), senator, podkanclerzy koronny (1666–1676). Wychowanek jezuitów,zręczny i elastyczny karierowicz, zmieniał fronty
i protektorów. Nepota i łapownik słynnyz chciwości. Brał pieniądze od Austriaków,Francuzów, Prusaków i Rosjan. Czy miało to wpływ na fiasko zabiegów o odzyskanie lenna
pruskiego? Wszak kariera w Kościele zależała
od przychylności Niemiec, bo arcykatolicki cesarz mógł wówczas zablokować w Rzymie każdą nominację.

Olszowski karierę rozpoczął dzięki poparciuwuja, kanonika gnieźnieńskiego Koniecpolskiego,który zapewnił mu też protekcję prymasa Łubieńskiego i biskupa Trzebickiego.
Doskonale umiał się „ustawić”. Po śmierci Łubieńskiego przeszedł pod „opiekę” królowej Marii Ludwiki Gonzagi, w której orszaku wrócił z Francji, gdy jechała do Polski na ślub z Władysławem IV.Był w związku z tym członkiem stronnictwa francusko-pruskiego. Ale gdy już jako biskup zasiadł w senacie, niespodziewanie nie poparł programu reform Jana Kazimierza, a nawet bronił oskarżonego o zdradę Lubomirskiego.W czasie jego rokoszu wyjechał z kraju do Niemiec, bo przede wszystkim na ich rzecz zdradzał Polskę. Gdy król zrezygnował z reform,Olszowski wrócił i kontynuował karierę.
Na sejmie koronacyjnym skutecznie poparł prawo, że królem Polski może być tylko katolik, a podczas elekcji w 1669 r. przeforsował kandydaturę Michała Korybuta Wiśniowieckiego, licząc na karierę przy nim. To już było stronnictwo habsburskie. Za skojarzenie małżeństwa
króla z Eleonorą Habsburg zapewnił sobie od Habsburgów roczną pensję 6 tys. talarów.

Zaatakowany na sejmie przez kanclerza litewskiego Paca – przyznał się do wzięcia „podarunku”od Moskwy. Odwrócił się od króla Michała w czasie konfederacji gołąbskiej i porozumiał z jego największym wrogiem– Janem Sobieskim. Na elekcji 1674 r. poparł kandydaturę Sobieskiego, a w nagrodę został prymasem Polski. To znowu było stronnictwo francuskie. Jako prymas powinien był złożyć urząd podkanclerzego, ale ociągał się aż przez dwa lata, bo urząd ten dawał wielkie wpływy i dochody. Żądny władzy uważał się za interreksa nawet za życia króla, co wywołało konflikt z Janem III. Wysyłany był w misjach dyplomatycznych, ale jako chciwy łapownik, nepota i zdrajca przynosił tylko szkody. Nic nie dały m.in. jego misje o Austrii w sprawie grabieży i dalszegopobytu wojsk austriackich w Polsce. Wspierał finansowo i nachalnie wręcz protegował swoich siostrzeńców – Załuskich. U Habsburgów i papieży zabiegał dla nich o beneficja i awanse kościelne. Rodzinę Załuskich z pozycji średniej szlachty wyprotegował do grona możnych.

Michał Radziejowski – książę biskup warmiński od 1677 r., arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski w latach 1687–1705, senator,kardynał.
Podkanclerzy koronny od 1685 do 1689 r., interreks w latach 1696–1697. Wychowanek jezuitów. Syn zdrajcy – katolika Hieronima– który ściągnął na Polskę potop szwedzki. Godny syn swego ojca: patologiczny zdrajca, łajdak łasy na zaszczyty, bezwzględny chciwiec i łapówkarz, zdradzał wszystko i wszystkich. W początkach panowania Jana III Sobieskiego, swego bliskiego krewnego, ściśle z nim współpracował, za co został podkanclerzym. W 1686 r. papież, chcąc pozyskać króla za pomocą krewnego, mianował Radziejowskiego kardynałem.Wywołało to poważny konflikt wewnętrzny w Polsce, bo kardynałowi wyraźnie uderzyła woda sodowa i domagał się uznania go za drugą osobę w państwie – po królu, a przed prymasem i synami króla. Konflikt narastał, aż Sobieski spróbował go rozwiązać w jedyny możliwy sposób: po śmierci prymasa odność tę przejął Radziejowski. W ten sposób uzyskał on wymarzoną pozycję. Nie zmieniło to jednak postawy zdrajcy – opłacany przez Sapiehów nadal warcholił jak tylko mógł. Wziąłudział w spisku przeciwko królowi, wykrytymw 1688 r. Za poparcie pruskich żądań zwrotu kosztów wojennych jeszcze z okresu potopu (sprzed prawie pół wieku!) zdrajca w sutannie dostał od Prusaków serwis stołowy wart 100 tys. zł! A Prusacy dostali 40 tys. talarów i wysokie odsetki za ponad 30 lat.Radziejowski brał też od Habsburgów. Później wywołał w Polsce powszechne oburzenie wysłaniem listu gratulacyjnego do Fryderyka I, gdy ten koronował się na króla Prus. Jako interreks „oczyścił” skarbiec Polski. Prawie do czysta. Jako interreks i prymas trzy razy sprzedał koronę Polski i Litwy tym, którzy dawali więcej. W roku 1697 zawarł pisemny układ z posłem francuskim o poparcie elekcji księcia Contiego, a z olbrzymiej łapówki francuskiej
(ponad 200 tys. talarów!) wziął 60 tys. talarów. Resztą podzielili się Sapiehowie, Lubomirski i biskup Załuski. Na polu elekcyjnym – wobec zgromadzonej szlachty – ksiądz kardynał przysiągł, że nie dał się splamić przekupstwem
ani ująć darami.

Na uroczystościach kościelnych Radziejowski występował ze swoją bliską krewną, a jednocześnie kochanką – Konstancją Towiańską oraz… jej mężem. Ciekawy trójkącik. Konstancję nazywano nawet „kardynałową”. Ona właśnie pośredniczyła w jego machinacjach, m.in. w przejęciu 100 tys. talarów łapówki, którą zdrajca ksiądz prymas otrzymał za przejście na stronę uzurpatora Augusta II Mocnego, sojusznika i klienta Austrii i Rosji, przeciwko księciu Contiemu, prawowicie wybranemu, za którego poparcie wziął w łapę całkiem niedawno! Dopiero po zapłacie całej sumy, w gotówce i w diamentach, złożył hołd Augustowi. Przy każdej łapówce załatwiał swej kochance osobną prowizję.Kolejne 100 tys. talarów łapówki wziął ksiądz prymas od Jana Reinholda Patkula za wciągnięcie Augusta II w sojusz z Rosją do wojny ze Szwecją. Wielka wojna północna trwała 21 lat, zrujnowała Polskę i przetrąciła jej kręgosłup, a Rosja urosła do potęgi.

W czasie wojny północnej ksiądz prymas nie byłby sobą, gdyby… nie zdradził Augusta dla Szwedów. Na ich żądanie dotyczące detronizacji Sasa zawiązał w 1704 r. konfederację warszawską i jako prymas ogłosił detronizację
Augusta i bezkrólewie. Dążył do elekcji Lubomirskiego, który był bliskim powinowatym jego kochanki, Towiańskiej, ale Karol XII miał własne plany i przeprowadził wybór Stanisława Leszczyńskiego. Była to uzurpacja,bo króla wybierano tylko na elekcji, jednak zdradziecki ksiądz prymas uznał Leszczyńskiego za króla, wywołując w ten sposób wojnę domową.Po wniesieniu skargi przez Augusta II
papież oskarżył prymasa o zdradę prawowitego króla i pozbawił go jurysdykcji, czyli arcybiskupstwa gnieźnieńskiego, za ogłoszenie bezkrólewia. Spór rozwiązała śmierć szubrawca. Prymas Radziejowski zgromadził niewyobrażalny majątek. Pod koniec życia mógł już tylko bezsilnie patrzeć, jak jego wielkie dobra
bezlitośnie łupią wspólnicy jego zdrad: Szwedzi, Rosjanie, Sasi, Prusacy. Niestety, złupili przy tym także całą Polskę, i to kilka razy, wzdłuż i wszerz.
Radziejowski – prymas, kardynał, arcyzdrajca i arcyłotr ma godne miejsce pochówku w kościele św. Krzyża w Warszawie.

Stanisław Szembek – biskup pomocniczy krakowski od 1690 r., biskup kujawski od 1700, arcybiskup gnieźnieński i prymas Polski w latach 1706–1721, senator. W 1697 r. poparł bezprawną elekcję Augusta II, za co otrzymał sowitą zapłatę oraz szybkie awanse biskupie i związane z nimi beneficja. Szembek służył Augustowi II, mimo że król zrobił z Polski pole bitwy wojny północnej, a w efekcie kraj był potwornie grabiony i dewastowany. Już w 1706 r. nagrodzono Szembeka godnością prymasa i związanymi z tym dochodami. Po abdykacji Augusta II biskup Szembek – na polecenie cara Piotra I – ogłosił bezkrólewie i pod rosyjskimi bagnetami sprawował władzę w części Polski okupowanej przez Rosjan. Po powrocie Augusta II na tron wiernie mu służył także w czasie konfederacji tarnogrodzkiej i Sejmu Niemego. Służąc Sasom, budował także wpływy w Rzymie. Tą samą drogą i współpracując z Rosją, nepota ów budował potęgę swego rodu. To dzięki poparciu Rosji, Sasów i Habsburgów brat biskupa, Jan, też agent rosyjski, został w 1703 r. podkanclerzym, potem kanclerzem wielkim koronnym, a w rodzie Szembeków nastąpił wysyp biskupów (w jednym czasie było czterech) i innych dostojników kościelnych. Spadł im także deszcz związanych z tymi godnościami tłustych beneficjów.
Ród zgromadził ogromny majątek i aspirował do rangi magnatów. Cenę za tę zdradę płacili Polacy: wojna północna zrujnowała Polskę doszczętnie, o 30 proc. zmniejszyło się zaludnienie, a mieściny Kraków i Poznań miały po kilka tysięcy mieszkańców. Szwedzi, Rosjanie, i Sasi grabili bardziej niż w czasie potopu. Rosjanom nie udało się wywieźć tylko kolumny Zygmunta z powodu kłopotów z transportem. Gwałty na ludności cywilnej były potworne. Właśnie ksiądz prymas, jako władca okupowanej przez Rosjan części kraju, przyczynił się do wzmocnienia ich wpływów w Polsce, a tym samym – do osłabienia jej i utraty suwerenności na Sejmie Niemym w 1717.

Kazimierz Łubieński – biskup chełmski od 1705 r., krakowski w latach 1710–1719, senator. Wychowanek jezuitów. Stronnik i klient Augusta II, mimo że ten był uzurpatorem, poparł wojnę północną, wywołał dwie wojny
domowe, zrobił z Polski rosyjski protektorat i zamienił w karczmę przydrożną dla obcych wojsk.
Łubieński był przez cara sowicie wynagradzany za usługi – także godnościami kościelnymi
i związanymi z nimi dochodami. W czasie 8-letniego wakatu na biskupstwie krakowskim zarządzał tą diecezją od 1702 r. jako administrator generalny. A była to jedna z największych diecezji w Europie i przynosiła krociowe
dochody, stanowiąc praktycznie państwo w państwie. Przed 1772 r. dochody biskupa krakowskiego wynosiły 1 200 000 złotych rocznie! To była fortuna. Ośmioletnie zabiegi saskie i rosyjskie w Rzymie dały efekt: w roku 1710 został ordynariuszem. Za zdradę ojczyzny!

W czasie wojny domowej, od 1716 r., przebywał na dworze króla w Warszawie, przygotowując mediację rosyjską i Sejm Niemy w 1717 r. To on, wraz z drugim zdrajcą – biskupem
Szaniawskim – jest sprawcą uchwały o zmniejszeniu liczebności wojsk polskich i litewskich, przygotowanej w porozumieniu z Rosją, w jej interesie, pod jej bagnetami i za jej pieniądze. Długie ręce miał ambasador rosyjski
Dołgoruki. Było to faktyczne rozbrojenie Polski i rzucenie jej na łup zaborców. To biskupa Łubieńskiego kasztelan Jezierski wprost obwiniał o „zwinięcie sztandarów” (wg Kitowicza). Oprócz Rosji zyskał jak zwykle
Kościół i biskupi. Przede wszystkim ustały żądania szlachty, aby Kościół płacił podatki na obronę Polski, no i biskupi nie musieli oddawać na podatki swoich własnych dochodów. Problem zniknął wraz z wojskiem. Niedługo potem znikła i Polska.

Stanisław Józef Hozjusz – biskup inflancki od 1720 r., kamieniecki od 1722 r., poznański w latach 1733–1738, senator. Wychowanek jezuitów, zdrajca Polski, wierny sługa Sasów. Nepota, wspierał karierę kościelną swojego siostrzeńca, Józefa Kierskiego, zabiegając o awanse dla niego u Sasa, w Rosji i w Rzymie.

Rosyjski kolaborant, wspólnik zdrajcy Lipskiego podczas „elekcji w karczmie grochowskiej”. To on ogłosił „wybór” Augusta III Sasa pod rosyjskimi bagnetami, on (wraz z nuncjuszem Albanim) załatwił u papieża unieważnienie przysięgi sejmu konwokacyjnego
wykluczającej wybór cudzoziemca. Tak, tak – papież unieważniał uchwały sejmu polskiego! Hozjusz też sowicie został za zdradę wynagrodzony przez Rosjan, Augusta III
i papieża – m.in. bogatym biskupstwem poznańskim.Przewidziany na tę diecezję książę Teodor Czartoryski musiał ustąpić zdrajcy i poczekać jeszcze sześć lat. Zarówno Hozjusz, jak i Lipski, chcieli koronować papiesko-rosyjskiego uzurpatora, żeby zgarnąć łapówkę i zająć lepszą pozycję przy korycie. Doszło do głośnego na całą Polskę i gorszącego sporu. Wygrał, koronował i całą pulę zebrał biskup Lipski

Andrzej Stanisław Załuski – biskup płocki od 1723 r., łucki od 1736, chełmiński od 1739, krakowski (tytularny książę siewierski) w latach 1746–1758, senator. Kanclerz wielki koronny od 1735 do 1746 roku. Karierę zawdzięczał
protekcji rodzinnej i wysługiwaniu się Sasom i Rosji. Gdy miał 13 lat, stryj Andrzej, biskup warmiński, zrobił go kanonikiem krakowskim, a drugi stryj, Ludwik, biskup
płocki – dziekanem kolegiaty w Pułtusku i proboszczem
płockim. A przecież to było jeszcze dziecko! Nie trzeba dodawać, że szły za tym olbrzymie dochody. Polityka prorodzinna po katolicku to nepotyzm w szczytowym wydaniu.
Podróżował po Europie, studiował w Rzymie. Po powrocie związał się z dworem królewskim poprzez ministra Flemminga i biskupa Lipskiego. Dzięki takiej protekcji objął biskupstwo płockie po śmierci stryja Ludwikaz papieską dyspensą, bo nie miał 30 lat. Był jednym z najwierniejszych popleczników Augusta II. Po jego śmierci poparł prawowitą elekcję Stanisława Leszczyńskiego i znalazł się z nim w oblężonym Gdańsku. Po zajęciu Gdańska przez Rosjan został aresztowany, ale także szybko uwolniony – już w 1735 r. dzięki poparciu carycy Rosji Anny został kanclerzem wielkim koronnym. Skąd tak nagłe zauzaufanie Rosjan do niedawnego wroga? Otóż podwarszawska wieś Kamień, miejsce „elekcji w grochowskiej karczmie”, należała do… biskupa płockiego Załuskiego! Ten szubrawiec udostępnił ją na bezprawną elekcję, bo grał na dwa fronty! Przez cały czas był informatorem obozu sasko-rosyjskiego. W związku z tym awansem musiał zrezygnować z diecezji płockiej (incompatibilia). Nie zawiódł swych rosyjskich mocodawców – wiernie współpracował z Augustem III i rosyjskim ambasadorem Keyserlingiem już na sejmie pacyfikacyjnym. Szybko został biskupem łuckim i – dla uzupełnienia dochodów! – jeszcze opatem w Czerwińsku i w Paradyżu. Ze względu na bliskość Warszawy z odległej diecezji łuckiej przeniósł się na chełmińską. Po śmierci kardynała Lipskiego Sas pozbył się kanclerza nieroba i przeniósł go na bogate biskupstwo krakowskie. W polityce Załuski był aktywny nadal – jako biskup senator. Przewodniczył m.in. komisji ds. lustracji dóbr i zabezpieczenia materialnego armii. Dziewięć lat później, gdy Alojzy Brühl obejmował dowództwo polskiej artylerii, zastał w koszarach… sześć sprawnych armat, a wydatki na proch wynosiły 100 (sic!) zł na rok. Tak biskup zabezpieczył polskie wojsko. Mogli strzelać, ale na wiwat. Podobnie całkowicie nieskuteczna była próba Załuskiego zreformowania Akademii Krakowskiej. Lecz chociaż popierał Collegium Nobilium Konarskiego i dopomógł bratu w założeniu Biblioteki Załuskich, osiągnięcie to zupełnie blednie, gdy uświadomimy sobie, że kościelny indeks ksiąg zakazanych był w Polsce prawem, książki palono na stosach, a wolność druku wprowadzono dopiero w 1788 r. Biblioteka stanowiła więc magazyn pacierzy. Ten rosyjski kolaborant jest pochowany w katedrze wawelskiej.

Grzegorz Pusłowski – administrator diecezji inflanckiej. Ten zdrajca wydał w r. 1772 list do duchowieństwa i wiernych diecezji, w którym wzywał do wierności i posłuszeństwa carycy Rosji Katarzynie II jako prawowitej władczyni.

Władysław Łubieński – arcybiskup lwowski od 1757 r., gnieźnieński i prymas Polski w latach 1759–1767, senator, interreks od 1763 do 1764 r. Prymasem został po Adamie Komorowskim, który zapił się na śmierć. Wyjątkowa
miernota, a jego „mózgiem” był inny płatny zdrajca – biskup Młodziejowski.

Stronnik Sasów, po śmierci Augusta III jako interreks początkowo popierał kandydaturę saską, ale za łapówkę 80 tys. rubli (ok. 500 tys. zł!) przeszedł na stronę Rosji. Książę Repnin przywiózł wówczas do Polski na łapówki
2 miliony złotych. Interreks prymas Łubieński, zdrajca, pozwolił, aby wyborem króla Polski zajęła się Rosja, oraz wydał zgodę na wkroczenie wojsk rosyjskich do Polski w 1764 r. Zostali na długo… To dzięki niemu królem z woli carycy Rosji Katarzyny II został jej były kochanek Stanisław August Poniatowski. Potem prymas pobierał pensję od Rosjan. Płatny zdrajca prymas Łubieński spowodował też zerwanie stosunków dyplomatycznych z Francją, gdy poseł francuski protestował przeciwko obecności wojsk rosyjskich w Polsce, a także z Austrią i Hiszpanią, w interesie Rosji. Podobno został otruty z inspiracji Rosjan, bo jako fanatyk religijny sprzeciwiał się równouprawnieniu prawosławnych i protestantów.
O to otrucie podejrzewano jego współpracownika – zdrajcę biskupa Młodziejowskiego. Kościelni fałszerze historii piszą o nim: uczciwy, ofiarny, gorliwy kapłan…
Historia pogwałcenia trzech ostatnich elekcji królów polskich z nuncjuszami papieskimi i polskimi biskupami w rolach głównych dowodzi, jak bardzo klerowi katolickiemu odpowiadała anarchia w Polsce. Dzięki niej o względy biskupów zabiegali (w gotówce) zaborcy, mocno zainteresowani totalnym osłabieniem naszej ojczyzny. Biskupi – cieszący się autorytetem i największymi przywilejami – robili w dogorywającej macierzy co chcieli

Andrzej Stanisław Młodziejowski – biskup przemyski od 1766 r., poznański w latach 1768–1780, senator, kanclerz wielki koronny od 1767 r. Pochodził z niezamożnej szlachty wielkopolskiej.

Bardzo zdolny. Księdzem został w wieku 37 lat, potem uzyskał stanowisko kapelana przy nuncjuszu Archincie i razem z nim wyjechał do Rzymu. Przebywał tam 10 lat,
zrobił majątek i wyrobił sobie wielkie znajomości, które pomogły mu w karierze.
Chciwy, cyniczny zdrajca, dziwkarz i arcyzłodziej. Prowadził niebywale rozwiązły tryb życia. Większość
swych ogromnych dochodów tracił na kobiety. Po powrocie do Polski bliski współpracownik zdrajcy Łubieńskiego, słusznie uważany za jego mózg. Oskarżano go później o jego
otrucie – podobno z namowy Rosji – za opór wobec równouprawnienia prawosławnych i protestantów.

Po koronacji Stanisława Augusta ambasada rosyjska wypłaciła temu księdzu 80 tys. rubli złotem „tytułem niezapłaconych należności”. Tak ogromna kwota dowodzi, jak ważnym był dla Rosji agentem, mimo że nie był jeszcze biskupem senatorem! „Za zasługi dla Polski” nagrodzono go jeszcze diecezją przemyską, potem bogatszą poznańską.
Taki płatny zdrajca w senacie Polski był dla Rosji bezcenny.

Po porwaniu Sołtyka i rezygnacji kanclerza Zamoyskiego Rosjanie zadbali, aby kanclerzem został ich agent w sutannie. Jako kanclerz wielki miał dostęp do największych tajemnic Polski. Sprzedawał je każdemu, kto zapłacił. Według pokwitowań zdobytych w ambasadzie rosyjskiej, zdrajca Młodziejewski brał od Rosjan roczną pensję 3 tys. dukatów w złocie.
Brał też po 1000 dukatów za donoszenie o przebiegu tajnej rady królewskiej. Ciągle jednak było mu mało, toteż z poparciem ambasadora rosyjskiego zabiegał skutecznie
o bogate kanonie, probostwa i prebendy. Wraz z biskupem Ostrowskim był w 1773 roku współorganizatorem sejmu, na którym doprowadzono do ratyfikowania I rozbioru.
Miał szczęście, że nie dożył insurekcji kościuszkowskiej.
Zdrajca biskup Massalski miał mniej szczęścia – nie uniknął szubienicy.
Brał też od Prusaków. Gdy po I rozbiorze Prusacy wprowadzali cła na towary spławiane Wisłą do Gdańska, pruski poseł otrzymał instrukcje od Fryderyka Wielkiego, aby zabiegał o 4 proc. cła. Prusak dał zdrajcy księdzu biskupowi, już kanclerzowi, łapówkę 4 tys. złotych i uzyskał… 12 proc.! (wg Niemcewicza). Po kasacie zakonu jezuitów przez papieża Klemensa XIV Młodziejowski stanął na czele Komisji Rozdawniczej. Miała ona zagospodarować olbrzymie pojezuickie dobra przeznaczone
przez sejm w 1773 r. na potrzeby Komisji Edukacji Narodowej. Arcyzłodzieje Młodziejowski, Massalski i Poniński w trzy lata większość tych dóbr rozkradli. Była to pierwsza polska prywatyzacja, przeprowadzona iście
po katolicku, bo przez katolickich biskupów.

Numery wszystkich orłów prywatyzacji III Rzeczypospolitej
razem wziętych to amatorszczyzna przy bezczelnych wyczynach tych szubrawców.

Odsunięto ich jedynie od KEN. Żaden ani nie poniósł kary, ani nie stracił stołka, ani nie oddał skradzionego.
Majątek pojezuicki był oceniany na 32 miliony zł. Ruchomości rozgrabiano. Ze sprzedaży samych tylko naczyń kościelnych ksiądz biskup wziął 600 tys. zł. Kosztowniejsze naczynia liturgiczne wziął „na przechowanie”. Kiedy wybuchł skandal, Komisje Rozdawnicze rozwiązano, ale na oświatę Polaków niewiele już
zostało. Sprawy duszpasterskie ksiądz biskup zaniedbywał
całkowicie. W diecezji przemyskiej podobno nie był wcale, Poznań nawiedził raz, kiedy po jedenastu latach od nominacji odbywał ingres! Mimo namiętności do kobiet (ach,
te kobiety!) i rozrzutności – pozostawił fortunę.
W testamencie rozporządził kwotą 1 834 810 złotych! To jest równowartość około 350 kg złota!

Nuncjusz Durini pisał o nim do papieża, że „innego boga nie zna, oprócz swego własnego interesu”.

Za to kościelni fałszerze historii piszą o nim: „Mąż czysty i niepokalany w charakterze swoim”

=====================================================
TEN KRÓTKI POCZET ŁAJDAKÓW POLSKIEGO K.K ZAŁĄCZYŁEM ABY CZYTELNIK MIAŁ SZERSZY POGLĄD RETROSPEKTYWNY , I ZE NIE CHODZI TYLKO O WSPÓŁCZESNE AFERY HOMOSEKSUALNE , PRZEPLATANE INCYDENTAMI PEDOFILSKIMI W SOSIE I OPARACH RABUNKU – KOMISJI MAJĄTKOWEJ DZIAŁAJĄCEJ W BREW PRAWU NAWET NAJJAŚNIEJSZEJ III R.P ..

ZA CAŁOKSZTAŁT DZIAŁALNOŚCI K.K W POLSCE, III RP – HONORUJE TE ZASŁUGI SZEROKIM STRUMIENIEM DOTACJI I ZEZWOLEŃ NA NIEPRAWIDŁOWOŚCI I JAWNE KANTY ………..

AKTUALNIE NA UKOŃCZENIU RABUNKU POD PRZYKRYWKĄ NIELEGALNEGO TWORU ZWANEGO KOMISJĄ MAJATKOWĄ

W KTÓREJ KOŚCIUŁEK WSPÓŁPRACUJE RĘKA W RĘKĘ Z DORADCAMI I POMAGIERAMI ZE SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA PRL

——-

SBEKOM SIE NIE DZIWIE TO W WIEKSZOŚCI ATEIŚCI I MATERIALIŚCI WIĘC JAK MAJA OKAZJE TO ROBIĄ FORSĘ

ALE RZADOWI ARCY ŚWIETEJ I KATOLICKIEJ III RP I HIERARCHOM KOŚCIÓŁKA DZIWIĘ SIĘ I TO BARDZO

BO JAK WIDAĆ JEŚLI CHODZI O MAMONĘ TO KSIĘŻULKĄ NAWET Z UBEKAMI SIĘ AFISZOWAĆ I WSPÓLPRACOWAĆ NIE WSTYD

==================

NA TEMAT KOMISJI -” ZŁODZIEJĄTKOWEJ ” NIE ZAMIESZCZAM NIC

JEŚLI KTOŚ CIEKAW TU NA BLOGU 6 ART . WYCZERPUJĄCYCH TEN TEMAT KTO Z KIM I ILE

====================

PS . DLA MIŁOSNIKÓW NAZYWANIA MNIE ŻYDEM , ART. NA TYM BLOGU , OPISUJĄCE ZŁODZIEJSKĄ DZIAŁALNOŚĆ GMIN ŻYDOWSKICH

DZIAŁAJACYCH NA PODOBNYCH ZASADACH CO KOMISJA MAJĄTKOWA  K.K W POLSCE –

TYLE ZE NA MNIEJSZĄ SKALĘ CO NALEŻY ZAZNACZYĆ

==========

mizia 

20 thoughts on “wielkie zasługi POLSKIEGO KOŚCIOŁA KATOLICKIEGO , NA PRZESTRZENI WIEKÓW – temu zaprzeczyć się nie da !!!

  1. To masz jeszcze jeden cytat Wody Allena „Jeśli miałbym wybrać klimatyzację, czy Jana Pawła II, to wybieram klimatyzację” hahaha

  2. MIZIA!! Taka propozycja, umieść wielki baner otwierający Twój blog słowami Bismarcka-„Chcecie wykończyć Polaków?, To oddajcie im władzę” Co qurwa nie na czasie? Aktualne jak jasna cholera.

    1. no co ty , nie mozna tak piaać , JAK DAŁEM KILKA RAZY CYTATY Z BISMARCKA , LUB PIŁSUDSKIEGO TO – OGŁOSZON ZOSTAŁEM – SZWABEM , ŻYDEM , MASONEM , HUJEM , ILUMINATĄ , I BOLSZEWIKIEM – I TO WSZYSTKO NA RAZ .

      1. A TAK NA MARGINESIE TO JESTEM CIEKAW JAK SIE SZANOWNE GRONO ZACHOWA W ONLICZU NADCHODZĄCYCH OD JUTRA – ekstremalnych pogodowych szaleństw … ciekawe z czyim to bezbożnym zachowaniem powiążą , DO JAKICH DOJDĄ WNIOSKÓW , JACY TU SZATANI CZYNNI BYLI 😉

    1. UWAGA JUŻ JUTRO SERIA PUBLIKACJI POD WSPÓLNYM TYTUŁEM
      „Polish Euro 2012 organizers are you sure you want to be there?
      consider whether or not risk too much … health and life, you have one.”
      ====================================================

      BĘDĄ TO PRZEDEWSZYSTKIM FILMIKI PRZEDSTAWIAJACE , CODZIENNOŚĆ W POLSCE , STYL WYPOCZYNKU , SŁOWEM CAŁA PRAWDA O POLAKACH ŻYJĄCYCH W III R.P …
      ===================================================
      FILMY SĄ NA TYLE SUGESTYWNE IŻ NIE WYMAGAJĄ KOMENTARZA CO UŁATWI ZAPOZNANIE SIĘ Z POLSKIMI REALIAMI OBCOKRAJOWCĄ BEZ OPISÓW –

      LUB EWĘTUALNIE OPISY I FILMY W WERSJI ANGIELSKIEJ – kibice powinni mieć przyblizony i nie zafałszowany obraz kraju do którego chcą przyjechać – STAWIAM NA RZETELNOŚĆ PRZEKAZU –

  3. MY TU GADU GADU A FAKTY SĄ PRZYKRE …
    ============
    Analitycy Eurostatu, którzy przygotowują zestawienie poziomu minimalnych wynagrodzeń, dzielą kraje europejskie na trzy kategorie. Te o najniższych płacach (między 100 a 400 euro), „średniaków” (550-950 euro) oraz kraje najbardziej dbające o pensje (ponad 1,1 tys. euro miesięcznie). Polska została zaliczona do najuboższej grupy. Z minimum na poziomie 349 euro od niezbyt bogatej Portugalii dzieli nas ponad 200 euro.

    Wyższe płace oferują także niebędące członkami Unii Europejskiej: Chorwacja (381 euro) oraz Turcja (385 euro).
    ===================
    Pomimo rosnących kosztów zatrudnienia, polska gospodarka pozostaje konkurencyjna na tle całej Unii Europejskiej ponieważ jej konkurencyjność uzyskuje się przez ekstremalnie niskie płace. Praca w Polsce jest praktycznie 4 razy tańsza niż w wielu dużych krajach UE – a cena podstawowych produktów spożywczych , odzieży , paliw jest równa cenom jakie są w krajach takich jak Szwecja , Niemcy , Szwajcaria.

  4. Tu natomiast mam inny artykuł krótszy

    Obłuda: grzech powszedni czy śmiertelny? [1]
    Autor tekstu: Mariusz Agnosiewicz

    Skądże się zatem biorą owe legendarne historje o zasługach,
    jakie Kościół katolicki dla sprawy polskiej położył?
    Źródłem tych legend jest przedewszystkiem fałszowanie historji,
    tendencyjne pomijanie milczeniem pewnych faktów.
    J. Barycka (nauczycielka), 1934

    Wy, których dziełem, trudem — łgać, zdradzać, złorzeczyć,
    Zbyt poznani, milczycie, a głupi wam wierzy.
    Hipokryty! wśród waszych wzdychań i pacierzy
    Zdradne milczenie wtenczas, gdy cnota nie milczy,
    Pod jagnięcym pozorem ukrywa jad wilczy.
    Szarpacze cudzej sławy, dzielni błąd dociekać,
    Wiecie, jak zdradniej milczeć niźli jawnie szczekać;
    Wiecie, a cnota jęczy. Stąd zasługi tajne,
    Stąd talenta w pogardzie, stąd dusze przedajne,
    Stąd nieszczęście podściwych, a przeciw naturze
    Cnota w podłej siermiędze, występek w purpurze.
    Ignacy Krasicki, „Pochwała milczenia”
    Faryzeusze byli żydowskim stronnictwem religijnym, kastą judejską. W Ewangeliach Jezus gromi ich niemiłosiernie, oskarżając o obłudę i formalizm. W wyniku tradycji ewangelicznej ukształtował się epitet faryzeizm , jako określenie fałszywej pobożności, obłudy i hipokryzji. Faryzeusze starożytni zniknęli z widowni dziejów w końcu I w. n.e. Ich miejsce zajęli z czasem faryzeusze rzymscy.
    Minął właśnie kolejny dzień niepodległości, kiedy Polacy mają zwyczaj świętować odzyskanie niepodległości po 123 latach zaborów: gdzieniegdzie zobaczyć można biało-czerwoną flagę, a prezydent wręcza medale. Przy ogólnej niemrawości społeczeństwa, które w znacznej mierze nie wie co to za święto, to w Kościele widać największą radość z „odzyskania niepodległości”. Świętują nowe realia, w których, bez względu na odcień polityczny rządu, ich władza i interesy mają się świetnie.
    Jednak Polska nie jest jeszcze państwem niepodległym. Przestrzegał przed tym Jerzy Giedroyc: „Niestety, z chwilą nastania tzw. niepodległości Kościół dąży do stworzenia kraju wyznaniowego. Mamy być takim skansenem polskiego fundamentalizmu. To jest zupełna katastrofa.” (Angora , 2000).
    Najbardziej w tym wszystkim razi obłuda, zakłamanie i puste frazesy.
    Prymas Glemp wołał podniośle: „Niepodległość to zbiorowa wolność. Gdy ktoś wychodzi z więzienia, otrzymuje wolność, może dysponować własnymi krokami. Kiedy cały naród, który musiał słuchać rozkazów innych władców, został od tych władców uwolniony , mógł rządzić sam sobą…”. Podczas kiedy wiadomo, że nie całkiem zgodne to z prawdą, a wierni nie znają prawdziwej rzeczywistości o jakiej uczą nas choćby ustawy (tzw. encykliki) zwierzchników Jego Eminencji Księdza Prymasa. Do dziś obowiązuje encyklika Leona XIII Depuis le jour , która stanowi: „Słusznie porównuje się kościół do armii uszeregowanej do bitwy…, albowiem jego posłannictwem jest zwalczanie widzialnych i niewidzialnych wrogów Boga i dusz… Otóż tym co stanowi siłę armii, jest dyscyplina , jest ścisłe i surowe posłuszeństwo wszystkich wobec tych, na których spoczywa ciężar rozkazywania ” . A także encyklika Graves de communi tegoż papieża, gdzie precyzuje się: „Tymi Bóg raduje się w duchu, którzy własne swe zdanie odrzucając, rozkazów zwierzchników kościoła całkiem tak samo słuchają, jak Jego samego „. Tak więc z tymi rozkazami to nie całkiem tak jak publicznie mówił Prymas. Giedroyc twierdził, że tzw. niepodległość polega na tym, iż Polska zmieniła jedynie wasala: z Moskwy na Watykan. Tego nie doprecyzował kardynał Glemp w swym kazaniu.
    Marszałek Piłsudski i legiony polskie
    Papież Jan Paweł II (z polskich Wadowic skądinąd) pisał do Polaków, że raduje się, iż „w suwerennej Polsce na nowo nabierają blasku i właściwego znaczenia patriotyczne idee, związane z obroną ojczyzny, marszałkiem Józefem Piłsudskim — honorowym obywatelem Kielc, i legionami” . Oczywiście liczy się na to, że tylko pomijalny ułamek Polaków wie, jaki był rzeczywisty stosunek Kościoła do legionów i Piłsudskiego. No bo któż pozna prawdziwą historię Polski i kościoła, w kraju gdzie „nauczanie i wychowanie — respektując chrześcijański system wartości” -nie mówi całej prawdy?A to przecież nie kto inny jak arcybiskup Popiel [ 1 ] wyklinał Piłsudzkiego i jego działania niepodległościowe, natomiast kielecki biskup Łosiński, „ten sam biskup Łosiński, który powstania polskie nazywał ‚żydowskiemi’, ten sam, który w roku 1917 oświadczył w swoim okólniku, że nie rozgrzeszy ani członka P.O.W. [ 2 ], ani członkini Ligi Kobiet [ 3 ], ani nawet prenumeratorów ‚Piasta'” [ 4 ], zabraniał odprawiać 3 maja mszy w intencji Polski oraz grzebać legionistów na cmentarzach. „Biskup Łosiński wkraczającym Legjonom odmówił posług religijnych. O Komendancie Piłsudskim szerzył i szerzy niesłychane oszczerstwa, z ambony pomawia go o bandyckie napady i rabunki. Biskup Łosiński do ostatnich czasów zakazywał śpiewać w kościele: ‚Boże coś Polskę'” [ 5 ]. Nawet wspaniałe zwycięstwo Piłsudskiego w bitwie warszawskiej, decydującej dla losów wojny polsko-rosyjskiej z lat 1919-21, o zasadniczym dla polskiej niepodległości, a także o znaczeniu międzynarodowym (powstrzymanie naporu bolszewickiego na Europę), została przez kler zdeprecjonowana i zakłamana. Propagowano to zwycięstwo jako tzw. Cud nad Wisłą, o czym do dziś uczy się w szkołach. Tymczasem nie był to żaden cud, lecz doskonale przeprowadzona operacja wojenna, która rozgrywała się według koncepcji Piłsudskiego. Bitwa trwała od 13 do 25 sierpnia 1920 r. Front wroga został przełamany pod Kockiem i Cycowem przez tzw. grupę manewrową (5 dywizja piechoty, brygada kawalerii) dowodzoną przez Piłsudskiego, która rozbiła całkowicie jego lewe skrzydło i wyszła na tyły wojsk atakujących Warszawę.
    Bezpośrednio po tym kler podjął propagandę przekłamującą tę wiktorię socjalisty Piłsudskiego. Już w październiku w Gazecie Świątecznej, jednym z popularniejszych ówczesnych polskich tygodników o tendencji klerykalnej, na samym wstępie zamieszczony był artykuł jednego z księży, który pisał m.in. tak oto: „…cóż dziwnego, że udało się Polakom zwyciężyć bolszewików, przecie sam widziałem na polu bitwy, jak Matka Boska osobiście granatami rzucała bolszewików.” . Szybko te pomysły podchwycono i upowszechniono. Celem było anektowanie kościelne glorii z bolszewikami. W 1930 r. jezuita ks. Henryk Mroczko, w artykule zamieszczonym w piśmie Sodalis Marianus , przypisał całą zasługę ni mniej ni więcej tylko przyszłemu papieżowi Piusowi XI [ 6 ], kooperującemu w tym zbożnym dziele z Matką Boską: przyszły papież się modlił, a Maryja wydała ostateczny rozkaz bojowy. Ks. Mroczko ‚informuje’ zatem wiernych: „…Rozpoczął się straszliwy srom. Rozbite oddziały piechoty i konnicy tłoczyły się wraz z taborem w bezładną masę, która w przerażeniu i panice uciekała,, porywając wszystko za sobą. Nie pomogły energiczne rozkazy naczelnego dowództwa… Jeden chciał z nami pozostać… ukochany przez naród Nuncjusz papieski Mgr. Ratti, a miłościwie nam dziś panujący Pius XI… W rozełkany jęk ludu wplotło się gorące wołanie: ‚Królowo Korony Polskiej — Módl się za nami…’. Na to wołanie ludu, na ten krzyk chrześcijaństwa, podniosły się skały, otworzyły groby, ruszyły kurhany i z nich poczęły wstawać zastępy zakutych w zbroje skrzydlatych rycerzy, a na ich czele Sobiescy, Chodkiewicze, Czarnieccy, Żółkiewscy… Stanęli i zwrócili wzrok ku Jasnej Górze pytając, ku jakiej potrzebie Królowa ich woła. Tam przejasna Pani z Dzieciątkiem na ręku, obleczona w szkarłat z koroną na głowie, wskazywała berłem ku Warszawie, a z ust jej padł rozkaz: ‚W nich!’ Szczęknęły zbroje, pochyliły się proporce, zaszumiały skrzydła i z okrzykiem: ‚Jezus, Marja!’ — pomknęli rycerze jak huragan ku stolicy… Polska zwyciężyła, bo za nią stała matka Kościół , bo przy niej trwał wiernie przyjaciel, który jako namiestnik Chrystusowy miał zasiąść na papieskim tronie.”
    W lutym 1931 r. Ognisko Nauczycielskie przytaczało kazanie rekolekcyjne dla młodzieży jednego z księży: „W czasie inwazji bolszewickiej była taka bieda w kraju, że buta nie można było kupić. Prezydenta — głowy Państwa nie było, wojska prawie nie było, dowódców nie było i wojsko ich nie miało . Jednak stał się cud nad Wisłą, który sprawił X. Skorupka. ” Mniejsza już nawet z tym, że ks. I.J. Skorupka, kapelan WP, nie znajdował się wśród żywych, kiedy Piłsudski dokonywał przełomowego natarcia, lecz ta fałszywa propaganda przyniosła taki efekt, że polska młodzież w okresie międzywojnia czciła ks. Skorupkę jako bohatera narodowego, który zasłużył się tym i tylko tym, że poległ w czasie walk pod Warszawą jako rzymski ksiądz; zaś faktyczny sprawca zwycięstwa — marszałek Piłsudski — był zapoznany wśród młodzieży jako bohater tamtej bitwy.
    To były okoliczności odzyskania niepodległości, które dziś świętujemy. A patriotyzm, o którym wspominał Papież? Też warto byłoby dopowiedzieć to i owo.
    Kler i tożsamość narodowa
    Mówi się wiele jedynie o tym jak przywiązanie do polskiej wiary pielęgnowało świadomość narodową. Jest w tym może jakiś odblask prawdy, ale tylko odnośnie zwykłych pojedynczych księży, nie Kościoła jako takiego. Symbolem tego jest pięć podpisów biskupich pod aktem Targowicy — zaprzedania Polski z 1792 r.
    Górny Śląsk
    Jak czytamy w książce 150 lat niewoli pruskiej (nakładem Spółki Wydawniczej Karola Miarki, Mikołów 1920): „Urząd biskupi ulegał pod każdym względem rządowi pruskiemu, dawał się używać za narzędzie i przyczyniał się gdzie mógł do germanizowania polskich dzielnic. W r. 1787 już samorzutnie napomina proboszczów do pielęgnowania niemczyzny w szkołach. Górny Śląsk miał zostać zniemczony jak najprędzej.” (s.11) I nieco dalej: „Kościół zaprowadził w celach germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla dzieci, msze szkolne z niemieckim śpiewem, zastąpił w licznych wypadkach polskie melodje niemieckiemi i dawał tym pieśniom wszędzie pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz więcej się zacierały w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety, czasopisma, a zwalczali polskie, katolickie siostry zakonne zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali się w korespondencji z parafjanami tylko językiem niemieckim” (s.54)
    Diecezja wrocławska, której podlegał prowincja kościelna Górnego Śląska nie należała ówcześnie nie do niemieckiej organizacji kościelnej, lecz była niejako neutralna, gdyż na mocy bulli cyrkumskrypcyjnej De salute animarum z 1821 r. podlegała bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, czyli administracyjno-prawnie była niejako wyjęta z niemieckiego kościoła, pomimo, iż tereny ich należały przecież do Niemiec. To było bardzo dla Polski korzystne i stanowiło pewien symbol. Wyjątkowe były role niemieckiej hierarchii katolickiej w akcji antypolskiej. Kardynał Kopp prowadził intensywną germanizację na Górnym Śląsku. Tuż przed plebiscytem na Górnym Śląsku kardynał Bertram z Wrocławia wzywał podległych sobie proboszczów, by zakazali polskim księżom jakiejkolwiek agitacji plebiscytowej. Tak więc główne role odgrywali tam hierarchowie niemieccy, ale to nieprawda, że to niemieccy duchowni germanizowali Polaków, gdyż czynił to tamten kościół jako całość i germanizatorami byli zarówno duchowni narodowości polskiej jak i niemieckiej. Świadczy o tym choćby otwarty „List do górnośląskich księży — germanizatorów” ogłoszony w kwietniu 1919 r. Oto jego fragment: „Zwracamy się do Was — kapłani, co uznając prawa Boże, gwałcicie je sromotnie, szydząc z wszelkiej sprawiedliwości, zamiast uszlachetniać serca ludu, powierzonego Waszej opiece, czynicie zeń jakieś stworzenie bez uczucia i serca. O! — Wy grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad kolebką piosnki polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku Waszej hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! — Biada Wam!!! Wy zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców.”
    Kiedy w 1929 r. papież zawarł konkordat z Prusakami włączył już włączyć biskupstwa wrocławskie i warmińskie do niemieckiej organizacji kościelnej.
    Janina Barycka pisała w latach 30.: „O ile o Kościele mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk Górny Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter. Zapewnienia te brzmią specjalnie fałszywie na tle germanizacyjnej działalności kleru śląskiego. Jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego germanizacyjnych usiłowań, faktem jest bowiem, że tak, jak to dziś czynią księża na Śląsku Opolskim czy w Prusach Wschodnich, tak samo przed wojną kler śląski wytężał wszystkie siły, by ludowi polskość jego odebrać. Faktu tego nie zmieni powoływanie się na działalność niektórych jednostek z pośród kleru, które istotnie w bardzo ciężkich czasach dla ratowania polskości Śląska poważne położyły zasługi. Ale… jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla polskości, są tylko jaśniejszemi punktami w ponurej masie księży renegatów, pracujących na rzecz niemczyzny.”
    Wielkopolska
    Choć podaje się, że w Wielkopolsce kościół był ostoją polskości, tak jednak znów jeśli idzie o hierarchię sprawa jest złożona. Z pewnością symbolem propolskich pasterzy (a zarazem antyniemieckich), zasiadających na stolcu gnieźnieńskim, jest Jakub Świnka (zm. 1314), który od roku 1283 gorliwie sprzeciwiał się wchodzeniu Niemców do Kościoła polskiego, występował również w obronie języka polskiego oraz był rzecznikiem zjednoczenia Polski, w czasie kiedy była rozbita. Na dziewięciu znaczniejszych arcybiskupów gnieźnieńskich z okresu zaborów, większość prowadziła politykę ugodową.
    Świnką okresu zaborów uznać można z pewnością abpa Teofila Wolickiego (od 1828), który troszczył się o język polski, w szczególności w szkołach parafialnych, bronił narodowego charakteru Kościoła oraz utrzymania archidiecezji gnieźnieńskiej jako symbolu polskości. Polskim patriotą uznać również można abpa Leona Przyłuskiego (od 1845). Czy wreszcie Edmunda Dalbora (od 1915), który popierał udział duchowieństwa w powstaniu wielkopolskim (1918-19) i akcji plebiscytowej na Śląsku i Warmii.
    Bardziej dwuznaczne były postawy arcybiskupów: Mieczysława Ledóchowskiego (od 1866), który początkowo współpracował z rządem pruskim i ograniczał udział duchowieństwa w propagowaniu haseł narodowych, jednak nawrócił się na patriotyzm wówczas kiedy rząd wystąpił z metodycznym atakiem na katolicyzm w okresie Kulturkampfu; Juliusza Dindera (od 1886), który wzburzył opinię publiczną wprowadzając nauczanie religii w języku niemieckim już od najniższych klas gimnazjalnych, jednak później sprzeciwiał się polityce germanizacyjnej rządu pruskiego; Floriana Stablewskiego (od 1892), który jakkolwiek występował w obronie prawa do używania polskiego języka, jednak prowadził politykę ugodową wobec władz, bardziej za to zajmowała go walka z socjalizmem. W 1894 r. mówił: „Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo w tej dzielnicy, oddzielonej na podstawie prawno-państwowej przez 5 czy 6 stuleci od Polski; a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w naszem zrozumieniu wogóle nie było, rozbudzanie tego uczucia nie posiada w dobie dzisiejszej żadnego uprawnienia”
    Ale już zdecydowanie negatywnie ocenić należy postawy arcybiskupów: Jana Gabriela Podolskiego (od 1767), który był współorganizatorem konfederacji radomskiej (1767), zaś w czasie konfederacji barskiej czynił zabiegi w celu utworzenia stronnictwa prosaskiego współdziałającego z Rosją; nadto był rzecznikiem uniezależnienia Kościoła polskiego od Rzymu i zasłynął z wielu skandali; Antoniego Kazimierza Ostrowskiego (od 1777) — wykonawcę poleceń Rosji, symbol hańby polskiego kleru, który na sejmie w latach 1772-75 przewodniczył delegacji podpisującej traktaty rozbiorowe Polski, na żołdzie ościennych mocarstw; Ignacego Raczyńskiego (od 1806) — całkiem uległego wobec zarządzeń władz pruskich; czy w końcu Edwarda Likowskiego (od 1906), który również prowadził politykę uległości wobec Prusaków. Wraz z prałatem Dorszewskim wydał odezwę wzywającą Polaków pod sztandary niemieckie, gdyż — powiada — „w narodzie polskim nie wymarło poczucie obowiązku względem władzy z woli Boga nad nim postawionej” ; jednocześnie przestrzegał, by nie dawano się zwodzić „agentom i burzycielom pokoju” , którzy odwodzili Polaków od prawowitej władzy.
    Arcybiskup lwowski, Józef Bilczewski, w odezwie z 4 sierpnia 1914 nakazywał Polakom bić się za Austrię. Kiedy w proteście przeciw rusyfikacyjnej polityce władz rosyjskich w Królestwie Polskim rozpoczął się strajk i bojkot szkół rządowych (1905), wówczas arcybiskup warszawski Popiel wydał odezwę (23 lipca), odczytaną we wszystkich warszawskich kościołach, wzywającą młodzież do powrotu do rosyjskich szkół.
    Polskie zrywy niepodległościowe
    Kiedy wybuchło polskie Powstanie Listopadowe [ 8 ], ówczesny papież Grzegorz XVI pospiesznie wydał encyklikę do polskiego duchowieństwa, w której nazwał powstańców „podłymi buntownikami, nędznikami, którzy pod pozorem dobra powstali przeciw władzy swojego monarchy” (prawosławnego cara!). Grzmiał z Rzymu: „Słyszeliśmy, że nieszczęście okropne, jakie nawiedziło wasze Królestwo, nie miało innego źródła, jak machinacje kilku krętaczy i agitatorów, którzy pod płaszczykiem religijnym podnieśli głowy przeciwko uświęconej prawem potędze władcy” . W dziesięć lat później tłumaczył się, że został wprowadzony w błąd i stąd ten surowy osąd.
    Uwiecznił to Juliusz Słowacki w Kordianie , gdzie papież mówi: „Niech się Polaki modlą, czczą cara i wierzą, (…) Niech wasz naród wygubi w sobie ogniów jakobińskich zaród albo na pobitych Polaków pierwszy klątwę rzucę” . W Beniowskim wyraził to jaśniej: „Polsko — Twa zguba w Rzymie” . Podobną opinię o roli kościoła dla polskiej niepodległości miał drugi wielki wieszcz naszego narodu — Adam Mickiewicz , który pisał w „Trybunie ludów”: „Księża i prałaci, wy oczekujecie zbawienia tylko od złota… Nie mówcie, że ludy was opuszczają; to wy je opuściliście; one was szukają na posterunku waszym i tam was nie znajdują; one chcą się podźwignąć, a wy je w dół spychacie. (…) Lud, który walczy o swoją niepodległość albo o rozszerzenie swoich swobód… powinien nie ufać wysokim dostojnikom Kościoła, którzy wszyscy jednakowo są przywiązani do kultu absolutyzmu bez względu na to, czy ten absolutyzm jest mahometańskim, czy heretycki, czy nawet ateistyczny.”
    Niewiele jednak różniły się reakcje hierarchii na kolejny ogólnonarodowy zryw niepodległościowy — Powstanie Styczniowe (1863-64), które papież, Pius IX tym razem, określał jako „zamieszki” (sic!). Pisał w liście do cara, że nigdy do czegoś takiego by nie dochodziło, gdyby ten dał więcej swobody klerowi. „Wtenczas jego carska mość się przekona, że przyczyną stałych zamieszek w Polsce, był ucisk sumienia, ucisk religii, ucisk kleru i t.d.” Nie brak niepodległości, lecz ograniczanie kościoła było przyczyną „zamieszek” ! 17 września 1863 konsystorz wileński (kuria biskupia) nazwał Powstanie Styczniowe „rokoszem” wywołanym przez „łotrzyków” , „ludzi nieporządku” , „przestępców” .
    Kolejny papież, Leon XIII, pisał do polskich biskupów zaboru rosyjskiego: „Nie ustawajcie zarazem w dążności, żeby ugruntowało się w duchowieństwie i we wszystkich innych, poszanowanie władz wyższych i zastosowanie się do urządzeń publicznych” . Następnie wyraża wdzięczność biskupom polskim w Niemczech, że posłuszni są zaborcy: „Miło nam widzieć, z jakiem posłuszeństwem i przywiązaniem jednomyślnie łagodnym Jego, ale mozolnym rządom sprzyjacie i przykazuję Wam, żebyście wielkodusznej Najjaśniejszego Cesarza bezstronności zaufali” .
    Słusznie więc wnioskuje K. Czapiński, że „…cała 150-letniawalka narodu polskiego o niepodległość i prawo we wszystkich 3-ch zaborach, cała ta walka odbywała się wbrew intencjom Stolicy Apostolskiej, wbrew wyraźnym jej poleceniom i instrukcjom. Ja się nie dziwię, że nie tylko stronnictwa skrajne, ale i stronnictwa prawicowe w swoim momencie szczęśliwszym, kiedy więcej uwzględniały interes narodu, przestrzegały przed zbytnim posłuszeństwem dla Rzymu.” Przykładem choćby narodowiec Roman Dmowski , który pisał w książce Dziesięciolecie Przeglądu Wszechpolskiego : „W dziejach naszej części świata polityka kościelna często błądziła, usiłując przeciwstawić się prawowitemu państwu i narodowej idei lub sprowadzając je z właściwej drogi dla celów swojej organizacji. Był to błąd, bo Kościół, mający na celu moralne podniesienie ludzkości, nie zdawał sobie w tych rzeczach sprawy, że osłabiając ideę narodową i siłę moralną narodowego państwa, podkopywał najsilniejszą podstawę organizacji moralnej (…) wina za to spada na politykę kościelną i na miejscowe duchowieństwo, które tyle zrobiło usiłowań, by Państwo i narodową ideę zupełnie podporządkować widokom Kościoła i tem przyczyniło się do zdezorganizowania instynktów narodowych „.
    Nauczycielka Janina Barycka dodaje: „Zabieganie egoistyczne około zwiększenia swych wpływów nawet kosztem interesów polskich, nawoływanie do wierności wobec zaborców, przypominanie, że wszelka władza pochodzi od Boga i szanować ją należy, rezerwa, a często paraliżowanie prądów wolnościowych — oto naczelne zasady, jakiemi kierowali się dostojnicy Kościoła w swych poczynaniach. Niższy kler ulegał tym prądom. Mając ugruntowane przez wieki wpływy w społeczeństwie mógłby był wiele, gdyby chciał, zdziałać dla sprawy polskiej w czasach niewoli. Nie zrobił tego, bo niestety — z małemi wyjątkami — wolał gromadzić majątki, utrzymywać masy w ciemnocie i wstecznictwie, zaprawiać je do bezmyślnej bigoterji, drżąc równocześnie przed każdym powiewem wolności czy nowoczesnej myśli.”
    ‚Okupacja’ II Rzeczpospolitej
    Kiedy naród polski odzyskał w 1918 niezależny byt państwowy, sprawą oczywistą i konieczną były głębokie reformy ekonomiczno-społeczne, dostosowujące Polskę do nowych realiów. Tymczasem kler katolicki, jak określił to poseł Kazimierz Czapiński [ 9 ] w czasie jednej z debat konstytucyjnych w Sejmie, był „czarno-fioletowym batalionem reakcyjnym” [ 10 ]. „Większość kleru spotyka się nie tam, gdzie się Państwo buduje, ale tam, gdzie się temu Państwu rzuca kłody pod nogi” (Barycka)
    Kiedy wprowadzano reformę rolną „całe duchowieństwo sejmowe, w liczbie 30…, wszyscy jak jeden mąż głosowali przeciwko reformie rolnej” (Czapiński). Powód był prosty: musieli się podzielić ziemią z polskim społeczeństwem. W samej tylko Galicji było ówcześnie 129 tys. hektarów ziemi kościelnej (połowa episkopatu). Jeden arcybiskup lwowski posiadał 31 tys. ha. 49 tys. ha należało do klasztorów, z czego 1/3 do dominikanów. Ale mało tego. „Gdy była mowa o kolatorstwie ze strony chłopów, członków gminy, biskupi i księża oświadczyli, że nie podporządkują się woli Sejmu. Nic wobec tego dziwnego, że jednym z pierwszych podarunków w niepodległej Polsce ze strony kleru katolickiego polskiego, było upokorzenie Polski wobec Rzymu, kiedy to Sejm uchwalił, że Polska nie ma prawa swojej własnej kwestii rolnej załatwić w pewnym jej dziale bez zgody tej wyższej instancji, która ma być dla Polski Rzym” (Czapiński)
    Podobnie jak i dziś czuli się panami. Wkrótce po zawarciu konkordatu katowicka Kuria biskupia uznała, że nawet już sądy państwowe muszą słuchać się zarządzeń kościelnych. Oto fragment pisma:
    Kurja Biskupia [0 28/26]
    Katowice, dnia 8 stycznia 1926 r.
    W-ny Adwokat Dr. Pałka
    Pszczyna
    W odpowiedzi na list z dnia 6.I.1926 r. w sprawie Krz… c/a P… donoszę, że Sąd Kościelny uważa prawomocny wyrok w danej sprawie, wydany przez Sąd Okręgowy w Katowicach (8.P.66/35) za wyrok mylny i bez znaczenia w sprawie Kurji Biskupiej przeciwko p. J.K…
    Oficjał w z. Ks. Jarczyk [ 11 ]
    Sabotowali nie tylko polski Sejm, polską Komisję Kodyfikacyjną, polskie sądy, władze rządowe, terroryzowali nauczycieli w szkołach, ale nawet i do wojska polskiego często odnoszono się z dawną nieufnością. Oto kilka wycinków prasowych z jednej tylko gazety (Przegląd Łomżyński ), większość dotyczy jednego tylko roku (podane za Barycką):
    18 II 1931: „W dniu 16 lutego r.b. Sąd Grodzki w Ł. rozpatrywał sprawę ks. Ch. z W., pow. łomżyńskiego, oskarżonego o obrazę Wojska Polskiego, dokonaną w ten sposób że ks. Ch. na kazaniu wygłoszonem w W. między innemi wyraził się: ‚w piątek przyjechała do W. jakaś zgraja i założyła organizację, do której mogą należeć jedynie łobuzy i wyrzutki społeczeństwa’. Powyższe wyrażenie dotyczyło się przyjazdu ppłk. R. wraz z innymi wojskowymi do W.”
    6 III 1933: „Niema prawie miesiąca, abyśmy z przykrością nie zanotowali kilku faktów ukarania księży katolickich przez sądy lub władze administracyjne za różne przekroczenia lub występki . Jeśli zważymy, że duchowieństwo z powołania swego powinno świecić przykładem, to fakty te są zatrważające i wymagają szybkiej naprawy. Oto znowu musimy z obowiązku publicystycznego zanotować kilka podobnych przykrych wypadków z naszego terenu. Dnia 31 ub. m. przed Sądem Grodzkim w Ostrołęce odbyła się rozprawa przeciw ks. T., nauczycielowi religji szkoły powszechnej w Rz., który rozszerzał napisany przez siebie ‚referat’ oraz wygłaszał z niego odczyty, uwłaczające członkom rządu polskiego. Sąd w wyniku rozprawy skazał księdza T. na 3 miesiące bezwzględnego aresztu. (…) Są to wypadki, które, niestety, coraz częściej się zdarzają .”
    9 VII 1933: „Rozprawa sądowa przeciwko księdzu J. Ch., b. wikaremu w P., o zniewagę i zniesławienie rządu i wojska, która odbywała się przed Sądem Grodzkim w Z. w dniu 28 maja b.r. i nie doszła wówczas do końca, obecnie w dniu 3 b.m. znalazła prze tymże sądem swój epilog. Sąd Grodzki pod kierownictwem p. sędziego T. po wysłuchaniu rzecznika oskarżenia publicznego, pprokuratora S.O. w Ł. p. M., oraz świadków wydał wyrok, mocą którego zasądził ks. J. Ch. na dwa miesiące bezwzględnego aresztu.”
    30 VII 1933: „W n-rze 24 Przeglądu Łomżyńskiego z dnia 11 czerwca b.r. pisaliśmy, jak to ks. proboszcz G. z parafji Ł., pow. ostrołęckiego, uczcił święto Wniebowstąpienia Pańskiego, bijąc wraz ze swym organistą strzelca B. Cz. Obecnie donoszą nam, że ks. proboszcz A. G. i organista T. za czyn nielicujący z ich stanowiskami i niemający nic wspólnego z miłością bliźniego, zostali przez Sąd Grodzki w M. w dniu 19 lipca b. r. skazani na grzywny i koszty sądowe.”
    3 IX 1933: „Działalność w gminie i parafji w S. ks. wikarego K. Sz. zaprowadziła w końcu przed kratki sądowe Sądu Grodzkiego w S., gdzie w dniu 25 b. m. odpowiadał za znieważenie władz wojskowych i państwowych, jako oskarżony z art. 127 K. K. (…) Świadkowie oskarżenia w całej rozciągłości potwierdzili stawiane ks Sz. zarzuty, przyczem jeden ze świadków oskarżenia Ł. G., rolnik z B., uczestnik walk o Niepodległość Polski, odznaczony za waleczność, zarzucił księdzu, iż powiedzeniem swojem naraził go na kpiny zebranych, z których nikt nie był na wojnie, a zebrani, trzymając stronę księdza, poddali jego moralność w wątpliwość, tylko za to, iż wiele lat w trudzie i znoju walczył o Niepodległość i bronił Polski, za co został odznaczony. Sąd, uznając winę ks. Sz. za udowodnioną, skazał go z art. 12? K. K. na 1 miesiąc aresztu bez zamiany na grzywnę. Jako okoliczność łagodzącą przyjął Sąd pod uwagę młody wiek oskarżonego, jego niewyrobienie życiowe, bardzo popędliwy charakter, oraz fakt, iż działalność jego podyktowana, była chęcią przypodobania się swej władzy przełożonej .”
    26 IX 1933: „W dn. 10.XI b. r. w Sądzie Grodzkim w S. odbyła się rozprawa przeciwko ks. kanonikowi St. z S., byłemu dyrektorowi gimnazjum koedukacyjnego w Z., oskarżonemu z art. 127 K. K. o zniewagę funkcjonarjusza Policji Pań. podczas pełnienia służby, przez wyrażenie się w sposób uwłaczający godności. Po zbadaniu świadków, którzy stwierdzili fakt zniewagi, Sąd skazał ks. St. na 2 tygodnie bezwzględnego aresztu. Na podkreślenie zasługuje przemówienie oskarżyciela publicznego, podprokuratora Sądu Okręgowego p. Sz., który zaznaczył, że ksiądz katolicki, który winien być wzorem pokory chrześcijańskiej, kierowany niskiemi pobudkami natury materjalnej, złość swoją wyładował publicznie na, funkcjonarjuszu Pol. Pań. w czasie służby, za co winien ponieść zasłużoną karę…”
    Symbolem „ruchu oporu” przed nową „okupacją”, był w latach 30. T. Żeleński-Boy , określany w prasie klerykalnej jako „znany wróg religii katolickiej” (Goniec Pomorski ). W Dziewicach konsystorskich pisał: „Kamień grobowy odwalono, Polska zaczęła żyć własnym życiem. Natychmiast kler wyciągnął rękę po nią, niby po swoje prawe dziedzictwo.” Poświęcił temu cykl felietonów, zebranych m.in. w książce pod jakże znamiennym tytułem: Nasi okupanci , gdzie czytamy w jednym z fragmentów: „Okupacja kraju, o której nieraz mówiłem, postępuje. Dzieje się to zwłaszcza dzięki osobliwej konfiguracji frontów politycznych. Jeśli Sienkiewicz w Potopie porównywał Rzeczpospolitą do postawu czerwonego sukna, które sobie wydzierają królewięta, to dziś można by powiedzieć, że wszystkie bez wyjątku partie wydzierają sobie czarną połę sutanny. W następstwie tej polityki nic dziwnego, że ‚stan posiadania’ rośnie… Departament nauki i sztuki znajduje się w ręku osoby duchownej. Łysiny macherów z Instytutu Literackiego wcale dobrze imitują tonsurę. Katolicka Agencja Prasowa rzuca pioruny na teatr za wystawienie sztuki, w której Filip II, patron św. Inkwizycji, potraktowany jest nie dość czule. (…) Słowem, obręcz się zacieśnia. Gdyby nasza okupacja ziściła swoje ideały, wszystko — absolutnie wszystko — byłoby poddane władzy kleru. (…) sądzę, że urząd wiceministra oświecenia już pozostanie przy sutannie na stałe. Nasz kler niełatwo wypuszcza z rąk raz uzyskany stan posiadania…”.
    Przez cały niemal okres państwo polskie zmagało się z odbudową jednolitego systemu prawnego, opracowując w powołanej w 1919 r. Komisji Kodyfikacyjnej szereg kodyfikacji polskiego prawa. Kler sabotował zarówno kodeks cywilny jak i kodeks karny, każdy atakując za sprzeczność z katolicką moralnością. W wyniku tych zabiegów przepadł najlepszy polski projekt prof. Lutostańskiego. Prymas Hlond grzmiał: „Już z okazji ostatniego święta papieskiego napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie jako zamach… jako zuchwałą próbę… wydania rodziny na bezeceństwa bolszewizmu… Komisja Kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć … Nie można dość stanowczo odeprzeć tych haniebnych zakusów…”. Oto co pisał wówczas Boy: „…ma się wrażenie, że to mówi przedstawiciel postronnego mocarstwa, rezydujący w naszym kraju, ale obcy, przemawiający tonem władcy (…) Napiętnowałem… zuchwałą… bezeceństwa… ośmieliła się… haniebne zakusy… Co słowo, to obelga (..) Tak przemawia rzymski dygnitarz do wielkiego ciała najpoważniejszych prawoznawców, powołanych przez polski rząd celem przygotowania nowych ustaw! (…) Skoro czterdziestu kilku członków Komisji Kodyfikacyjnej, wybieranych spomiędzy najbardziej zrównoważonych żywiołów, zdecydowało się przeciwstawić klerowi, narażając na świadome obelgi i klątwy, to znak, że przebrała się miara buty i wichrzycielstwa prałatów, i że, wobec ich destrukcyjnej działalności, nasi aż nazbyt cierpliwi kodyfikatorzy też musieli powiedzieć swoje: ‚Non possumus’. (…) A jeśli nasi okupanci każą … śpiewać ‚Pod Twoją obronę’, nie pozostanie nam nic innego niż zaśpiewać… odpowiednio zmodyfikowaną ‚Rotę'”.
    W innym felietonie pisał „o prawdziwym nastroju ludności w stosunku do naszych ‚okupantów’. Ach, jak tam ludzie zaciskają pięści, jak zgrzytają zębami, a równocześnie jak panicznie się boją! Po prostu utraty chleba, represji, zemsty. Ucisk — w małych zwłaszcza środowiskach — jest straszliwy. Tam nie można być nawet neutralnym, trzeba być karnym szeregowcem w kadrach świętoszkostwa, patrzyć bez mrugnięcia okiem na ogłupianie, łupiestwo, cynizm tyjący kosztem skrajnej nędzy, na zuchwałą brutalność czarnych wielkorządców. (…) Ci, którzy nie są doszczętnie ogłupieni, dławią się po prostu od wściekłości i nienawiści. Obawiam się, że żaden Moskal ani Prusak nie budził takiej reakcji wewnętrznego buntu jak ta okupacja, głębiej wdzierająca się w dusze, w życie prywatne i w kieszenie niż jakakolwiek inna. Toteż ślepota i sobkostwo naszych okupantów są wprost groźne: od iskry, która by padła na te prochy, mógłby spłonąć cały kraj” [ 12 ]
    Przesadzał? Jeszcze w roku 1991 inny nasz wielki literat — Czesław Miłosz — wspominał tamten okres, odnosząc go do dzisiejszej sytuacji: „…powiedzmy sobie szczerze, ludzie w Polsce zaczęli się księży bać, co nie jest dobrym znakiem. Ponieważ mam za sobą doświadczenia z międzywojennego dwudziestolecia, kiedy ksiądz prefekt, czyli katecheta w szkole, miał na zasadzie Konkordatu, tak dużą władzę, że ani nauczyciele, ani uczniowie nie ośmielali się z nim zadzierać, taki strach jest dla mnie zrozumiały (…) Nie jest dla nikogo sekretem, że przed wojną inteligencja, zwłaszcza tzw. inteligencja twórcza, boczyła się na kościelny ‚ciemnogród’ i że przymiotnik ‚katolicki’ oznaczał dla niej ‚obskurancki’. Dopuszczano wyjątki, przyjmowane jednak jako rodzaj egzotycznych zwierząt.” [ 13 ] Kler inteligencji dłużny zresztą nie zostawał. Ognisko Nauczycielskie z 1931 r. cytowało kazanie jednego z księży, który mówił: „Inteligencja polska — to zgnilizna, czyta książki treści pornograficznej i bolszewickiej, a nie religijnej.” Nota bene, wówczas również kler walczył namiętnie z pornografią. Tak dla przykładu, jak podaje w swych propagowanych przez środowiska klerykalne i kościelne wytycznych z książki Co czytać ks. Pirożyńskiego, dowiadujemy się m.in. o Janie Parandowskim, autorze znanych opowiadań mitologicznych (Mitologia , 1924). Na temat jego mitologii pisze się: „Opowiadania rzekomo mitologiczne, a naprawdę pornograficzne” . Tenże pornografista był w latach 1945-48 profesorem Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego.
    Boy nie przesadzał — była to swoista ‚okupacja’ Polski, w okresie, kiedy coś takiego już się w innych państwach raczej nie zdarzało.
    Epilog
    Trudno więc doprawdy przeniknąć z jakiej racji kościół świętuje dzień niepodległości, w odzyskaniu której czynił nieskończone przeszkody i był co najmniej kłodą rzuconą narodowi pod nogi. Być może całą prawdę mówi nam nota wysłana do Polski przez watykański „MSZ” (Sekretariat Stanu), gdzie ojcowie wyraźnie przeinaczają sens święta, sugerując jakobyśmy świętować mieli „odzyskanie niepodległości” po upadku PRLu: „To, co było zakazane podczas panowania totalitarnych systemów — pisze w imieniu papieża abp L. Sandri — obecnie, w niepodległej Polsce, wyłania się z mroku historii i nabiera nowego znaczenia” (za: DI PAP nr 1134 z 12 XI 2002). Widocznie już zapomniano, że święto dotyczyć ma 1918 roku… Roku w którym kler pomstował na polskich legionistów i Piłsudskiego.

  5. No to ja się dorzucę to tych „zasług”
    Antoni Wacyk

    Na pohybel katolictwu – Zadruga

    „Państwo i Kościół katolicki są to instytucje skazane na walkę ze sobą zawsze i wszędzie.”
    Józef Grabiec-Dąbrowski
    Historyk, Sekretarz Ligi Państwowości Polskiej w roku 1917

    1. „Zasługi” Kościoła w Polsce

    Całkiem niedawno w poważnym tygodniku, bynajmniej nie klerykalnym, można było przeczytać taką naiwność: „Nikt, kto rozsądny, niezależnie od żywionych zapatrywań politycznych, nie kwestionuje historycznej roli i zasług Kościoła w Polsce…”
    Co do roli – niestety, tak. Ale co do zasług? Nieprawda! Nie zasługi, lecz szkodliwość widzieli: Joachim Lelewel, Józef Ignacy Kraszewski, Juliusz Słowacki, Seweryn Goszczyński, Bronisław Trentowski, Narcyza Żmichowska, Stanisław Wyspiański, Stanisław Witkiewicz, Stanisław Ignacy Witkiewicz, Witold Gombrowicz. Nikt, z Ciemnogrodu nawet, nie odmówi tym ludziom rozsądku.
    „Zasługi” Kościoła katolickiego dla Polski przypomniałem pokrótce w moich publikacjach: Mit polski – Zadruga i Filozofia polska – Zadruga. Obecnie zamierzam rozszerzyć nieco ten temat.
    Szkodliwość Kościoła katolickiego w Polsce poczęła być jaskrawo groźna dopiero po XVI wieku, po zwycięstwie kontrreformacji, kiedy ze szkół jezuickich masowo począł wychodzić polakatolik: nie Polak, lecz katolik, nie obywatel, lecz łacinnik, typ ludzki absolutnie niezdolny do rządzenia państwem, zwłaszcza państwem wielonarodowym. Od XVII wieku rozpoczyna się tragedia I Rzeczypospolitej.
    W tej tragedii Kościół katolicki występuje jako demon zła. Groza widowiska polega na tym, że w oczach polakatolika demon ten uchodzi za opatrznościowego dobroczyńcę! Jemu właśnie polakatolik dziękuje za zasługi dla Polski!
    O tych „zasługach” niechaj mówią fakty.
    ***
    Po wybuchu powstania na Ukrainie, do którego walnie przyczynili się Skargi, Hozjusze, Kuncewicze, Bobole, po klęskach wojsk koronnych, stanął w roku 1649 trudny pokój ze zwycięską Kozaczyzną Chmielnickiego. Ugoda zborowska punktowała, jako jeden z podstawowych warunków, przyznanie hierarchii prawosławnej czterech miejsc w senacie Rzeczypospolitej. W jej żywotnym interesie leżało, by przeobraziła się w Rzeczpospolitą trojga narodów.
    Ale Rzym storpedował traktat zborowski. Nuncjusz papieski Jan de Torres zadbał o to, ażeby biskupi katoliccy, z urzędu zasiadający w senacie państwa polskiego, założyli stanowczy i skuteczny protest – „odgrażając się wyniść wszyscy z senatu.” Tym biskupom, którzy się wyróżnili w owej akcji, nuncjusz złożył podziękowanie.1)
    Znowu więc rozgorzała wojna. Potrzebne były pieniądze na wojsko. „Wszystkie sejmiki uznały, że duchowieństwo powinno bezwzględnie uczestniczyć w wydatkach na obronę państwa. Sprawa ta miała swoje głębokie uzasadnienie. Duchowieństwo tradycyjnie wolne od opodatkowania uchylało się od jakichkolwiek świadczeń na wojnę od początku powstania na Ukrainie. Jeszcze na sejmie koronacyjnym zdołało się oprzeć ostrym żądaniom w tej mierze.”2)
    ***
    W roku 1768 sejm pod naciskiem Rosji przyznał różnowiercom równouprawnienie. Historyk Władysław Smoleński zanotował mimochodem, że „…Klemens XIV zachęcał do skasowania praw z roku 1768…” Zachęcał. Nieco więcej o tym papieżu wzmiankuje obcy autor. „W instrukcji dla nuncjusza Garampi w Warszawie papież pisał: >>Co szczególnie zatrważa nas, to nie tyle plany zagranicznych ministrów, ile lekkomyślność i obojętność katolików, a zwłaszcza biskupów. Napominamy bardziej patriotycznych spośród biskupów, by nie występowali tak mocno z powodu własnych, choćby najbardziej oczywistych i ciężkich uraz, lecz by przypomnieli sobie, że są w pierwszym rzędzie katolikami, a potem dopiero Polakami.<>que l´invasion et le partage etaient non seulement politiques, mais dans l´interet de la religion; que les Moscovites se multiplieraient d´une maniere prodigieuse en Pologne; qu´ils y introduiraient insensiblement la religion schismatique; et que pour l´avantage spirituel de l´Eglise, il etait necessaire que la cour de Vienne etendit sa domination en Pologne aussi loin qu´elle pourrait.<>że inwazja i rozbiór były nie tylko właściwe politycznie, ale i w interesie religii; że w Polsce Moskale mnożą się w sposób niebywały; że wprowadzają tam po kryjomu religię schizmatycką; i że dla duchowego dobra Kościoła było konieczne, ażeby dwór wiedeński rozciągnął swe panowanie w Polsce możliwie daleko.<>naszych Moskali<>Abośmy to jacy tacy, jacy tacy – chłopcy Austriacy<>racjonalizmu<>cuda<<, usuwać nauczanie religii chrystusowej ze szkół. Wręcz przeciwnie: ilość godzin poświęconych temu przedmiotowi można nawet zwiększyć. Chodzi tylko o wprowadzenie kryteriów konstruktywnych jako ocen. Nauka religii staje się wówczas niezrównanym, pasjonującym materiałem ilustracyjnym o istocie wspakulturowego schorzenia człowieka."
    Zapewne polakatolik, dufny w swoją kilkuwiekową pozycję w Polsce, może patrzeć z lekceważeniem i drwiącym politowaniem na Zadrugę jako na jakiś odprysk antyklerykalizmu. Zapewne nie wyobraża sobie, żeby dogmat o "zasługach" Kościoła dla Polski można podważyć i wyrzucić na śmietnik. A tam właśnie Zadruga widzi właściwe miejsce dla całej aksjologii katolicyzmu. Jesteśmy zwróceni w przyszłość. Wierzymy w człowieka i jesteśmy pewni, że nadchodzi czas, kiedy Polak się otrząśnie z obrzydzeniem z katolicyzmu. Gdy dzisiaj w Warszawie w Zgromadzeniu Narodowym jakaś paniusia ogłasza z mównicy sejmowej, że ponad sejmem, ponad rządem i prezydentem jest w Polsce Bóg (onże Jahwe) i że ten fakt musi widnieć w konstytucji RP, to Zadruga ma na to odpowiedź:

    Zadrugi zakon: te mesjasze,
    Jezumaryje, ojczenasze,
    Ten cały katolicki kram –
    Nie nam! Nie nam!

    Polak musi mieć własną polską aksjologię. Uważamy za rzecz oczywistą i jak najbardziej zgodną z naturą człowieka, że tkwi w nim potrzeba religii. Jednostka ludzka bez religii jest jak łódź bez steru; religia integruje jednostkę i zespala ją ze wspólnotą narodową, która ją rodzi, wychowuje, chroni i otwiera jej możliwości samorealizacji w szerokim świecie. Religia nie musi się kojarzyć z jakąś metafizyką, z jakimś wydumanym bogiem i samozwańczymi urzędnikami tego boga.
    Religia – to pełna czci i miłości postawa jednostki wobec wartości najwyższej. A cóż innego może mieć wartość najwyższą dla jednostki, jeśli nie naród, któremu zawdzięcza ona wszystko, czym jest? Nasz naród jest źródłem i podmiotem naszej aksjologii. Wyrastamy z korzeni starożytnej Słowiańszczyzny polskiej. W starożytnym Polaku widzimy moc ducha, siłę ramienia i przyjazną postawę wobec bytu. Cześć dla naszej słowiańskiej przeszłości pozwala nam na taką jej idealizację i legitymizuje nasze obecne, nowożytne pogaństwo. W naszym pogaństwie religia – patriotyzm – kultura to trójjedność, wzajemnie się warunkująca, nawzajem się przenikająca.
    Religię uważamy za ogniskową uczuć najszlachetniejszych, jakie mieścić się mogą w piersi człowieczej: czci i miłości dla swego narodu. Zrodzą się artyści, kaznodzieje, poeci, którzy tę wartość najwyższą – naród – ukażą w urzekających duszę dziełach sztuki, opromienią czarem poezji, zwiążą emocje mas w niepokonaną siłę, której na imię: patriotyzm. A korzenie jego sięgają w czasy Lechów, Popielów, Raciborów. Przyjdzie czas, gdy dziecko polskie na pytanie: Kto ty jesteś? – wyrecytuje:

    Kto ty jesteś? Polak mały.
    Polak – znaczy człowiek śmiały,
    Śmiały myślą, słowem, czynem,
    Polak – prawym Słowianinem,
    A Słowianin – to poganin!
    Tako uczą mnie rodzice,
    Tako wierzę, tym się szczycę!

    Nasze nowożytne pogaństwo to nie niemrawe słowianofilstwo spod znaku Lelum Polelum, rozczulające się nad skorupką odkopaną w Biskupinie. Dzisiaj pogaństwo – to zdobywcza koncepcja religijno-światopoglądowa, to ideologia siły ducha i ramienia ludzkiego. To świadomość człowieka jego nabrzmiałej patosem absolutnej samotności we wszechświecie. Odrzucając chrześcijaństwo jako obrazę człowieczeństwa, nasze pogaństwo czyni to w imię własnej filozofii człowieka i jego zadań. Mówi Jan Stachniuk:
    "Ogarnąć myślowo wewnętrzny rytm dziejów, znaczy to określić budowę kosmosu, rolę człowieka we wszechświecie, hierarchię najwyższych wartości, sens historii, jej właściwy kierunek rozwojowy."
    Ten właściwy kierunek rozwojowy – to kultura. Znaczy to potęgowanie władztwa człowieka nad całą przyrodą, w tym nad jej żywiołami, które mieszczą się w jego własnej duszy. Takie jest wyznanie wiary Zadrugi. Na początku naszej drogi głosimy je pod hasłem:

    Odkatoliczyć, unarodowić, dowartościować Polaka.

    1) Poeta rzymski Statius (w:) Czesław Jędraszko Łacina na co dzień, Nasza Księgarnia, 1988, s. 223.
    2) G. G. Coulton The Medieval village, Cambridge Univ. Press, 1925.
    3) Tamże.
    4) George A. Dorsey Man's Own Show: Civilization, Nowy Jork 1911.
    5) J. K. Kochanowski Nad Renem i nad Wisłą, Warszawa 1913, s. 137.
    6) Appel, op. cit., s. 566.

    SKOROWIDZ OSOBOWY

    Strony w spisie treści i w skorowidzu odnoszą się do wydania książkowego.

    Abraham37
    Alvar, jezuita, 23
    Appel Heinrich 12, 19, 36
    Archetti, nuncjusz 10
    August II Sas 25

    Badeni Sebastian 12
    Bain Nisbet R. 8
    Bardach Juliusz 11
    Barker Ernest28
    Barycka Janina 14
    Bismarck Otto 13
    Bobola Andrzej 8
    Bolesław Krzywousty18
    Bonawentura, św. 18
    Bruckner Aleksander 23, 26
    Brzozowski Stanisław 22, 29
    Bujak Franciszek 27

    Carlos Don 30
    Carlyle Tomasz 19
    Chamberlain Houston Stewart 24
    Chmielnicki Bohdan 8
    Chrzanowski Ignacy 12, 23
    Chrząszczewski Antoni25
    Cobden Richard 24

    Conti de, książę 25
    Coulton G. G. 34
    Croake James 19
    Czapliński Władysław30
    Częścik Łucja 8

    Davies Norman 24
    Davies Rupert E.28
    Dawson William H. 14
    Defoe Daniel 24
    Dorsey George A.35

    Edward II angielski 19
    Ellis John27

    Gagarin, hr. i ambasador 12
    Garampi, nuncjusz 8
    Gawlina Józef, biskup 20
    Gombrowicz Witold 7
    Goszczyński Seweryn 7, 15
    Grabiec-Dąbrowski Józef motto
    Grabski Stanisław 15, 29
    Grzegorz XVI12

    Hołówko Tadeusz 22
    Hozjusz Stanisław 8
    Hulka-Laskowski Paweł 21
    Hus Jan35

    Inglot Stefan18

    Jasienica Paweł 12
    Jędraszko Czesław 33
    Joanna I, królowa Neapolu35
    Jogand-Pages patrz Leo-Taxil
    Józef II austriacki 24
    Juliusz II35

    Karpiński Franciszek 34
    Katarzyna II 34
    Kętrzyński Wojciech 17
    Klemens V 19
    Klemens VII35
    Klemens XIV 8
    Kochanowski J. K.35
    Konstantyn Wielki 17
    Kopernik Mikołaj 11
    Korzon Tadeusz 10, 28
    Kowalski Jan Wierusz14
    Kozłowska-Budkowa Zofia17
    Krasiński Wł., hr. 28
    Kraszewski Józef Ignacy 7
    Kuncewicz Jozafat 8
    Kurdybacha Łukasz 10

    Lamennais Felicite R. 12
    Landau Zbigniew 28
    Lech z początków Polski 39
    Ledóchowski Halka Mieczysław 13
    Lelewel Joachim 7, 9
    Leon XIII 35, 36
    Leo-Taxil 35, 36
    Leśnodorski Bogusław 11
    Loyola Ignacy 19
    Luter Marcin 27
    Lutosławski Kazimierz 14, 21

    Łubieński Władysław, prymas 25

    Maleczyński Karol 17
    Marek Aureliusz27
    Maria Teresa 9
    Massalski Ignacy, biskup 10
    Mateusz, św.34
    Mitford Nancy 28
    Młodziejowski Andrzej, biskup 10
    Moczulski Leszek30

    Nietzsche Fryderyk 20

    Oraczewski Feliks 24
    Orygenes 34
    Ostrowski Władysław 12
    Otton z Bambergu, biskup18

    Parandowski Jan 21
    Paweł, lektor 23
    Pietrzak Michał 11
    Piłsudski Józef 14, 22, 31
    Pius V 20
    Pius VI 10, 11
    Pius IX 36
    Pius XI 14, 15, 37
    Pius XII 14, 15
    Pliniusz Młodszy 16
    Podoski Gabriel, prymas 25

    Poniatowski Michał, prymas 25
    Popiel z początków Polski39
    Potocki Stanisław Kostka 37
    Racibor, książę Pomorzan 39
    Radziejowski Hieronim25
    Radziejowski Michał, prymas25
    Radziwiłł Karol 26
    Ratti Achilles14
    Rolle Antoni (Dr Antoni J.)26
    Rzewuski Henryk 26

    Sierakowski Michał Roman25
    Sievers, ambasador carski25
    Silnicki Tadeusz 21
    Skarga Piotr8
    Słowacki Juliusz 7, 15
    Smoleński Władysław 8, 9, 11, 24
    Sobieski Jan 25
    Stablewski Florian, prymas 13
    Stachniuk Jan 23, 36, 38, 40
    Stackelberg Otto Magnus 10
    Statius, poeta rzymski 33
    Szczepanowski Stanisław, inż. 28

    Świętochowski Aleksander 28

    Tomaszewski Jerzy 28
    Torres Jan de, nuncjusz 8
    Trentowski Bronisław F. 7, 24
    Trzeciakowski Lech 13
    Tync Stanisław 10, 24

    Vaugham, miss 35

    Wacyk Antoni 29
    Wereszycki Henryk 13
    Wespazjan35
    Wilberforce William 34
    Witkiewicz Stanisław 7
    Witkiewicz Stanisław Ignacy 7
    Witos Wincenty 28
    Wołodkowicz Michał 26
    Wyspiański Stanisław 7, 22

    Zamoyski Andrzej 10, 11

    Żmichowska Narcyza 7, 22

  6. DO WIZGI – WIZGO wiem że ty wiesz , a jest to jedynie zawoalowany i ukryty przed zenkiem zwrot W KTÓRYM POTAJEMNIE MNIE WIELBISZ , liczac zresztą słusznie na tępotę umysłowom , zenobiusza –
    – OTÓŻ CZĘSTO PISZESZ WSPAK ZAMIAST MIZIA – AiZIM – AiZIM – TO IMIĘ MAURETAŃSKIE OZNACZAJĄCE NI MNIEJ NI WIECEJ – WIELKI – wspaniały !!!-
    wymawia się je Azim PISZE – AiZIM
    ===================================
    ps. chyba prymityw ZEN – nie zrobi ci awanturki za to …..
    moja ty cicha wielbicielko , konspiratorko 🙂

    1. oj Miziak siwy łeg na karku ,a tobie na amory idzie !!!!!! hahahahahaha ,lepiej pomyśl nad polepszeniem sobie życia przyszłego na tamtym swiecie hahahahahaha

      1. no u kogo siwy u tego siwy , u mnie to nawet nie mozliwe żeby był siwy kiedykolwiek 🙂
        I TAK NIKT MNIE NIE ZNA – A JEŚLI TY SIĘ UJAWNIASZ TO I JA NA CHWILKĘ 

        przy tego typu włosach nie siwieje sie , co innego twoje… 🙂

        1. eee tam zaraz siwy,taki jeden ksieciunio juz prawie lysy a jaka partie jeszcze wyrwal. Czekam teraz na slub Jarka z kotem-napewno przycmi wczorajsze widowisko.Udanego weekendu Miziak

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

%d bloggers like this: